Piotr Górski

Almaryk przeklęty

Mariusz, pisarz fantasy, wrócił z konwentu późnym niedzielnym wieczorem. Zamknął drzwi, rzucił plecak na podłogę, wszedł do łazienki. Odkręcił kurek w umywalce i spojrzał w lustro.

Zobaczył opadające na ramiona włosy, wydatny nos, skórzaną kurtkę (nie zdjął w przedpokoju), koszulkę z logówką metalowego bandu (nie znał). Modelowy przykład pisarza fantasy młodego pokolenia.

Tak jak powinno być

Rakieta z impetem przydzwoniła w lodową powierzchnie księżyca. Nim zatrzymała się, wyryła półkilometrowy ślad.

– Morawiecki! Jak sterujesz, bałwanie!

– Nie dało się inaczej, panie rotmistrzu – odpowiedział Morawiecki. – Straciliśmy dwa silniki. Dało się wylądować tylko na twardo.

– Niech wam będzie. Wszyscy cali?!

Z trzewi statku dobiegły głosy załogi.

– Tylko Krzysztofeczko oberwał w bark. Nie domknął szafki w kambuzie; przy lądowaniu wyleciał garnek i walnął z czterema gie przyspieszenia. Nic wielkiego, rana już opatrzona.

Ostatnie godziny młodości

Wydarzyło się to w przygranicznej osadzie, dokąd po mobilizacji i żałośnie krótkim przeszkoleniu wysłano mnie z plutonem równie nieprzygotowanych żołnierzy. Żołnierze zgodnie z rozkazem przygotowywali placówkę, ja zaś często zachodziłem na proszone kolacje do doktora N., jedynego w gminie lekarza. Dawało mi to chwilę wytchnienia w przedwojennej nerwówce oraz – bardzo poważnie traktowałem tę wymówkę – nie uszczuplałem prowiantu.

Subskrybuj RSS - Piotr Górski