Maciej Kaźmierczak

Na żywo

Rodzinnie, ciepło, przyjemnie. Niedzielnie, przed telewizorem. Jak co tydzień, bo kiedy indziej. Wiadomości, zaraz po kościele, w trakcie obiadu. I znów – kolejne ciała, kolejni biegnący, kolejni uciekający nie wiadomo skąd, nie wiadomo dokąd, nie wiadomo po co, bo przecież sprzed telewizora nie widać.

Żadnego czarnego paska, żadnych pikseli na twarzach obmywanych przez fale. Prezenter coś mówi w tle, ale nie sposób go słuchać, bo pieprzy jak zwykle, a na ekranie tak tragiczne zdjęcia.

– Kurwa mać! – krzyczy ojciec.

Wilk morski

Dopalając papierosa tonąłem w oceanie obskurnych budynków, stojących na obrzeżach miasta, do których doprowadziły mnie uchodząca z dymem połowa paczki papierosów i napływające przy każdym kroku coraz to nowe słowa, za cholerę niechcące się ułożyć w chociaż najkrótsze opowiadanie, przynajmniej tandetny liryk.

Cezar

To był wyjątkowy mecz.

Bilety wykupiono w kilka godzin od rozpoczęcia sprzedaży. Ci, którzy nie mogli już zmieścić się na stadionie, zebrali się przed rozstawionymi w miastach telebimami i czekali na rozpoczęcie przełomowej rozgrywki. 

W końcu wybiło południe, czas zacząć. 

Sędzia zadął w gwizdek, który od razu schował do kieszeni, bez zamiaru jego używania przez najbliższe czterdzieści pięć minut.

Czystość największą cnotą

Klasztor był wielkim, wspaniałym budynkiem. Kiedyś tłoczyło się w nim kilkaset sióstr zakonnych. Od tamtego jednak czasu wiele się zmieniło. Gdy przeorysza wprowadziła do regulaminu nową, główną zasadę, wszystkie siostry się wyniosły, a samą posiadłość omijano trwożnie szerokim łukiem. 

Ta nie wiedziała, co jest tego powodem. Przez wszystkie kolejne lata siedziała i modliła się. Była już kobietą starszą, jednak nadal miała piękne, pełne usta, duże piersi, wydatne biodra i ponętne uda.

Softlife

–  Jim, zobacz! Potrafię znikać.

Rebeka zamrugała i naprawdę zniknęła. Jim, trzynastoletni chłopiec, wpatrywał się w puste miejsce przy łóżku z niemałym zdziwieniem.

–  Rebeka? – spytał cicho. – Jesteś tu?

–  Jestem, no a gdzie bym miała być? – Dobiegł go głos bliźniaczki, wydobywający się jakby z nikąd. – Rusz komplantem i spróbuj mnie zobaczyć.

Smoleńsk przepadł

Powili wstawał dzień. Robiło się coraz jaśniej, lecz mimo to nigdzie nie było widać wschodzącego słońca. Było mroźno.

Na okrytej białym szronem polance, leżało kilkanaście sztywnych, zastygłych w najróżniejszych pozach, ciał. Ich zakrzepła już krew szpeciła okrytą bielą ziemię. Ciemnoczerwona posoka jeszcze przed chwilą wypływała z odrąbanych głów, zasiekanych wcześniej polskich szlachciców. Teraz już zastygła, stając się tylko twardą skorupą.

Złodzieje

Nasz okręt był małych rozmiarów. Rzekłbym nawet, że bardzo małych. A konkretnie wielkości dziesięcioosobowej szalupy, którą był.

Na szczycie gołego, drewnianego masztu, który mieścił się po środku, łopotała na wietrze czarna bandera z wymalowaną po środku białą czaszką.

Ja, jako kapitan piracki, siedziałem na dziobie i patrzyłem na moich dwóch wiosłujących sługusów i na trzeciego, który na drugim końcu szalupy, przepraszam – naszym pirackim okręci, z kompasem i podartą mapą w dłoni, nawiguje nas.

Żarówka

Jej skrzydła lekko załopotały, gdy wylądowała we wnętrzu jakiegoś tunelu, od którego ciągnęło chłodem i wilgocią. Jego ścianki były lekko chropowate, a w niektórych miejscach widoczne były ślady po wbiciu się w mur kołka rozporowego.

Stanęła po środku poziomej czeluści, przed małym stoliczkiem, który tworzyły dwa szare kamienie. Na ich wierzchu stało kilka, pobłyskujących w odległym świetle, o kształcie gruszki, przedmiotów.

Złapała za najbliższy. Był to nieduży noktowizor, który od razu naciągnęła na pokryte siatką oczy, gdyż mało co widziała w tych ciemnościach.

Nienaturalnie... spokojny

Nieśmiało zabębniłem w dębowe drzwi. Głuchy dźwięk rozniósł się po korytarzu, odbijając echem od ciemnych ścian. Z środka nie dobiegł mnie żaden dźwięk. Nieswojo poczułem się wchodząc bez zaproszenia. Mimo, że byłem tu już setki razy, poczułem się obco.

Przedpokój pogrążony był w ciemnościach. Nie zapalałem światła. Doskonale wiedziałem, gdzie się, co znajduje. Przeszedłem do salonu pogrążonego w półmroku. Tlący się żar w ceglanym kominku rzucał bladą poświatę na ściany pomieszczenia.

Subskrybuj RSS - Maciej Kaźmierczak