Żaneta Lewandowska

Bardzo grzecznie

Pukanie do drzwi oderwało Anię od zmywania. Przechyliła dźwignię przy kranie, upewniwszy się, że wcześniejszy szum wody nie spowodował przesłyszenia. Mokre dłonie wytarła w spodnie, odgoniła psa od drzwi. Z widoczną wprawą prześlizgnęła się przez wąską szparę i dopilnowała, żeby czworonóg nie dołączył do niej i niespodziewanego gościa na korytarzu. Podniosła wzrok, by stanąć oko w oko ze starszą panią, choć jeszcze nie staruszką. Obcą kobietą, na pierwszy rzut oka bardzo zagubioną.

Na przekór

Palce miała lodowate i sztywne. Ostrożnie stąpała przed siebie. Zakradała się na jedno z pastwisk, by znów pooglądać konie. Pod gołymi stopami czuła wilgotną od rosy trawę. Było w tej chudej istotce coś ulotnego, eterycznego. Wątła buzia, kosmyki nijakich włosów, zgaszone spojrzenie – wszystko to nadawało jej wygląd kogoś, kto miał zaraz przeminąć.

Sposób

Wielu rzeczy możesz nie pamiętać i nikt nie oczekuje, że będzie inaczej. Jednak to, z jaką precyzją układałaś mur z pluszowych zabawek, który miał cię zasłonić przed potworami spod łóżka (z szafy też, i zza biurka oraz z ciemnego korytarza!), to jedno pamiętasz bardzo dobrze. Precyzyjne wybieranie maskotek, bo przecież nie każda nadawała się do walki. Niektóre były chore, inne musiały odpocząć po wcześniejszych bitwach, a kolejne bały się bardziej od ciebie. Proces wymagał zastanowienia, planu. Czasem bez reszty pochłaniał twoje wieczorne

Gość

            Ze swojego wygodnego miejsca w kącie słyszał miarowe bicie serca. Uśmiechnął się bez przekonania i otulił cieniem. W efekcie latarnia, rzucająca mdłe światło przez zakurzoną szybę, zamigotała, a potem przygasła. Buczała przy tym cicho, jakby w proteście. Dziecko zakwiliło przez sen, zaciskając w piąstkę malutką dłoń.

Jakże miał ochotę wcisnąć się między szczebelki staromodnego łóżeczka, a potem obwinąć wokół ramion noworodka, jego delikatnej szyi, skumulować wszystko na wysokości serca.

Życie z pisarzami

Życie z pisarzami – hasło domu.

Takie życie to znoszenie słów i dźwiganie marzeń. Umiejętność zamykania za autorką lub autorem drzwi do świata pomiędzy zdaniami, zbyt często zostawianych bez zastanowienia otwartymi na wszelki wypadek.

To gaszenie światła o ósmej rano.

To także przyjaźń z szelestem papieru oraz szumem drukarki podłączonej do komputera, wokół którego narasta domowy kult.

To bycie, gdy następuje twórcza niemoc i wciąż bycie, choć mniej zauważalne, gdy owa mija.

Do trzynastu

Krople śliny spadły młodemu aniołowi na twarz. Starł je, krzywiąc się z wyraźnym obrzydzeniem.

– Jesteś jak trucizna – jęknął, szarpiąc się w uścisku silniejszego, o wiele starszego skrzydlatego.

– Jestem trucizną – szepnął tamten w odpowiedzi. – Jestem śmiercią – wyznał, po czym roześmiał się szaleńczo, odepchnąwszy żałosne pisklę Pana od siebie. Jael ugiął się pod siłą rozpędu. Boleśnie przeszorował po ziemi dłońmi, chroniąc kolana. Jego, wciąż słabe skrzydła nowicjusza pokryły się brudem z parkowej ścieżki.

Anielska cierpliwość

Niezrealizowane plany mszczą się na nas po wielokroć.

Przemek przesunął dłonią po metalowej balustradzie mostu. Badał opuszkami palców jej brudną, chropowatą powierzchnię, pozwalając, by odczuwalny chłód uciszył resztkę wątpliwości. Postępujesz słusznie, przekonywał sam siebie.

Kurs do Fiddler's Green

Nie padało, pierwszy raz od pięciu dni. Na niebie widoczne były jedynie nieliczne, niezbyt gęste chmury. W pomieszczeniach przesyconych zapachem soli powoli rozszedł się aromat świeżo zaparzonej czarnej herbaty i bułeczek z rodzynkami.

Mary przeciągnęła się, ziewając, po czym zeszła z koi. Aromat pieczywa spowodował ssanie w pustym żołądku. Kobieta nie pamiętała, kiedy ostatnio zjadła jakikolwiek posiłek w spokoju, siedząc przy stole.

A ta podróż taka niezwykła

Pustkowia, wszędzie pustkowia. Gruzowiska nie do przebycia. Trupy dawnych miast. Ślad potęgi, która mijając, zesłała w niebyt całą planetę. Jeśli ktoś przetrwał, a byli tacy, ginął – z głodu, z pragnienia, od kuli penetrującej wnętrze czaszki przez podniebienie pod kątem charakterystycznym dla desperacji.

Nie było nadziei. Nie przetrwała wiara ani żaden wybraniec zdolny udźwignąć na swoich barkach ciężar ratowania czegokolwiek.

Subskrybuj RSS - Żaneta Lewandowska