Tamara Bińczak

Bajka o dwóch żabach

Dawno, dawno temu, na skraju zaczarowanego bagna spotkały się dwie żaby, stara i młoda. Młoda żabka wyglądała na strapioną, więc starsza spytała, co się stało.

– Szukam nowego stawu, w którym mógłbym zamieszkać – odparł żabi młodzieniec. – Niestety nie idzie mi najlepiej. Większość nie spełnia moich oczekiwań.

Musicie bowiem wiedzieć, drogie dzieci, że młodzieniec nie był pospolitą, zieloną żabką, jakich pełno w okolicznych stawach, ale Żabim Księciem, który – jak na księcia przystało – okazał się dość wybredną jednostką.

Błąd atrybucji

– Zwłoki nie mają więcej niż dzień – stwierdził Doktorek.

– Cholerne dzikusy – mruknął kapitan Hayworth.

Kinley tylko splunął.

Zegar

Na rogu Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich stały trzy duchy.

– To już? – spytał indiański kapłan. – Gdy żyłem nie było cyfrowych zegarów…

– Za moich czasów też nie – odparł brodaty mędrzec w renesansowych szatach.– A ten jest jakiś dziwny.

– Ale mówi więcej, niż twoje mgliste przepowiednie, Nostradamusie.

– Phi! Wasz kalendarz wcale nie jest lepszy!

Jasnowidz odwrócił się w kierunku trzeciego ducha, starszego mężczyzny w okularach.

– Powiedz coś wreszcie, poeto. To twój kraj.

Tamten jednak milczał.

Stadion

Nguyet spojrzał na stragan krytycznym okiem. Portfele i torebki prezentowały się naprawdę nieźle.Stary Wietnamczyk umiejętnie wyeksponował lakierowane „Prady” i szkaradztwa ze znaczkiem „LV”. Nigdy nie mógł zrozumieć, dlaczego Polki ciągle pytają o te modele. Cóż – klient nasz pan. Tu, na Stadionie, panowało prawo popytu i podaży.

Pomiędzy rzędami połamanych ławek królowały polowe łóżka i przenośne stragany. W dawnej loży dla VIPów wzniesiono prowizoryczny barek, serwujący zupę pho. Nguyet wierzył, że wkrótce pojawią się też wygodne, metalowe budki.

Amortyzacja

Potwór przycisnął ją do ściany. Martwe ciało było zimne. Twarde.

- Nie rób tego – jęknęła. – Czy nie zostało w tobie nic z człowieka?

- Człowieka? A czymże jest człowieczeństwo?

- To… to dobro ukryte w duszy.

Wall Street

Ryan wyszedł z budynku. Namioty pokryte cienką warstwą śniegu przypominały igloo, które niedawno widział na Discovery. Prawdziwa eskimoska wioska w centrum Nowego Jorku.

- Że też jeszcze im się to nie znudziło.

Dealer odwrócił się. Pod stalowo-szklaną markizą kulił się Andrew Johnson z Kontrolingu. Jego oddech zlewał się w jedno z chmurą papierosowego dymu.

- Co ty tu robisz?

- Wyciąg w palarni się zepsuł…

- Nie o to pytam. Niedługo północ.

Subskrybuj RSS - Tamara Bińczak