Joanna Maciejewska

Tryptyk Cisza-Szept-Krzyk

Rozmowa

Cisza. Tylko zegar tyka.

Za kierownicą

– Na litość boską, Janka, jak ty prowadzisz? Strach z tobą do samochodu wsiąść przecież. No zwolnijże trochę, kobieto! To nie wyścigi, nie musisz wyprzedzać każdego samochodu na drodze. Matko Boska! Czy ty wiesz, że samochód ma nie tylko pedał gazu? Naprawdę nic się nie stanie, jeśli na chwilę zdejmiesz z niego stopę. Ki diabeł w ogóle mnie podkusił, żeby wsiadać z tobą do samochodu? No nie patrz tak na mnie, przecież wiesz, że prawo jazdy tylko fuksem dostałaś.

Powrót do domu

Mężczyzna obrzucił statek ostatnim spojrzeniem, a potem nienawykłe do stałego lądu nogi niezgrabnie poprowadziły go przez nadbrzeże, aż pod tawernę starego Hareta, gdzie czekały dwie kobiety.

Jedna dokładnie taka, jak ją zapamiętał, choć przecież zmarszczki głębiej wgryzły się w niemłodą już twarz, a druga zupełnie inna – nie szkrab, który ciągnął ojca za brodę, ale poważna, prawie dorosła pięciolatka.

Marynarz przytulił żonę pozwalając, by jej łzy, łzy ulgi, wsiąkły w koszulę, a potem zmierzwił włosy córki.

– Tatusiu, przywiozłeś mi syrenkę? Przywiozłeś?

Pogotowie

Artur Rylski kolejny raz rozmasował skronie, starając się zapobiec nadchodzącemu bólowi głowy, a chaos wokół niego pęczniał, wypełniając izbę przyjęć poznańskiego pogotowia aż po brzegi. Sylwestrowa noc zawsze zbierała obfity plon. Jakby Nowy Rok jeszcze przed nadejściem upewniał się, że przetrwają tylko najlepiej przystosowani. Albo najrozsądniejsi.

Zatrucia alkoholowe, poparzone petardami dłonie, ofiara pijackiej bójki, a nawet starsza pani, podrapana przez przestraszonego kota.

Rytuał

Gdy kontynent złamał się wpół, całe państwa stoczyły się w nicość rozżarzonej magmy, a krzyk ludzi zlał się w jedno z sykiem gotujących się mórz. Popiół i dym wypełniały nie tylko powietrze, ale i myśli ocalałych.

Oszołomiona katastrofą Inela spojrzała z wyrzutem na innych członków bractwa.

– Mieliśmy tylko przebudzić dawnych bogów, a nie zniszczyć pół planety! – krzyczała. – Mieliśmy budować przyszłość, a nie ją niszczyć!

Przywódca bractwa spojrzał na nią, a w jego oczach próżno było doszukać się wstydu czy winy.

Zekyańska tradycja

U nas, w Zekyan, naukę czytania i pisania zaczyna się od własnego imienia. Taki zwyczaj – gdy pozna się litery, trzeba je wyryć na zboczu góry Huan. Wiadomo, niektórzy mają łatwiej, wystarczą trzy znaki po wszystkim. Inni z kolei muszą poświęcić trochę czasu. Moi rodzice postawili przede mną nie lada wyzwanie, ale nie poddaję się. U nas, w Zekyan, jesteśmy wytrwali. No i cieszy mnie, że w końcu otrzymam pozwolenie na naukę czytania, może nawet pójdę do szkoły. Myślę, że już za rok, po prawie osiemdziesięciu latach trudu, dokończę wreszcie

Spóźnialska

No dobrze, zamarudziłam trochę pod prysznicem, ale przecież musiałam umyć włosy. A potem układanie fryzury i makijaż - trzeba przykryć cienie pod oczami i nadać blasku policzkom! W rajstopach poszło oczko, a inne nie pasowały do przygotowanej kreacji, więc musiałam przekopać szafę w poszukiwaniu czegoś innego. Koszmar, po prostu koszmar! A na koniec upuściłam kolczyk, który wturlał się pod łóżko...

Rozbitkowie

George patrzy na mnie.

– Jedz – zachęca Jimpei łamaną angielszczyzną, podsuwając mi kawałek surowego mięsa. – Trzeba jeść.

Ma rację, na bezludnej wyspie nie można wybrzydzać. I tak mieliśmy szczęście, że przeżyliśmy katastrofę – tak wielu innych zginęło.

George wciąż patrzy, obserwuje.

Trzeba jeść, ale ja nie potrafię. Nigdy nie potrafiłam jeść, gdy ktoś na mnie patrzył, czułam się nieswojo. Nawet ryby nie tknęłam, gdy miała jeszcze głowę. Ktoś z rodziny musiał ją odciąć i wyrzucić, zanim siadłam do obiadu. Tak już po prostu mam.

Ucho

– Ja nie chcę! – krzyczy chłopiec z całą siłą pięcioletnich płuc, gdy lekarz pochyla się nad nim z buteleczką w dłoni. Wodorowęglan sodowy chlupocze złowieszczo za przyciemnianym szkłem.

– Mareczku, przecież trzeba – perswaduje matka, nerwowa kobieta o skórze zniszczonej papierosami.

– Ale ja nie chcę! – protestuje jej syn piskliwym głosikiem.

Lekarz przechyla głowę dziecka – delikatnie, choć przecież sam uścisk palców jest jak stalowa obręcz.

– Ty nigdy nie słuchasz – wzdycha kobieta z żalem, obserwując zabiegi lekarza.

Ślepiec

W życiu Ślepca liczyły się tylko dźwięki i zapachy. I kształt przedmiotów, których zdołał dotknąć. Przez lata nauczył się poruszać po domu – Wszechświecie, jak zwykł go nazywać. Znał każdy kąt, każdy kawałek ściany, podłogi, mebla...

Do czasu.

Subskrybuj RSS - Joanna Maciejewska