Mikołaj Juliusz Wachowicz

Kwidzyńskie gdanisko

            Podchmielony Kaka stanął frontem do wieży gdaniska, jakby chciał rzucić wyzwanie. Choć hardo spoglądał na ceglanego potwora o pięciu pionowych łapach, karnie wrośniętych w grunt jedna za drugą, nie mógł obrać korzystnej pozycji. Konstrukcja bowiem schodziła ku terasie, a on właśnie tam tkwił. Ogrom przytłaczał go, lecz jednocześnie fascynował – niczym majestatyczna, orlonosa kobieta, za którą przygnał tutaj z muzeum zamkowego. On – pozbawiony sumienia krzywdziciel żon, dzieci i przyjaciół – pożądał jej od godziny i czuł, że owa nie oprze mu się przed

Chałek

z cyklu "Juliusza Dantona Przypadki"

Wespazjan cieszył się znakomitym zdrowiem, chociaż dla jego zachowania tyle tylko czynił, że nacierał rytmicznie szyję i całe ciało w sali do gry w piłkę i stosował każdego miesiąca jednodniową głodówkę.

                                                           Swetoniusz, Żywoty Cezarów, Boski Wespazjan 20

Postanowiła zamorzyć się głodem, więc kazał jej wpychać pokarm, otwarłszy gwałtem usta. Lecz wytrwała przy zamiarze i wreszcie śmierć sobie zadała.

Przeciw herezjarsze

Przeciw herezjarsze

…podnieta do obracania językiem zrodzona ze szkodliwego nadmiaru wolnego czasu…

Uczta osadzonego

Jeniec miał kajdany na nogach, na ręku zaś łańcuch nieco dłuższy, taki, by mu pozwalał podawać sobie pokarm do ust.

H. Sienkiewicz, Krzyżacy, t. II, rozdz. VII

***

- Dali mu tak dużo jedzenia i picia. I on się na to tak gwałtownie rzucił. Tak się rzucił! Najpierw zjadł jabłka i inne owoce w dużym wyborze, co znakomicie oczyściło mu żołądek. Potem wziął się za mięso: kurczaków wciął tak ze sześć czy siedem i kilka szynek… A nogi…

- Nogi kurczaków? – zapytał Juliusz Danton. Był rok 1983. A może już 1984?

Cudzym kosztem

 z cyklu: "Juliusza Dantona przypadki"

*

Śmiertelny potok życia

Uczucia nasze zamroczy

I spojrzą ku sobie bezwładnie

Nasze nie nasze oczy

J. Iwaszkiewicz

Do przyjaciela wroga

*

Smoczy skarb

Mój synek Arruns wpadł strwożony do sypialni.

– W impluvium pływa wielki wąż!

Jasne! Wieczorna opowieść o walce naszego przodka ze smokiem nad rzeką Bagrada zrobiła swoje. Chłopak posłusznie poszedł do atrium. Na tafli unosił się sznur zwiędłych liści i śmieci w kształcie węża.

– Wstydź się, mężczyzną jesteś i Rzymianinem!

* * * 

– Dziś usłyszycie o moich przygodach – zapowiedział pradziadek.

– Czyżbyś i ty, dziadku, spotkał kiedyś smoka? – spytałem. Starzec zadrżał.

Śmierć dziadka

z cyklu: "Juliusza Dantona przypadki"

Leń

z cyklu: "Juliusza Dantona przypadki"

- Na tapczanie leży leń,

Nic nie robi cały dzień – deklamował bez przerwy ojciec, wykonując jakąś domową pracę. W oryginale widniało wprawdzie „siedzi”, jednak „leży” podsuwało wyobraźni scenę znacznie sugestywniejszą.

- Ojcze, a kto był największym leniem na świecie? – zapytałem. Miałem wówczas pięć lat, był rok 1976.

Gaga

Z cyklu: "Juliusza Dantona przypadki"

To zdarzyło się z całą pewnością w trzeciej dekadzie lipca 1987 roku. Zapadał zmierzch, ale dogasający dzień jeszcze całkiem wyraźnie oświetlał zarówno podwórze stuletniej czynszówki, jak i naszą kuchnię. Siedzieliśmy w siódemkę przy kolacji. Ja z całą pewnością tyłem do okna. Nasz cioteczny braciszek szwendał się po całym mieszkaniu. Panowała przejmująca cisza, zwłaszcza że telewizor umilkł kilka tygodni temu.

Hauek

z cyklu "Juliusza Dantona przypadki"

Wysuń rękę...

            Historię tę usłyszałem od mojej babci krótko po roku 1983. Jako że opowiadająca przyszła na świat w 1906, a wydarzenia rozegrały się nieco wcześniej, wnioskuję, iż poznała je dzięki komuś z poprzedniego pokolenia. Dziś sam niekiedy straszę nimi mojego syna, za każdym razem zmieniając nieco szczegóły w kierunku uprawdopodobnienia niezwyczajnych faktów.

Straszne opowiadanie zawierające mniej niż sto słów

W miasteczku pojawił się smok!

Miał trzy głowy. Stanął na rynku bezradny, bowiem każda głowa chciała iść teraz w inną stronę. Gdyby ktoś powiedział smokowi, że wszystkie drogi zbiegają się u jednego wylotu, potwór uniknąłby może ciężkiej schizofrenii.

Tymczasem wybuchła panika. Ludzie uciekali wszelkimi drogami i naprawdę nie mieli żadnych dylematów. Pozostały puste lokale. Ogołocone lub zagracone meblami, straszyły swą próżnością i niefunkcjonalnością. Zaległa cisza…

- Smoku! – zaproponował doktor Aleksander. – Wyburz domy. Nie będzie miasta – nie będzie dróg.

Danton

A Robespierre zawołał:

- Ludzie! Ludzie! Czy ścinać Dantona?

- Ścinać… – bez przekonania parsknął tłum.

- A może by tak jednak nie ścinać, co? - uśmiechnął się kurduplasty dyktator i zmrużył prawe oko.

- Ścinać… Nie ścinać!... szszsz… fiuuuuu! NIE ŚCINAĆ, NIE ŚCINAĆ DANTONA!!! NIE-ŚCI-NAĆ DAN-TO-NA! NIE-ŚCI-NAĆ DAN-TO-NA! NIE-ŚCI-NAĆ… – skandował bez końca tłum.

Robespierre wiedział już, co trzeba mówić:

Subskrybuj RSS - Mikołaj Juliusz Wachowicz