Jadwiga Kopaszewska

Pokrzywy

– Co by tu zjeść? – zastanawiała się Anna, przeglądając mizerną zawartość lodówki. Odkąd została sama nie zawracała sobie głowy zakupami częściej niż raz w tygodniu. Przed chwilą wróciła z ogrodu zmęczona i głodna jak wilk, ale bardzo zadowolona. Wreszcie skończyła kosić ten upiorny trawnik. Zostały tylko pokrzywy koło kompostu. Jutro się z nimi rozprawi, dziś już nie ma siły, a poza tym zapada zmrok.

Ostatnio szybko się męczyła, a serce wyczyniało dziwne harce. Czasem miała wrażenie, że miejsce solidnego mięśnia zajął przestraszony koliber.

Filip

– Gdzie ta wiosna? – mruknął pod wąsem Filip i otrząsnął śnieg z głowy. Od godziny czatował na ślicznotkę z sąsiedztwa. Unikała go, włócząc się z czarnym bandziorem z trzeciego bloku, ale dziś ją dorwie. Czarnego wczoraj załatwiła konkurencja, długo będzie lizał rany. Filip nie brał udziału w osiedlowych wojnach, był samotnikiem. Wolał po cichu polować na upatrzone ofiary.

Przyjęcie

Wreszcie miała chwilę dla siebie. Wzięła szybki prysznic i założyła przygotowany strój.  Ostatnie spojrzenie w lustro. Pokazała swojemu odbiciu język i ruszyła do przedpokoju.

Goście nadciągali.

Anna lubiła i umiała gotować, ale dziś miała dużą tremę. Rocznicowe przyjęcie to nie zwykłe spotkanie z przyjaciółmi, a honorowy gość był podobno wielkim smakoszem.

Pięknie nakryty stół uginał się pod ciężarem półmisków i butelek, mimo to czuła, że czegoś brakuje.  Dzwonek przerwał jej spóźnione rozterki, ale natrętne pytanie nie dawało spokoju.

Pies

– Jesteś mój – powtarzał Rafał prowadząc psa. Ludzie przezornie schodzili im z drogi.

– Mieszaniec owczarka z rottweilerem to nie byle co – myślał z dumą – wreszcie będę bezpieczny.

Bezpieczeństwo stało się jego obsesją, nie ufał nawet najbliższym.

Długo namawiał kolegę do sprzedaży psa.

Już niemal odpuścił, gdy wczoraj żona Adama zadzwoniła i zapytała, czy podtrzymuje propozycję.

– Jasne!  – odpowiedział bez wahania.

Teraz dotarł z Nero do domu, mozolnie otworzył potrójne zamki.

Siedzieliśmy jak w kinie...

Usiedli na ławce przed Bramą Brandenburską. Rozejrzał się dyskretnie.

Skwer, to złe miejsce – pomyślał – za dużo ludzi wokół.

Niestety, nie miał wyboru. Czas naglił.

Byli razem trzy dni i noce. Od momentu, gdy wpadli na siebie przy wyjściu z berlińskiego dworca. Chwilę stali zapatrzeni. Nagle objął ją ramieniem, a obca dziewczyna przyjęła poufały gest jak coś naturalnego i ruszyli w miasto.

Nie nadużywali słów, wystarczyło spojrzenie, dotyk.

Wieczorem musi wracać do kraju i żony.

Zbrodnia

– Widziałeś? – zawołał Piotrek – ogłosili nowy konkurs na Szortalu: Drabble, temat ”Zbrodnia”. Gatunek dowolny, ważne, żeby tekst liczył sto słów – przeczytał.

Uwielbiał rywalizację, zwłaszcza gdy wygrywał.

Starszy brat nie krył niechęci – Konkurs? Literacki? E tam, wolę pograć w Skyrima.

– A ja napiszę! – przekornie stwierdził Piotr. – Mam już pomysł. Posłuchaj!

– Spadaj Młody! Nie widzisz, że gram? – Jacek nie odrywał wzroku od ekranu komputera.

Piotr uruchomił Worda i zaczął pisać. Skończył, przeczytał, sprawdził ilość słów.

Urodziny

Zawsze lubiłam dawać prezenty, chyba nawet bardziej niż dostawać, a w listopadzie mam szczególnie wiele powodów do radości. Nasza rodzinka,  to istne gniazdo skorpionów.

Dziś wybieram szczególnie starannie, wędruję od stoiska do stoiska nie mogąc się zdecydować.

- Ten będzie odpowiedni. – uznaję wreszcie. Jest prosty, elegancki, bez żadnych dziwnych ozdób.

Jeszcze kwiaty, bo butelka ulubionego koniaku niestety nie wchodzi w rachubę. Przebijam się przez zatłoczone miasto.  Nareszcie!

Wizyta

Żeby  wszystkich odwiedzić potrzebowałabym miesiąca, nie dnia.

Prababcia, babcia i dziadkowie w Kazimierzu, to nasza kolebka. Ostatnio przybył wujek Bolek, a w Lublinie Sławek pospołu z kuzynem Tomkiem.

W Wałbrzychu  stryjenka Lodzia i wujek Franek, którzy zawsze mieli dla mnie uśmiech.

W Poznaniu kuzyn Czesiek, nie byłam tam z piętnaście lat. W Międzyzdrojach kuzyn Jurek, syn wujka Cześka z Wysokiej, który robił pierwsze zdjęcia mojego szczerbatego uśmiechu.

Powrót

Las i cmentarz. Pierwsze wspomnienia z dzieciństwa. I jeszcze poranny bieg nad jezioro po ryby. Trzeba było zdążyć dobiec w chwili, gdy stary Grobel przybijał łodzią do brzegu. Dzieciaki ścigały się z nią, ale na ogół to ona wygrywała.

Przechowywała te wspomnienia w najgłębszym zakamarku pamięci. Przytłoczona blichtrem i rutyną, rzadko pozwalała sobie na ucieczkę od codzienności.  Kiedy jednak znużenie zbyt mocno dawało się we znaki, uciekała  w najdalszy zakątek ogrodu i przywoływała je.

Polowanie

Kurki pojawiają się pierwsze,  przednia straż wielkiej armii grzybów, a zarazem złoty zwiastun lata.

Niełatwo je wytropić ukryte pod osłoną mchu lub udające brzozowe listki.

Idę skupiona,  czujna jak myśliwy. Oko, ręka, błysk noża i okaz ląduje w koszyku. Uważne spojrzenie wokół. Jest! I jeszcze kilka,  kurki nigdy nie rosną samotnie.

Subskrybuj RSS - Jadwiga Kopaszewska