Mateusz Zieliński

Myszy pod miotłą

Kapitan Sojdow wpatrywał się w hologram Grupy Lokalnej.

Zawieszona w środku Droga Mleczna skrywała się za sferyczną Barierą. Dokoła niej, wśród pozostałych galaktyk, kosmos żył. Wielokolorowe punkty poruszały się – w tej skali niezauważalnie – wypełniając Gromadę kakofonią tysięcy sygnałów.

„Tak długo się udawało”, pomyślał kapitan.

Po linie

- Nie jedź tam! – usłyszała z daleka.

Niewielka z tej odległości sylwetka na rozkołysanym, jadącym w dół krzesełku miotała się nerwowo.

- Skaczcie, ludzie!

Arena

Kiedyś dawno, gdy był jeszcze gówniarzem, udało mu się przejść przez starą dzielnicę i zakraść do Areny. Zdała mu się wtedy najpotężniejszą i najbardziej ponurą konstrukcją jaką w życiu widział; skąpana w ciemności wymarłej, opuszczonej okolicy, świecąca od wewnątrz własnym, niesamowitym blaskiem. Przerażała i przytłaczała jak nic innego ogromem i skrywaną w murach historią, choć przecież nawet w ich dzielnicy, można było zobaczyć równie stare i wcale nie mniejsze budowle. Był chociażby potężny

Inni

Nyasha biegła po życie. Przedzierała się przez wysoką trawę, tratując wyższe krzaki i co chwilę wpadając na ukryte między szerokimi liśćmi pnie palm.

Nie czuła bólu, zamiast tego jej serce szarpała narastająca rozpacz. Zło, o którym tyle słyszała i które kiedyś odarło ją z dzieciństwa, wróciło, przyszło po nią, niszcząc wszystko co miała, wyganiając z rodzinnego domu.

Uczta starych czasów

Magda zamknęła okno za ukochanym i przez chwilę stała przy panoramicznej szybie apartamentu na jednym z ostatnich pięter Olimpu’1200.

Avatar 2. Bez dyplomacji

Gwiazdy, gwiazdy, gwiazdy; niezmienna sfera niedostępnych światów; pośród nich Słońce, gdzieś daleko z tyłu.

Wreszcie Alfa Centauri zdominowała niebo. Powiększała się z każdą chwilą, odrywając od płaskiego, gwieździstego tła. Zawisła w przestrzeni.

Później pojawiła się planeta, ogromna i dostojna; kula gazów złączonych w niekończącej się walce temperatur i ciśnień.

Ujarzmiona potęga umysłu

Tuż przed katastrofą mózg Maksa pracował idealnie.

Czapka telekinetyczna działała bez zarzutu.

Potargana

Lubiła ten rytuał, a ja nie zamierzałem jej przeszkadzać. Wręcz przeciwnie. Uczestniczyłem w nim za każdym razem, odkąd zaczęła przychodzić.

- Dlaczego nie zdejmiesz czapki? - spytałem.

- Nie… mam tam niezły bałagan. - odpowiedziała.

- Pięknisia z ciebie?

Martwioł

Wieczna mgła, tumult cichej, nieustającej walki wody i niewody, spowijała tamę. Chłopak przekradał się powoli wzdłuż zwieńczenia potężnej budowli. Miał nadzieję, że nie zmylił kierunku, że we mgle nie zawrócił i nie dotrze z powrotem do brzegu. Ciasny kombinezon ochronny, od stóp schowanych w elastycznych, szczelnych butach, po głowę opatuloną kapturem, nie krępował ruchów, ale przeszkadzał. Świat za plastykową szybą maski, wydawał się oddalony, oglądany przez wąską szczelinę. A przecież właśnie teraz chłopak

Schron

Kobieta zaszyła się w najdalszym kącie schronu; pięcioletni chłopczyk wtulił się w nią ufnie, przerażony i zmęczony. Facet w dresie patrzył na nich przez chwilę, po czym znowu zagłębił się w tępe rozmyślania. Stał tuż przy drzwiach i miałem przeczucie, że myśli nad ucieczką. W przeciwieństwie do niego, leżący na podłodze, imponujący grubas sprawiał wrażenie, jakby miał tu pozostać na wieki. Chłopak w marynarce – dziobaty, młody menedżer – stał na środku, jakby wciąż liczył uciekające mu gdzieś na górze pieniądze. Orbitujący wokół niego dziadek,

CSI: Kryminalne zagadki przyszłości

Tradycyjny, kredowy obrys ciała przyciągał uwagę.

Siedzący w rogu pokoju ludzie, którzy przed dwoma zaledwie godzinami bawili się na urodzinach denatki, starali się nie zauważać ponurej pozostałości na błyszczącym parkiecie. Nie patrzyli też na pilnującego ich, milczącego policjanta w progu.

Z wyraźną ulgą przyjęli pojawienie się w salonie elektronicznego detektywa.

- Witam państwa.

Spojrzeli na niego z mieszaniną nadziei i zainteresowania.

Dwie czarne plamy

Wąskie, podłużne okienko. Tuż nad ziemią.

W długim, wielkopłytowym bloku było ich kilkanaście, dla mnie jednak liczyło się to jedno. Wyglądało inaczej niż ćwierć wieku temu. Kiedyś zaniedbane, z zaledwie połową brudnej szyby, teraz wyglądało solidnie i szczelnie.

Zbliżyłem się, przemykając pod balkonami parteru, szybko, nie chcąc zwracać niczyjej uwagi. Zajrzałem do środka.

Światło popołudniowego słońca wpadało do wąskiego zaułka piwnicy i oświetlało przeciwległą ścianę, niknącą po bokach w mroku korytarza.

Nie było ich!


Subskrybuj RSS - Mateusz Zieliński