Joanna Rogalska

Korpostan

- Nudność!

Błysk w oku prezes Kowalskiej zdradzał niezdrowe podniecenie.

- Nudność nie ma nic wspólnego z nudnościami. Opisanie tego współczynnika to efekt wytężonej pracy naszego dzielnego zespołu do spraw rozwoju pracowników. Na chwilę obecną poziom nudności wynosi osiemdziesiąt dziewięć procent, czyli bardzo dużo. To niedopuszczalne! Od dziś będziemy go mierzyć regularnie i oczywiście dążyć do tego, by się obniżał, aż osiągnie pożądaną wartość zero.

Zero na dłuższą chwilę zawisło w powietrzu.

- Jakieś uwagi? Wątpliwości? Zażalenia? Nikt? Tak myślałam.

*** [Napoczęta kartka]

Napoczęta kartka

Nadgryziona słowem

Nadaje sens

Ulotnej wyobraźni

Meritum

Łup, łup, łup!

-        Otwierać!

-        Chwila!

-        Żadna chwila! Milicja! Masz pięć  sekund, a potem wyważamy drzwi! Raz, dwa, trzy...

Drzwi rozsunęły się z cichym szelestem. Na progu stanął Stanisławski w stanie wskazującym na częste spożywanie. Buchnęło częściowo przetrawionym etanolem, kiedy otworzył usta, by powiedzieć...

-        Co jest?!

… niestety, to było wszystko, gdyż sekundę później porucznik Bambino przygwoździł go do ściany stu dwudziestoma kilogramami tłustej masy i zaanonsował:

Toksyczny związek

To był piękny dzień.

Dziewiczo czysta, morska bryza śmiało wpadała przez otwarte okna  i jak niewidzialna tancerka w białych, muślinowych zasłonach poruszała się w rytmie rozbijających się o karaibski brzeg fal. Tańczyła lekko i radośnie, po czym nagle dostawała w twarz, zderzając się z wiszącą niczym smog nad wielkim, mahoniowym łóżkiem, mieszaniną zapachów potu, krwi, ostrego seksu i dymu papierosowego.

-  Przynieś mi fajki, ty szmato – wycedził przez zaciśnięte zęby. - I zadzwoń po obsługę, bo znów upierdoliłaś tę kurewsko drogą, jedwabną pościel.

Wojna trzecia

- Herr Herman, proszę się obudzić, już dwudziesta trzecia. Herrrrr Herman... - Wiśniewski z niecierpliwością, acz delikatnie potrząsał odzianym w czerń ramieniem Oberfuhrera.

- Skurwiel pewnie ma tu zamiar spędzić kolejną noc zarabiając kolejny milion ojro - mruknął do siebie, zdawszy sobie sprawę, iż jego przełożony, śpiąc snem niesprawiedliwego, nic nie usłyszy.

Opowiastka z morałkiem

– Mrrrr... – zamruczała, leniwie przeciągając smukłe, gibkie ciało, otoczone miękkim kokonem jedwabnej pościeli. Łagodna jasność sącząca się przez półotwarte powieki łaskotała źrenice, delikatnie je pobudzając. Oszukiwała ją, sugerując, że najwyższy czas wstać. A przecież był listopad. Szósta rano. Ta myśl powoli wkradała się we wciąż zamroczone snem zakamarki umysłu.

Subskrybuj RSS - Joanna Rogalska