Patrycja Stoińska

Adam i Ewa

Wiatr rozwiewał włosy, gdy patrzył na fale, stojąc po kolana w błocie. Słyszał, kiedy podchodziła. Delikatnie chwyciła jego dłoń i ścisnęła. Za nimi rozciągała się szeroka wyrwa, z której buchała gorąca para. Zamknęła oczy, otoczona przerażającymi krajobrazami chciała zniknąć w ciemności. Ale nie można zapomnieć widoku ciał przygniatanych budynkami, krzyków ludzi porwanych przez szalejący żywioł. Wokół nie było żywej duszy i oprócz lekkiego szumu wiatru panowała złowroga cisza.

- Ponad dwa tysiąclecia pracy stracone - powiedział.

Naiwność

Najpierw wierzyłam w świętego Mikołaja – złudzenie nie wytrzymało, wyparte prozaiczną rzeczywistością.

Wielkanocny zając też upadł, spod pyłu wspomnień nie wystają nawet uszy.

Wyimaginowani przyjaciele, potwory pod łóżkiem, zjawy w ciemności – zniknęły.

Groźby rodziców: „Nie rób, bo ci tak zostanie!”, „Uschnie ci ręka!” – zwykłe bzdury, więc przestałam wierzyć w każde słowo.

Dotyk

            W czasach, gdy każdą moją myśl mogę ci przesłać telepatycznie, gdy mogę przekazać  co czuję, a nawet pozwolić zajrzeć wprost w głąb mojego umysłu, zaczyna mi brakować tej podstawowej bliskości. Cóż z tego, że nie musimy nawet przebywać blisko siebie, co jest wielkim udogodnieniem, ponieważ podróże we Wszechświecie są tak popularne, skoro dotknięcie umysłu nigdy nie zastąpi dotyku dłoni?

Wyliczanka

Szelest liści, nie-automatyczny uśmiech pani przy kasie, chłopak przeprowadzający babcię przez ulicę, para zakochanych w parku, roześmiane dziecko na rowerku, pąk, który wyjątkowo późno zakwitł, pies merdający ogonem, lody gałkowe, aromat kawy, ulubiona piosenka w radiu, dawno niewidziany znajomy, spadająca gwiazda, szum fal, kierowcy przepuszczający się nawzajem z uśmiechem, machnięcie ręką na brak Internetu, wieczór z książką, kot biegający za kłębkiem wełny, dziadek z gazetą w ręku, górskie powietrze, zachód słońca,

Kostium

Życie pirata jest bardzo ciężkie. Opaska na oku drażni i obciera skórę, drewnianą nogę ogryzają korniki, a hak zamiast dłoni przeszkadza we wszystkim.

Kobiety nie są zafascynowane czarnymi charakterami, nie nęci ich bohaterstwo „mężnych korsarzy”. Odwracają się plecami od rozbójników, prowokując kuszącymi tyłeczkami, lecz nie pozwalając się dotknąć. Wyszydzają niegodną profesję.

Pieniędzy też z tego nie ma, chyba że trafi się na wyjątkowo dobry statek, a nie na same kutry rybackie.

Ogólnie na morzu jest brudno, mokro i nieprzyjemnie.

Małe kłamstwo

— Och, cześć mamo — mówię, zbierając potłuczony talerz z podłogi. — Nie, nic się nie stało, wypadł mi z ręki. A tu... uderzyłam się w szafkę.

Starsza kobieta nie wierzy, to widać. Wzdycha i patrzy z politowaniem. Rozgląda się po mieszkaniu, próbując zogniskować swój gniew. Zostaje tylko chwilę, nie podoba jej się atmosfera jaka panuje w naszym domu. Jak dobrze, że Tomek akurat wyszedł do sklepu.

Niedługo po jej wyjściu wraca Tomek. Nawet na mnie nie spojrzy...

— Mama była — informuję go zgryźliwie.

Praca

Praca jest wartością jak wiele innych. Pozwala żyć na odpowiednim poziomie, czasem sprawia przyjemność, częściej jest utrapieniem, pozwala zająć czymś czas, który i tak byśmy marnowali.

Lubisz to uczucie, gdy dziesiątego dnia każdego miesiąca wywołujesz uśmiech na twarzy córki, płacąc za śliczne, nowe ubrania albo biżuterię.

Cieszysz się, ponieważ wiesz, że twoja praca zapewnia rodzinie dostatnie życie. Wiesz, że zasługują na wszystko, co najlepsze, a zwłaszcza na piękną przyszłość.

Postanawiasz im to zapewnić.

Jednak dla ciebie nie jest to takie proste.

Katharsis

Małżeństwo Darbych przeżywało kryzys. Niewątpliwie był związany z dwoma trupami pływającymi w stawie.          

Pan Darby nie widział nic złego w tym, że osobiście wyprawił dwie osoby w podróż na tamten świat. Ponadto twierdził, że powinni się cieszyć — przecież dostąpili zaszczytu kąpieli w jego prywatnym stawie.

Jego szacowna małżonka wiernie trwała u boku męża. Przysięga to przysięga.

Niespodziewanie dla obydwojga stało się coś, co przerwało ich spokojną (w miarę) egzystencję.

Niezła impreza

Pan Darby nalewał gościom alkohol, a żona obserwowała go bacznie. Od czasu niedawnych incydentów bardzo się zmienił. Na szczęście nic nie wskazywało, że znów może nastąpić niezbyt przyjemna sytuacja.

Postanowili urządzić konkurs w strzelaniu z wiatrówki. Głupi pomysł z procentami we krwi, ale trzeba sobie przyjęcia uatrakcyjniać.

Pan Darby trzy razy z rzędu trafił poza obręb tarczy.

— Oho, jak tak strzelasz, to ja się nie dziwię, że masz tylko jedno dziecko! — rzucił, któryś z podchmielonych gości.

Darby wycelował mu prosto między oczy.

Problem z córką

Pani Darby, kobieta na oko czterdziestoletnia, a tak naprawdę młodsza, tylko zmęczona zmartwieniami, przygotowywała obiad.

Z zapałem siekała, przyprawiała i próbowała, krzywiąc się, gdy nie smakowało idealnie.

Przerwało jej dopiero przyjście męża.

Chociaż, on raczej wpadł do kuchni, a nie przyszedł.

— Spójrz — krzyknął, kładąc niezbyt delikatnie na stół laptopa.

Niechętnie odwróciła się. Szkła okularów miała zaparowane, więc przetarła je, zanim spojrzała na ekran.

Mężczyzna już się niecierpliwił.

— Nagrało się wczoraj!

Kocha mnie

 „Kocha mnie, bardzo kocha”.

Słowa powtarzane w myślach jak mantra podczas mozolnego tuszowania siniaków, wykrzyczane w odpowiedzi na współczujące spojrzenia rodziców i znajomych, wypisane koślawymi literami w starym pamiętniku poznaczonym śladami  łez, słyszane zawsze po kolejnym uderzeniu.    

Płaczą wtedy razem, a słowa wiszą w powietrzu, zagęszczając atmosferę.

Ona i on, jak aktorzy w teatrze podczas kolejnego przedstawienia. Krzyki, czas zdaje się zwalniać tempo, gdy pięść dociera do nosa.

Proszę...

Nie krzycz tak, proszę!

Czy nie widzisz, że to mnie krzywdzi? Nie słyszysz huku rozbijanego na kawałki szczęścia? To boli!

Krzyczysz, ciągle krzyczysz, zatykam uszy, dalej słyszę!

Nieprzerwany strumień wyrzutów… Zdania zbyt ostre, krzyki zbyt głośne, by można je było nazwać kłótnią. Kąśliwe igiełki uszczypliwości zostają na długo w pamięci, nie wymażą ich jutrzejsze przeprosiny i prezenty.

Choroba

 - Panie doktorze, proszę tylko spojrzeć. Zachowuje się tak od kilku tygodni, naprawdę się martwię...

 Doktor patrzy na chłopaka siedzącego przy biurku. Macha mu ręką przed oczyma, jedyną reakcją jest nerwowe wychylanie się zza dłoni doktora.

 - Ciekawe - odzywa się wreszcie. - Wyjątkowo ciężki przypadek; źrenice rozszerzone, odruchy... Niektóre w normie, innych brak. Blady i chudy, na pewno niedożywiony. Brak kontaktu z otoczeniem, nie odpowiada. Nie jest głuchy, wzdryga się na głośniejszy dźwięk przy uchu. Cóż, trzeba zabrać go do psychologa.

W głębi duszy

W tym  momencie wszystkie myśli nie dotyczące stanu fizycznego nie mają racji bytu. Racjonalne myślenie jest luksusem, na który mogą sobie pozwolić tylko ci, którzy znajdują się w komfortowej sytuacji. Nie ty.

Dusisz się, pomimo stałego dopływu powietrza. Paradoksalnie, pomimo tego, że Ci go brakuje, masz go za dużo. Twoje płuca nie są w stanie wymienić dwutlenku węgla na tlen, są skamieniałe w obliczu groźby pozbawienia życiodajnego gazu. Zmuszasz je do chaotycznej pracy, zbyt szybko. Zmęczysz się tymi próbami, już jesteś zmęczony.        

Więzienie

Pragnąc, bardzo pragnąc takim rodzajem pragnienia zrodzonym z bezsilności, staram się. Próbuję wszystkiego po kolei. Modlę się, zaklinam, obiecuję, błagam, krzyczę, płaczę, proszę, złoszczę się…

Chcę uwolnić drzemiące pokłady mocy, które pozwolą mi to zrobić. Staram się kumulować energię, wyobrażam sobie świetliste kule możliwości gdzieś w głębi mnie, krążące w żyłach z krwią, wściekle pompowaną przez skołatane, lecz wciąż niezłomne serce.

Subskrybuj RSS - Patrycja Stoińska