Anna Karnicka

Plaga

Po raz pierwszy zobaczyła go przy studni. Już wtedy nie była w stanie oderwać wzroku od jego jasnych włosów i bladej, niemal przezroczystej skóry. Nigdy wcześniej nie widziała w Tangierze kogoś takiego jak on. Wydawał się zbyt czysty, zbyt nieskazitelny na zakurzone, rozgrzane do białości ulice. Nie miał nawet kapelusza ani chusty, żeby osłonić się przed palącym słońcem. Zaoferowała mu wodę z czerpaka, uprzejmie jednak odmówił. Miasto przesiąknięte było zapachem pyłu, akacji i eukaliptusów. I czymś jeszcze, czego nie wyczuwała chwilę wcześniej, a co przywędrowało tu wraz z nim.

Przepowiednia

Kiedy byłam mała, babcia powiedziała mi, że jestem przeznaczona królowi elfów. Według pradawnej przepowiedni musiałam zostać jego żoną i zasiąść na tronie Krainy Półświatła, by uchronić miliony istnień przed pogrążeniem w chaosie. Pamiętam, że jako mała dziewczynka wyczekiwałam, aż następca tronu pojawi się na progu naszego domu, cały w czerni i srebrze, poprosi mnie o rękę i wraz ze mną pogalopuje w stronę zachodzącego słońca. Wyobrażałam sobie długie, srebrzyste włosy opadające na kołnierz czarno-srebrnej tuniki. Niemal słyszałam dzwoneczki na końskiej uprzęży i miarowy tętent kopyt.

Jak zioła

– Będziemy musiały zatrzymać się na stacji benzynowej – poinformowała Sunniva, gdy wyjechały z lasu. – Mamy ze sobą śmieci, których trzeba się pozbyć. Prawda, Yrsa? – W jej głosie zabrzmiała groźba, choć Petra nie miała pojęcia czemu. Czyżby Yrsa zrobiła coś złego?

Siedząca na tylnym siedzeniu Yrsa poprawiła zsuwające się z nosa ciemne okulary i odgarnęła z czoła rozwiane przez wiatr złociste kosmyki.

Na krawędzi jest słodko

Mówią, że gdy wpatrujesz się w otchłań zbyt długo, otchłań może zacząć wpatrywać się w ciebie. Może też stanąć przed tobą z filiżanką czarnej kawy i spytać, czy miejsce przy twoim stoliku jest wolne.

Przepraszam, nie chciałem pani przestraszyć.

Potrząsnęłam głową i jeszcze raz popatrzyłam na stojącego przede mną mężczyznę.

Nie, to ja przepraszam – odparłam, zabierając teczkę by zrobić więcej miejsca. – Zaczytałam się, nie zauważyłam, że ktoś podchodzi. Proszę siadać.

Król szczurów

Krok, krok, plusk.

Stopa w kałuży, wilgoć przesiąkająca przez cienką podeszwę. Mdląca woń krwi.

– S., do jasnej cholery! Pospieszcie się! – zawołała B., wskakując na chodnik. Skinęła ręką na pozostałych. –  Nie chcę zginąć w tym mieście.

– Nikt nie chce zginąć w tym mieście – uświadomił ją wyniośle L. Zatrzymał się na chwilę, by odgarnąć opadające na twarz długie, rude włosy. S. oparła się o ścianę, dysząc ciężko. –  Rozejrzyj się tylko, wszyscy stąd uciekają. Jak szczury z tonącego okrętu.

Subskrybuj RSS - Anna Karnicka