Aleksander Kusz

Szortcon 2013

Wszyscy zwolennicy krótkiej i jeszcze krótszej formy literackiej zebrali się w zeszły weekend w Krakowie na spotkaniu (nie wiem dlaczego w Krakowie, ani to środek Polski, ani nic innego, może dlatego, że wszystkim się wydaje, że to stolica kulturalna Polski jest?). Nazwaliśmy go Szortcon, bez żadnych podtekstów pod każdą literką, po prostu Szortcon, tak z angielska, jakbyście nie wiedzieli, super nam to wyszło, nie? Poniżej przedstawię małe streszczenie naszego spotkania.

Dobry wujek

- Bartek! Idź spać proszę, jutro jest twój wielki dzień. Musisz być wyspany. Nie wyobrażam sobie, żebyś  ziewał podczas Inicjacji.

- Mamo, ale mnie się jeszcze nie chce spać! – chłopak aż drżał cały z emocji.

Ballada o zapowiadanym, aczkolwiek nieoczekiwanym końcu świata

Prawie cały świat zalała woda. Początkowo nic nie zapowiadało, że tak to się skończy, przecież był to tylko zwykły deszcz. Jednak czas, a przede wszystkim częstotliwość opadów, zmieniły wszystko.

Zebrali się w kapliczce, na szczycie najwyższej góry w okolicy. Osiemnaście osób. Każdy przyniósł ze sobą tyle ile potrafił udźwignąć. Jedzenie, picie, koce, ubrania. Niektórzy zabrali ze sobą cuda techniki, aby próbować połączyć się ze światem. Ale świata już nie było, lub nie można się było z nim połączyć.

Ballada o samotnym Wiktorze

Wierzba rosła na skraju polany, niedaleko osiedla. Wiktor zobaczył ją kiedy spacerował któregoś dnia. Często wychodził z domu nie mogąc znieść panującej tam ciszy. Odejście żony pokazało mu, że znaczyła ona dla niego o wiele więcej, niż wcześniej przypuszczał.

Spacerował po osiedlu, aż dotarł do miejsca gdzie rosła wierzba. Przypomniał sobie, że w dzieciństwie często tu przychodził. Siadał wtedy przy jej pniu i wymyślał różne historie.

Tutaj zawsze się uspokajał, tutaj zawsze mógł zagłębić się we własny, bezpieczny świat.

Czterdzieści i cztery poniedziałki wskrzesiciela narodu

8 poniedziałek roku

Siedzę.

Dłubię w nosie.

Myślę: Parszywy świat. Świnia z tej… Szarość. Pustka. Nuda.


14 poniedziałek roku

Siedzę.

Patrzę w okno.

Myślę: Deszcz. Mgła. Nicość. Trzeba zmienić. Nikt nie chce pomóc. Chamy. Ja im pokażę. Sam zmienię… Niemoc.


17 poniedziałek roku

Siedzę.

Żuję gumę.

Myślę: Zmienię. Wstrzymam deszcz. Rozdmucham mgłę. Stworzę kolory. Znajdę kobietę. Ona wszystko odmieni.


22 poniedziałek roku

Tak kolorowo

Adam wyszedł z lasu, przeleciał na lotni nad polaną i po wylądowaniu przy przystani przygotował sanie. Następnie wsiadł do nich, rzucił odpowiednie hasło dziobakom z zaprzęgu i przejechał przez jezioro zamrożone na zielono. Żaby stonowały mróz na kolor, więc było łatwo i przyjemnie.

Obowiązkowe w saniach światła cofania zapaliły się, gdy zawracał, by wjechać w odpowiednio wybrane miejsce. Mieszka tam jego ukochana Ewa. Właściwie to mieszkała, bo obecnie była już martwa.

Wyścig szczurów

Wyszedłem z sali zmęczony. Zmęczony obecnym bytem, okolicznościami, otoczeniem. Inni, czekający na swoją kolejkę, doskoczyli do mnie, zadając standardowe pytania: „No i jak? Komisja zdenerwowana? Trudno było?  Zdałeś?”. Odsunąłem ich bez słowa i poszedłem na koniec korytarza, aby usiąść na ławce i odpocząć. To był dwudziesty dziewiąty egzamin tej sesji, został jeszcze jeden - egzamin, który wreszcie zakończy tę męczarnię. Niedługo rozpocznę nowe życie. Nowe, wspaniałe i spokojne życie. Uwolnię się od tego motłochu, przepychania,

Bajka o tym, jak Podkładka z rynkiem się zmagał

Na skraju pewnego miasteczka żył był sobie pewien sklep „Tysiąc jeden drobiazgów“.

Pomimo tego, że był sklepem chłopcem, nazywał się Podkładka.

Od najmłodszych lat marudził, że dostał takie babskie imię.

- Przecież nie noszę sukienek ani kapelusików w kwiatki, więc czemu mnie tak śmiesznie nazwali? – wypytywał inne sklepy.

Nadaremno - nazywał się tak od zamierzchłych czasów i wszyscy zainteresowani, a zwłaszcza pomysłodawcy zdążyli zapomnieć.

Ostatnia misja

Słońce wygasło lata temu, wymarły wszystkie gatunki zwierząt i roślin. Mróz opanował planetę, biorąc ją w swoje władanie. Wdarł się w każdy zakamarek globu, aby zaznaczyć w nim swoją obecność.

Wreszcie dotarł do końca, w tej dolinie zakończy podbój tego świata. Wprawdzie miejsce to zostało opanowane już dawno temu, ale mróz jeszcze raz skierował tutaj swoje siły. Na samym dnie znalazł kamień, który przysypany piaskiem zdołał uchronić się od zagłady. Otoczył go swoim zimnem i trwająca od lat cisza została przerwana odgłosem niszczonego kamienia.

Pamiętnik znaleziony na skórze

Pokój.

Pomieszczenie, w którym się znalazłem, jest małe i ciemne. Wygląda jak komórka. Wszystkie ściany są do siebie podobne. Beżowe i miękkie w dotyku, a poświata, dzięki której można cokolwiek zobaczyć, dochodzi ze wszystkich stron. Drzwi są zamknięte. Nie ma okien. Nie wiem, kim jestem ani skąd się tutaj wziąłem. Wiem natomiast, że mam do wykonania ważne zadanie, a jego cel i zamysł zostaną mi w odpowiednim czasie wyjawione. Piszę ten pamiętnik paznokciem w rogu pokoju. Może ktoś go znajdzie.

Energia.

Jak Klapaucjusz maszynę doskonałą skonstruował

Klapaucjusz wrócił do domu zdenerwowany. Nie dość, że na Zgromadzeniu Najlepszych Konstruktorów, główną nagrodę znowu odebrał Trurl, to jeszcze on sam wyszedł na kompletnego idiotę, bo wychodząc podczas przemówienia zwycięzcy, próbował trzasnąć drzwiami, które zamykały się automatycznie.

Subskrybuj RSS - Aleksander Kusz