Arkadiusz Tuszyński

Oprawca

Wychodziłem z poradni urologicznej po USG, na którym wykryto kamień nerkowy… To ostatnie, co pamiętam.

Potem ocknąłem się tu.

Pomieszczenie wyglądało jak z kiepskiego filmu SF. Pełno przycisków, światełek i ekranów. Jednak mój wzrok przykułyrozciągnięte na przeciwległej ścianie skóry. Chciałem podejść, aby im się lepiej przyjrzeć. Dopiero wtedy zauważyłem, że nie mogę się ruszyć. Ręce i nogi przykuto mi stalowymi obręczami do stelażu w formie koła tak, że tworzyły one literę X. Musiałem wyglądać, jak postać na szkicu da Vinci. Tym bardziej, iż byłem całkowicie nagi.

Miliony

Niezliczone miliony rzeczy są na tym naszym świecie,

Wiemy to wszyscy, ja wiem i wy też przecież wiecie.

Są nas tysiące milionów, tych, co świat ten tworzą,

Którzy, codziennie kolejne miliony ludzi mnożą.

Potężne miliony myśli, tyleż samo milionów pragnień,

Tych pokazywanych jawnie i krytych gdzieś na dnie.

Miliony wielkich marzeń, realnych lub będących jak sen,

A ja chcę tak niewiele… Tylko jeden milion… w PLN.

Zima

Nad całym miastem z kominów wydobywał się szary dym,
Dzwoneczki dzwoniły z balkonów, rytmicznie dzyń-dzyń,
Mrugały gwiazdeczki wesoło nad silnie zmarzniętą glebą,
I przyglądał się bury kot, który to w tą zimną noc, wylazł za pilną potrzebą,


Jak pewien gość „łby kocie” deptał, po głębszych paru,
A choć na „autopilocie”, to chwiejnie dość wracał z baru,
Wnet, sekundę lecąc, cudnie jak Małysz, gdy się poślizgnął,
Tym cudniej bęcnął, cały przy tym piruet kręcąc, o twardy bruk swą siwizną.

Ostatnia karta

Chyba powinienem jakoś inaczej zareagować, krzyknąć, uderzyć w coś pięścią, czy choć trzasnąć porządnie drzwiami. A jedyne, co mogłem zrobić, to stać w osłupieniu w przedpokoju i trząść się.

Pani Marta nie żyła.

Ostatni skok

Biegł po schodach. Przed sobą widział tylko czerń kurtki Rey i jej długie, powiewające, kasztanowe włosy. Czuł, że brakuje mu sił. Pogoń była jednak tuż tuż. Słyszał ich krzyki i ciężkie buty depczące po betonowych stopniach zaledwie dwa piętra niżej.

– Nie dam rady malutka! – krzyknął do dziewczyny i zatrzymał się.

Oparł uzbrojoną w pistolet rękę na kolanie, w drugiej trzymał kurczowo solidną, metalową walizkę. Nogi drżały mu ze zmęczenia. Walcząc o oddech, uniósł głowę do góry i napotkał spojrzenie zielonych oczu. Rey skinęła tylko ze zrozumieniem.

Subskrybuj RSS - Arkadiusz Tuszyński