Robert Rusik

Habemus papam!

Tłum zgromadzony na placu św. Piotra eksplodował entuzjazmem, gdy z komina Kaplicy Sykstyńskiej wzniósł się w niebo biały dym. Obecne konklawe trwało wyjątkowo długo, jednak po wiwatującej masie ludzi nie widać było zmęczenia. Wirowały barwne flagi, słychać było śpiewy i oklaski, z trudem przebijające się przez bicie dzwonów.

Drzwi balkonu otwarły się. Cisza, która nagle zapadła, była wręcz bolesna. Ucichły dzwony, zniknęły gdzieś flagi. Pielgrzymi spoglądali na siebie z konsternacją, choć zdawali sobie sprawę, że ten moment kiedyś nastąpi.

Szklana wieża

„Przybądź tu z krain dalekich, a oddam ci serce na wieki!” – treść pergaminu, wraz z zamaszystym podpisem: „Rohan” oraz mapą Księstwa  Północy wryła mu się w pamięć. Powtarzał te słowa, gdy przemierzał gęste bory oraz tchnące żarem pustynie, zapuszczone bagna i lodowe ścieżki. Pędził ku przeznaczeniu, walcząc z potworami, o których istnieniu wcześniej nawet nie słyszał. Zmasakrował mantikorę, z impetem ściął trójgłowego smoka, ogr pod mostem przez graniczną rzekę zginął od jednego ciosu. Wbiegł po krętych schodach szklanej wieży, potężnym kopnięciem rozwalając drewniane drzwi.

Co by było, gdyby... - Tora! Tora! Tora!

– Dokumenty! – spokojnym głosem zwrócił się amerykański żołnierz do Yashimy. Japończyk powoli wyciągnął przepustkę i podał strażnikowi, z trudem kryjąc odruch pogardy. „Cholerny gaijin!” – pomyślał. Czuł niemal fizyczny ból, kiedy spoglądał na zrujnowane domy, wystraszonych ludzi, przemykających po ulicach i powiewające wszędzie amerykańskie flagi. Skulił się nieco, gdy tuż nad samochodem, którym kierował, przeleciały dwa bombowce. Japonia od czterech lat okupowana była przez wroga.

Konkurs stusłówkowy Bohater z tornistrem - Pałka, zapałka

– Dziesięć… dziewięć… – drżący głos rozległ się w ogrodzie. Siedmiolatek zakrył oczy, przytulając się do pnia drzewa. Reszta kolegów rozbiegła się po przyszkolnym zieleniaku, znajdując różnorakie kryjówki. Nauczycielka wyjrzała przez okno, po czym wróciła do jakże zajmującego pasjansa.

Bardzo miła dziewczyna

To była bardzo miła dziewczyna. Naprawdę. Kiedy podeszła do mnie z Pismem Świętym na ulicy i zapytała, czy chcę porozmawiać o Bogu, zakochałem się w jej głosie. Żadnej nachalności, żadnego wpraszania się, tylko urocze spojrzenie i ten magiczny głos. Najzwyczajniej w świecie mnie zaczarowała.  Nie dziwcie się, że natychmiast zaprosiłem ją do domu na rozmowę.

Na zakręcie

Tramwaj nadjechał cicho, monotonnie szumiąc. Niechętnie zatrzymał się przy poranionej wiacie, bardziej z przyzwyczajenia, niż rzeczywistej potrzeby. Było późno, przystanek oświetlał tylko księżyc. Latarnia, stojąca obok, była już dawno rozbita. Rzadko zdarzało się, by wieczorem ktokolwiek tu wsiadał czy wysiadał.

Targowisko

Olbrzymie mrowisko w centrum wielkiego miasta tętniło życiem. Dziesiątki tysięcy kupujących bądź tylko zwiedzających tworzyło niesamowity hałas. Tu i ówdzie grupka mężczyzn zawzięcie grała w trzy karty, skubiąc naiwnych z pieniędzy. Sprzedawcy krzyczeli, zachwalając swój towar, niektórzy udawali się po chwili na zaplecze, wynosząc ukradkiem sprzedane dobra. Policjanci i ochroniarze pełnili role statystów w targowej enklawie. Trwały zawzięte kłótnie o ceny, o jakość towaru, a kupić można tu było naprawdę wszystko.

Non omnis moriar

Łup… Łup… Łup…

            Czy oni muszą tak walić? Ciepło mi tu i przytulnie, choć ciemno. Ale za to mięciutko, muszę przyznać, że ktoś znał się na robocie. Tylko te hałasy…

            Słyszę ich rozmowy, choć drewno wytłumia poszczególne słowa. Czasami zabrzęczy szklanka, zatrzeszczy przesuwane krzesło. Nie wydają się być szczególnie smutni, zresztą wcale im się nie dziwię. Większość przyszła bardziej z obowiązku albo z chęci pokazania się. W sumie, nie mam do nich żalu.

On

Znamy się długo. Można rzec – wychowywaliśmy się razem od urodzenia. Spędzaliśmy ze sobą każdą chwilę. Wydawało się to o tyle dziwne, że on był moim dokładnym przeciwieństwem. Oczywiście jeśli chodzi o charakter – fizycznie byliśmy niemal bliźniaczo podobni.

Milusia

Mój świat skończył się dokładnie w południe, wraz z ostatnią garścią piasku rzuconą na wieka drewnianych trumien. Świat, w którym jeszcze kilka dni temu tętniło rodzinne życie, słychać było naiwnie radosne krzyki dzieci, rozentuzjazmowanych wyjazdem do centrum handlowego, oraz głos żony, planującej konieczne zakupy. Świat brutalnie zniszczony przez awarię hamulców potężnej ciężarówki, świat, który zapadł się właśnie trzy metry pod ziemią.

Ambasador

„Więc tak wygląda zima!” – pomyślał, jadąc taksówką z lotniska do hotelu. W Timorze Wschodnim o śniegu mało kto słyszał, podobnie zresztą jak o Polsce. Na nieszczęście musiał tu przylecieć, a teraz trząsł się cały z zimna.

Tymczasem ludzie na ulicach zachowywali się dziwnie. Obściskiwali się, poklepywali radośnie, a niemal każdy niósł mniejszy lub większy prezent.

Najbardziej popieprzony dzień w moim życiu

Jest późny wieczór, a ja wciąż siedzę i siedzę. Zastanawiam się cały czas, jak to się stało? Jeszcze wczoraj o tej porze beztrosko sączyłem z kolegami piwo w pobliskim barze, z miernym skutkiem próbując nie przedobrzyć. A dziś jest najbardziej popieprzony dzień w moim życiu.

Być poetą, być poetą…

Pewien młody Laszek

Nie chciał pisać fraszek

Rytm i tempo gubił

Rymować nie lubił

 

Ze złości go nosi

Kiedy dziewczę prosi

„Uszczęśliw swą Baszkę

Napisz dla mnie fraszkę”

 

Już próbował nieraz

Pociąg do...

Coraz częściej jeżdżę tą trasą. Już nawet nie to, żebym chciał, po prostu muszę. Wsiadam do pociągu, z westchnieniem oglądając się za siebie. Dużo bym dał, by móc zostać. Niestety…

Szukam wolnego przedziału. Uwielbiam jeździć w samotności. Bardzo nudzą mnie zwierzenia współtowarzyszy podróży, jeśli tacy się napatoczą. Nie obchodzą mnie ich problemy, ich życie, zmartwienia i troski. Wolę pooglądać mijane okolice, zachwycić się ich pięknem, odpłynąć w niebyt.

Samotnie.

Zaklęta w żabę

Siedziała na kamieniu, smętnie wpatrując się w taflę jeziora. Zamiast ślicznych, czarnych jak węgielki oczu widziała brązowozielone, wyłupiaste ślepia. Zamiast smukłej sylwetki niezgrabny korpus. Delikatna jak atłas skóra? Ha, była teraz ohydna i lepka od śluzu. A te koślawe nogi… Ech…

Księżycowy morderca

Komisarz z zadumą spoglądał na poszarpane kobiece zwłoki. „Księżycowy morderca” uderzył po raz trzynasty. Tym razem jednak, sądząc po minie zbliżającego się aspiranta, trzynastka przyniosła mu pecha.

– Chyba go mamy! – powiedział z tryumfem, pokazując zawiązaną prezerwatywę z płynem w środku. – Wiedziałem, że kiedyś popełni błąd!

– Weź mój samochód i jedź do analizy – powiedział komisarz. – Chcę to mieć na wczoraj!

– Tak jest! – odrzekł aspirant i odjechał błyskawicznie.

Mała księżniczka

Życie księżniczki jest cudowne.

Dzień po...

Skutki nadużywania alkoholu można ogólnie podzielić na dwie grupy. Te, które powodują straszliwy ból głowy, suchość w gardle, światłowstręt i mniejsze lub większe drżenie rąk, czyli tak zwanego kaca, mijają zazwyczaj na drugi dzień. Znacznie gorsza jest druga grupa – tego, co można nawywijać podczas pijackiego szału, tak łatwo odkręcić się nie da.

Targowisko

Olbrzymie mrowisko w centrum wielkiego miasta tętniło życiem. Dziesiątki tysięcy kupujących bądź tylko zwiedzających tworzyło niesamowity hałas. Tu i ówdzie grupka mężczyzn zawzięcie grała w trzy karty, skubiąc naiwnych z pieniędzy. Sprzedawcy krzyczeli, zachwalając swój towar, niektórzy udawali się po chwili na zaplecze, wynosząc ukradkiem sprzedane dobra. Policjanci i ochroniarze pełnili role statystów w targowej enklawie. Trwały zawzięte kłótnie o ceny, o jakość towaru, a kupić można tu było naprawdę wszystko.

Strony

Subskrybuj RSS - Robert Rusik