Rafał Sala

Z pamiętnika umarlaka: Matrymonalia

Ech, co ja tu robię?, Zapytałem sam siebie po tym, jak zadzwoniłem do drzwi. Spojrzałem jeszcze w tył, na ścieżkę wydeptaną przeze mnie w półmetrowym śniegu. Może by tak wrócić? Nim zdążyłem to zrobić, drzwi uchyliły się, a gęba, którą w nich zobaczyłem, rozjaśniła mi nieco sprawę. Boże, niech to nie będzie ona, pomyślałem szybko. Modliłem się wręcz. Ściskany w ręku bukiet prezentował się nad wyraz marnie, ale w tej chwili oddałbym wszystko, żeby zmienił się co najmniej w widły albo inne ustrojstwo, którym mógłbym się ratować. Ale na ratunek było już za późno.

Armadillo

Obrazek inspirowany tekstem Armadillo Bartosza Orlewskiego.

Trzy fraszki II

Wylewność

O miłości mówić mogę długimi godzinami,

pokazać ją mogę, gdy będziemy sami.

Kuchenne rewolucje

Wiedział doktor Lecter z własnego doświadczenia,

że szare komórki służą do jedzenia.

Rewolucja

Chcąc być o krok przed weganami,

musimy niestety pozjadać się sami.

Insygnia śmierci

Barabasz umarł, jak na świętego przystało, w wigilię jednego z najważniejszych katolickich świąt. Zaraz też poczęto się do niego modlić, a ciało oddano w ręce mnichów, którzy nie szczędząc wysiłków wypompowali krew, zebrali włosy i paznokcie, a resztę poćwiartowali. W ekspresowym tempie rozesłano kawałki Barabasza do kościołów w całej Europie, Ameryce i Azji. Wystawiono je na widok publiczny, a wierni z namaszczeniem klękali przed relikwiami, całowali palce, dotykali języka i przeczesywali włosy. Wyczekiwano cudów, układano hymny, litanie oraz koronki do Najświętszego Serca Barabaszowego. 

Trzy fraszki

Makulatura

Ledwie wczoraj egzemplarz „Zbrodni i kary”,

dziś tylko papier, do dupy i szary.

Śmierć Popiela

Że Popiela zjadły myszy, wielka to obłuda.

Myszy? Były, owszem, ale wcześniej wóda.

Światopogląd

Życie jest piękne o każdej porze roku,

powiedział więzień po odsiedzianym wyroku.

short4all.com

– Na pewno znasz drogę – mruknął Baranek, wyjmując małą latarkę z ust. – Mówiłeś, że w niecałą godzinę będziemy na miejscu.

– Tak, ale nie spodziewałem się, że te tunele są w wersji nora kreta. –  Alek podrapał się po głowie. –  Mam tylko nadzieję, że te blaszaki nie poszły za nami.

– Kto ich tam wie – zastanowił się Baranek. – Nie wyglądali, jakby byli z nierdzewki, ale lepiej uważać. – Nadal nie mógł uwierzyć w to, co się stało.

Strażnik (trylogii "Tykanie" część trzecia)

W telewizorze pokazują planetę Mars. Sygnał jest przerywany co chwilę, bo Ziemia już prawie umarła. Szaleją żywioły. Drgają cmentarne ulice i nie bije już żaden dzwon. On się jednak nie przejmuje. Nie wie nawet, że został sam. Wierny wykonawca woli swoich pracodawców. Strażnik na straży, lodówka wciąż ziębi, kuchenka wciąż…

Wróżka czarodziejka (trylogii "Tykanie" część druga)

Chodziła do kościoła w każdą niedzielę, a do spowiedzi co piątek. Na osiedlu nazywano ją stukniętą, ale wspominano, że kiedyś była ładna. Wierzyła w Chrystusa Pana, który pewnego dnia przyjdzie i razem z orszakiem aniołów uniesie ziemię do nieba. Czekała cierpliwie.

Dziadek (trylogii "Tykanie" część pierwsza)

To był jeden z tych wieczorów, gdy dziadek siadał w fotelu i opowiadał… Nie. On malował historię dymem z fajki. Przerywał, gdy ataki kaszlu szarpały suchym ciałem i znów wracał do opowieści. Ja słuchałem coraz bardziej senny, lecz nawet, gdy ojciec przychodził, by zanieść mnie do łóżka, kręciłem głową i mówiłem, że chcę jeszcze. Pozwalał mi na to być może dlatego, że znał stan zdrowia dziadka. Wtedy nie wiedziałem, że za kilka miesięcy dziadek ma zakaszleć ostatni raz.

Psia kref, czyli głatko poszło

Do wielkiej torby wrzucał kolejne pliki banknotów, starając się przy okazji przeliczać, czy wszystko się zgadza. Ufał bankom, ale pomyłki zdarzały się nawet w tych najlepszych - szwajcarskich. Ten nie był jednym z nich. W jednej z szyb dostrzegł swoje odbicie. Wyglądam całkiem nieźle, stwierdził, uśmiechając się sam do siebie. Może to przez pieniądze?

– Pięć milionów – powiedział z ulgą, spoglądając na bankiera.

Kubuś

Kubuś uciekał najszybciej jak mógł, ale oprawcy i tak deptali mu po piętach. Dosłownie. Zsunięty ze stopy but do tego stopnia utrudniał bieg, że w pewnym momencie chłopiec machnął silniej nogą, by pozbyć się balastu. Na pół boso też nie było lekko. Pola porastały kłujące krzaki jeżyn i parzące młode pokrzywy.

            Kubuś płakał, lecz nie miał odwagi się zatrzymać, by stanąć oko w oko z napastnikami. Wolał rozedrzeć spodnie na jednym z większych cierni, rozbić palca na wrośniętym w ziemię kamieniu. Byle do drogi, byle do drogi, myślał.

Debiut

Radości w domu Karczów nie było końca, bo i było się z czego cieszyć. Ojciec wyciągnął chowaną od dawna w szafce butelkę wina o nazwie wręcz nie do wypowiedzenia i smaku nie do opisania. Pyszne. Matka, choć od tygodnia ledwo trzymała się na nogach, porwała syna do tańca, po czym miękko opadła na fotel. Mała Zuzia, która jeszcze niewiele rozumiała z całej sytuacji, też wyglądała na zadowoloną. Dostała miskę budyniu i dwie kostki czekolady.

Upadli

Spełniał każde marzenie zanim zdążyła mu o nim powiedzieć. Był dobrym mężem, a przecież w szkole średniej się nienawidzili. Było minęło.

Wyjechał na delegację, zostawiając ją samą. Rozumiała. Obudziła się i nie mogąc zasnąć, zeszła do kuchni. Usłyszała jęk. Z piwnicy. Musiała sprawdzić.

Skrzydła

Spotkali się w tunelu pomiędzy dwoma światami. Ona umierała, a on był zwyczajnie ciekawy ludzi. Chwyciła go za rękę, bo wystraszyła się światła i, wracając do żywych, pociągnęła za sobą. Został.

Pokazywała mu wszystkie techniki zjadania delicji szampańskich, tarzała się w liściach, piasku, śniegu. Skakali przez kałuże. Miał lęk wysokości, co ją niezwykle bawiło. Szukał jej dłoni w tramwaju i przeważnie znajdował. Minęła jesień, zima, potem wiosna przekwitła w lato. Anioł, nie wiedzieć czemu, posmutniał.

Kolekcjonerka

Zobaczyła go na ławce po drugiej stronie ulicy. Skrzydła miał złożone, a włosy opadały na pierś i plecy. Towarzyszył jej odkąd pamiętała. Uciekał, gdy starała się dowiedzieć, kim jest. Jedynym śladem, jaki po sobie zostawiał były pióra, które skrzętnie zbierała.

Dziś czekał. Wbiegła na jezdnię. Prawie frunęła pokonując kolejne metry. Wzleciała, gdy uderzył w nią rozpędzony samochód. Skrzydlaty wzbił się w powietrze. Złapał ją zanim dotknęła ziemi.

– Jesteś aniołem? – spytała, przymykając oczy.

Artysta

Odłożył papier i jeszcze raz spojrzał na stworzone dzieło. Akwarela przedstawiała katedrę św. Stefana i chłopak zaliczył ją do szczególnie udanych. Uśmiechnął się nawet, a w głowie przeliczył, ile za nią dostanie. „Pięć koron, może sześć?”. Wiedział, że starczy na nocleg i jedzenie, ale wątpił, by przed zimą udało mu się zarobić na nowe buty. Samuel nie płacił wiele, ale grunt, że był zbyt. „To niesprawiedliwe”, pomyślał. „Gdybym zdał egzamin na Akademię…”. Rąbnął pięścią w stół i wtedy zauważył stojącego za plecami Żyda.

Esc

Nazywam się Anna i właśnie patrzę na zbłąkaną ćmę, która przysiadła na klawiszu „Esc” laptopa. Tak jakby moje słowa nie miały wielkiego znaczenia i nadawały się tylko do kosza, bądź co gorsza nie zasługiwały nawet na zapisanie, a potem wyrzucenie. Rozważając tę myśl, sięgam po kubek z chłodną już od pewnego czasu herbatą. Czy ja nie jestem taka sama? Nie! Mnie zalano wrzątkiem i zapomniano, gdzieś w międzyczasie ten czy tamten upił drobny łyczek, uronił kilka kropel i zostawił. Nie żebym nie miała kogoś, bo przecież mam. Mąż jest teraz w pracy,

Prezydent nie ma lekko

Prezydent wszedł do pomieszczenia. Zamknął drzwi, sprawdziwszy wcześniej, czy nikt go nie obserwuje. Pełen obaw stanął przed panelem pełnym guzików. Nigdy nie myślał, że zostanie doprowadzony do ostateczności. Wystarczy, że wciśnie kilka przycisków i nic już nie będzie takie samo. Czarne może już nie być czarne. Zawahał się, ale wiedział, że nie ma odwrotu. Nacisnął przycisk z napisem „start”. Stało się. Ręce drżały mu jeszcze przez chwilę.

Potem skupił się na obserwowaniu skarpetek wirujących w bębnie pralki. 

Subskrybuj RSS - Rafał Sala