Michał Bończyk

Ogród

Wszystko zaczęło się, gdy w kącie mojego pokoju, za szafą, odkryłem okno.

Był zimny, listopadowy wieczór, a ja bezskutecznie poszukiwałem pewnego małego przedmiotu o wielkim znaczeniu. Deszcz szumiał i bębnił o parapety; wiatr wył w przewodach kominowych, niósł ze sobą chłód i zapach butwiejących liści. Brudnobiałe ściany mojego mieszkanka wydawały się ciaśniejsze niż zwykle, żółte światło rzucało długie, rozedrgane cienie. Ja tymczasem, zapomniawszy o poszukiwaniach, stałem oniemiały, i gapiłem się na okno, którego nie powinno tam być.

Subskrybuj RSS - Michał Bończyk