Daniel Ostrowski

Wynalazek

Ted Sparrowhawk usiadł na krześle i nerwowo spojrzał na trzech oficerów. Z ich twarzy trudno było cokolwiek wyczytać. Byli wręcz doskonale obojętni, identycznie jak w trakcie wszystkich męczących spotkań i przesłuchań, które odbywały się przez ostatnie cztery tygodnie.

– Doktorze Sparrowhawk – rozpoczął przewodniczący komisji, pułkownik Brown. – Po wnikliwym przeanalizowaniu dokumentacji i wszystkich złożonych przez pana wyjaśnień oraz przeprowadzeniu prób poligonowych podjęliśmy decyzję.

Ted siedział jak na szpilkach.

Strajk

– Dlaczego nie?

Siedemnastu przedstawicieli związków zawodowych równocześnie otworzyło usta. W sali konferencyjnej zabrzmiała niezrozumiała kakofonia tłumaczeń i napuszonych, sądząc po minach mówców, głosów oburzenia. Prezes Graczyk bezgłośnie westchnął i wymienił zbolałe spojrzenie z siedzącym po prawej Szymkowiakiem, wiceprezesem ds. produkcji. Po dłuższej chwili tumult raptownie ucichł, zagłuszony przez stentorowy głos Kwiatkowskiego, przewodniczącego zakładowej Solidarności.

– To jest zamach na przyrodzone prawa obywateli i pracowników!

Nowoczesny urząd w nowoczesnym państwie

Formularz audio.

Wybrano opcję: Do Komisji Episkopalnej ds. Kontroli Obyczajów przy Urzędzie Miejskim Wrocławia.

Rozpocznij nagranie.

Ufff!

Szanowna Komisjo. Przybyłem tutaj, do urzędu znaczy się, z wielce ważną sprawą. Dla mnie. Chcę jednakowoż dać wniosek o zgodę na zmniejszenie mojego… Jakby to…? Przyrodzenia. Członka męskiego, znaczy się. Na operację.

Jeden diabeł wystarczy

Na początku byli trochę zestresowani.

Spotykali się od paru miesięcy. Randki, spacery, wizyta u niej, wizyta u niego. Czuli wzajemną fascynację, rozmawiali, dotykali swoich dłoni, przytulali się i całowali. Miłość oszałamiała jak narkotyk i było naprawdę cudownie.

Co za dużo...

– Wynijdź, smoku!

            Dźwięczny i mocny głos należał do rycerza czekającego w gotowości na skraju polany. Choć otwór w skale, prowadzący do pieczary, niezmiennie zionął pustką, rycerz stał już w wystudiowanej bojowej pozie, z uniesionym mieczem i tarczą.

– Pokaż się, bestyjo ohydna!

Jego oczami

            – Płakałaś? Znów Antek? Co się stało?

            Coś. Nic. Wszystko.

Godzinna histeria rano, gdy zobaczył te cholerne guziki na koszuli Tomka… Potem odwiozła go do przedszkola, rozstanie też z krzykiem. Spóźnienie do pracy, jak co dzień, nie wie już jak ma spojrzeć w oczy kierowniczce, jak się tłumaczyć. Telefony do przedszkola, jak sobie radzi, czy histeryzuje, czy…

Przeklęta kawaleria

– Zabierzcie go, szybko!

Diaaabły! Polacy czekają z czartem na bagnetach! Zły jest zaklęty w bunkrach Mielau! Rozbiją się niemieckie głowy o diabelskie reduty, zobaczycie! Przed nami też biesy…

– Nie jęcz, Kurt. To tylko brygada kawalerii, zniesiemy ich i obejdziemy…

To przeklęta brygada! Zaprzedali dusze diabłu!

– Weiss, co tu…

– Nic, nic, herr leutnant! To jest… tego… gorączka przed atakiem albo… porażenie słoneczne! Zajmę się nim, zawołam felczera…

Okażcie im szacuneeek!

#

Schaboszczak

Oględziny wypadły blado.

Bo tak po prawdzie, nad czym tu deliberować? Wyrżnięty kwadrat kuchennego blatu, do którego przyklejono duży płaski talerz. Na nim nadkrojony schabowy, całkiem spory, o ile mogę ocenić. Talerz pod nim – pęknięty. Zero rewelacji. Niemniej, niezdrowo podniecony Tomasz obskakiwał go niczym starożytną relikwię, obnosząc i podtykając pod nos wszystkim po kolei. Prawie wszystkim. Nam nie, ale to nas raczej nie dziwiło.

– Widzicie? Widzicie?

Wyraz pełnego konsternacji niezrozumienia obecny był na twarzach całej rodziny.

– Nic nie widzicie!?

Pantoflarz

     Szyld firmy krzyczał jaskrawymi literami. Nęcił, kusił, przyciągał uwagę ulicznej hordy potencjalnych klientów. Ogniskował przy witrynie tłumek zainteresowanych, zapoznających się z zakresem oferty, debatujących głośno o cenniku. Romana tylko odstręczał.

     Sterowanie charakterem. Wspomaganie procesów decyzyjnych. Kształtowanie jaźni. Rekonstrukcja motywacji. Zmiana wzorców behawioralnych.

     Bądź asertywny! Zrób się bezczelny! Naucz się pyskować!

CPN na zadupiu... galaktyki

– Kwighame, mięciutka, czy nasz Wielki Ponadczelniak jest wolny?

– Skończył spotkanie, Riedxhalme. – Kod asystentki Wielkiego był przesłodki, ale nie robił na nadzorcy oczekiwanego wrażenia. Od dawna ignorował powaby najgiętszej supersamiczki w departamencie.

– Zapytasz, miękuchno, czy nas nie przyjmie? Mamy dość pilną i niepokojącą sprawę.

Biały wilk

Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma lasami, morzami, klifami i dolinami, w lewo za placem budowy nowego Kauflandu (poznacie po tablicy informacyjnej – otwarcie już 1 listopada!) i ledwie rzut kamieniem od planowanej autostrady, była sobie kraina mlekiem i miodem płynąca. Dostatnia a spokojna, żyzna i bogata. No, jakieś małe zamieszki czasem, kilka aut spłonie, wiadomo, jak to jest, gdy się czarnuchom i brudasom tanie wino znudzi, to się biorą za łby. Ale poza tym, przysięgam – spokój i cisza!

Umrzesz... gdy odwrócisz wzrok

[Szort jest poprawioną i rozszerzoną wersją tekstu napisanego na ZakuŻone warsztaty Fahrenheita.]

Nie masz szans, nieprawdaż?

Nie możesz oderwać spojrzenia. Już wiesz, powiedziałam ci tym dziwnym, głucho brzmiącym, elektronicznym głosem. Patrz mi w oczy!

Zresztą, co mogłabyś mi zrobić? Nie umiesz mnie wyłączyć. Mogłabyś mnie zabić. Wysadzić. Choćby granatem. Ale nie wiesz gdzie jestem… Może kilkaset metrów stąd? A może… tuż za ścianą? Masz broń, ale nie wiesz gdzie ją skierować. Na czym zatrzymać czerwoną kropkę lasera?

In flagranti

Z biura wyszedłem totalnie wypruty.

Prawo pogranicza

Mężczyzna był stary. Niby dobrze zbudowany i postawny ale po mięśniach znać było lata ciężkiej, fizycznej pracy. No i zdradzały go poorane zmarszczkami, ogorzałe dłonie i twarz. Oraz oczy, spoglądające spokojnie i bez strachu w wylot lufy pulsera.

– Musisz pójść z nami, Jim.

– Niby dlaczego?

Posiadacz karabinu pulsacyjnego westchnął ciężko i otarł spocone czoło o rękaw służbowego uniformu. Ukradkiem spojrzał na stojącego nieopodal, ubranego w garnitur mężczyznę.

Alternatywa rozwodu z grozą w tle

[Szort jest poprawioną i rozszerzoną wersją tekstu napisanego na ZakuŻone warsztaty Fahrenheita.]

Facet nie odbierał komórki. A wydzwaniałem uporczywie przez trzy godziny.

Częstoskurcz

[Szort jest poprawioną i rozszerzoną wersją tekstu napisanego na ZakuŻone warsztaty Fahrenheita.]

Krótki, urywany oddech. Żebra boleśnie gniotą płuca, serce szaleje.

Na blacie leżą gotowe iniektory.

Zlekceważyłem sygnały. Czy to dziwne, że się szybko męczę? Jestem przecież starcem. Stetryczałym ramolem - kiepsko widzę,  drżą mi dłonie, mam problemy z chodzeniem. Czy to dziwne, że miewam zadyszki? Że serce czasem trochę wariuje?

Subskrybuj RSS - Daniel Ostrowski