Marcin Zwoleń

Wybacz mi

…że mimo, iż jesteśmy razem od urodzenia nie szanowałem cię wystarczająco.
…że nie poświęcałem ci zbyt wiele uwagi.
…że nie dawałem ci odczuć ile dla mnie znaczysz.
…że wykorzystywałem cię bez skrupułów oraz nadwyrężałem twoje siły.
…że nie pozwalałem odpocząć, ani złapać chwili wytchnienia.

Zabobon

Słyszę odgłos rozwiercanych zamków w drzwiach na tyłach budynku i wiem już, że po mnie idą. Wiem też, że popełniłem dziś błąd.
I nie dlatego, że schowałem się w opuszczonym magazynie rzeźni. Bo przecież gdzieś musiałem się ukryć.
I nie dlatego, że uprowadziłem zakładnika. Bo i tak nie miałem innego wyjścia.
I nie dlatego, że na robotę wziąłem żółtodzioba, który leży teraz na ulicy z przestrzeloną głową. Bo mylić się jest rzeczą ludzką.
I nawet nie dlatego, że w ogóle zrobiłem to, co zrobiłem. Bo to mój chleb powszedni.

Wierna

Cała wioska była pod wrażeniem czarnego Audi TT, które Janek przyprowadził z Reichu. Każdy z mieszkańców zdążył już przedefilować wzdłuż i wszerz lśniącej karoserii, przejrzeć się w elektrycznych lusterkach i przez zamkniętą szybę pozachwycać podziałką prędkościomierza.
Kiedy na podwórku zjawił się Zbyszek, jak zwykle w towarzystwie Sonii, obejście opuszczał już ostatni z gapiów.
– Dasz się bryknąć? – zapytał nowo przybyły, otwierając bez ceregieli drzwi od strony kierowcy.

Nie dzień

Kostuch przez całe popołudnie wałęsał się bez celu po mieście. Od rana nikogo nie namierzył i nie utrafił. Był zły na siebie, lecz dziś kompletnie nie miał do tego głowy. W przenośni i dosłownie. Łeb pękał mu od chwili, kiedy tylko otworzył oczy i zwlókł się z łóżka. Wczorajsze zakrapiane ekscesy z Aniołkami Piekieł przypominały o sobie boleśnie.

Do tego pogodowy dysonans kompletnie go rozstroił. Zacinająca mżawka w połączeniu z wyskakującym co jakiś czas zza chmur słońcem wywoływały emocjonalny dygot.

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie

Dzień abdykował na rzecz swojej siostry, po czym bezszelestnie usunął się w cień. Butelka z atramentem nocy pękła i czerń obficie rozlała się po niebie. Wykorzystując fakt, że bladolicy księżyc utknął pomiędzy puchatymi chmurami, wpływała w każdy możliwy, pozbawiony światła zakamarek nie mogący się przed nią obronić. Jak ten spowity martwą ciszą strych, który bezspornie poddał się agresywnej napaści.

Praktyka zawodowa

– Kochasz mnie, prawda? – zapytała, siedząc na nim okrakiem. – Tak przecież mówiłeś.

– Ales ocywisce, ze ce kofam – wyseplenił, ciężko przełykając gęstą ślinę. – Prose ce, psestan jus.

– Dlaczego więc mi to zrobiłeś? Odpowiedz. Dlaczego zdradziłeś mnie z tą dziwką?

Milczał. Drobna dłoń ściskająca obcęgi powędrowała prosto do krwawej jamy, która kiedyś była jego ustami. Nachalnie wdarła się do środka.

– Został jeszcze jeden – poinformowała kobieta, zaciskając szczęki narzędzia na ostatnim zębie.

Pokuta

– Następny!

Pchnięty w plecy, bez oporu, wpadam do sterylnego pomieszczenia. Pierwsze, co rzuca mi się w oczy, to wiszący na ścianie plakat. CZYŚCIEC CZYNI CZYSTYM komunikuje ociekając tłustym drukiem.

Siedzący za biurkiem urzędnik spogląda na mnie z uwagą, groźnie marszcząc przy tym brwi.

– Wykroczenie? – pyta stojącego obok strażnika.

– Marnotrawstwo.

– Czego?

– Czasu.

– Ile?

– Setki milionów sekund.

– Fiu, fiu.

Nie wiem, czy jest to oznaka podziwu czy dezaprobaty?

– Klepsydra.

Dług

Psiakrew, ludziom to nie można ufać. Przyjdzie ci taki koleżka i żali się, jakie to życie podłe. Jak to go żona nie rozumie, jak to się w pracy nie układa i jak ciężko związać koniec z końcem. Prosi, błaga o pomoc finansową, żeby mu pożyczyć parę groszy. Bo do wypłaty nie starcza, bo w lodówce pusto, bo komornik, bo żyć się nie chce.

Nakaz

Biały wąż odartej z godności  i odzienia ludzkiej masy krok za krokiem kierował się w stronę pomieszczenia, do którego drzwi przymocowano tabliczkę z napisem ŁAŹNIA. Także nagi, stłoczony w tłumie postawny mężczyzna szedł powoli przed siebie z dumnie uniesioną głową. Czuł się nieodłączną częścią drepczącego pochodu. Choć przez skórę odbierał, że na końcu drogi nie czeka na niego nic dobrego, gotów był stawić czoła najgorszej rzeczy, z którą przyjdzie się tam zmierzyć. Nawet jeśli to będzie śmierć.

Spadek

Wolno przeciągam sztyletem wzdłuż osełki. Zgrzytliwy dźwięk trącego o chropowaty kamień metalu koi moje uszy i sprawia, że serce spływa miodem. Głownia  musi być dobrze naostrzona, aby przecinająca skórę szyi stal  łatwo sobie z nią poradziła.

Na samą myśl drżę cały. Odmierzam godziny, wiem, że to już niedługo. Gdy zapadnie zmrok wyjdę z domu. Zapolować. Bo kimże inny mógłbym się stać? Jeżeli nie łowcą.

Njus

Szanowni Państwo, tu stacja TVSHLAM. Jak zawsze jesteśmy na miejscu. Na bieżąco nadajemy gorące fakty z centrum wydarzeń.

Dzisiejszej nocy we wsi Rębajły Małe, powiat Siekierki Duże, doszło do dramatycznego zajścia. Dramatycznego zwłaszcza dla sędziwej mieszkanki wsi, panny Florentyny Goździk.

Nieznany sprawca niepostrzeżenie dostał się do jej mieszkania, gdzie następnie napastował lokatorkę, psa ratlerka imieniem Otello oraz podłogę w kuchni.

Przyjaciel

Jakiś czas temu złożyłem mu wizytę. Na dzień dobry przywitał mnie ciosem w zęby. Zaraz potem z tkliwością podał mi chusteczkę, abym otarł rozkrwawioną wargę. Następnie zachęcającym gestem zaprosił do salonu.

– Rozgość się – powiedział.

Gdy próbowałem usiąść, szybkim ruchem odsunął krzesło, na którym chciałem spocząć. Kontakt z twardą podłogą był naprawdę bolesny.

– Napijesz się wina? – Nie czekając na odpowiedź, z ciepłym uśmiechem napełnił kieliszek, na którego dnie znajdował się arszenik.

Subskrybuj RSS - Marcin Zwoleń