Krzysztof Matkowski

Na przykład tutaj

Któregoś dnia przypomniała sobie, że nienawidzę manekinów. Zaczęła je sprowadzać w ogromnych ilościach. Niektóre były popsute, inne nienaruszone; niektóre nagie, inne jeszcze w ubraniach. Najbardziej denerwowały mnie te, które sadzała na kanapie lub ustawiała przy kuchence, jakby coś robiły.

– Kochanie, to naprawdę nie jest metoda… – zaczynałem, a ona tylko pokazywała mi papiery rozwodowe i miejsce, w którym miałem podpisać. Zawsze nosiła je przy sobie. Długopis też.

Subskrybuj RSS - Krzysztof Matkowski