Ernest Kot

Niewiadomoczymbycie

Grudzień, środek tygodnia, trzecia nad ranem. Pośród padających płatków śniegu człapie człowiek. Jest ubrany w podkoszulek i bokserki, na stopach ma klapki. Jak co dzień pielgrzymuje po swojej prywatnej drodze krzyżowej. Ostatnia stacja zawsze przynosi katharsis.

- Połówkę najtańszej wódki i czerwone marlboro – mówi w okienko sklepu nocnego.

Zniszczona twarz otyłej kobiety kiwa i faluje na zwalistym korpusie w głąb lokalu.

- Bhurrżżżuj! – chrypi kiwająca się za człowiekiem w podkoszulku i bokserkach fioletowa twarz kloszarda.

Subskrybuj RSS - Ernest Kot