Izabela Balińska-Lech

Na haju

Leżałem na haju, tak mi się przynajmniej zdawało, gdy do pokoju weszła moja żona. Patrzyłem w jej niewyraźne już oczy, rozmazujące się raczej z jej przepracowania niż od jakości mojego towaru, i zacząłem się zastanawiać, gdzie podziała się ta jej legendarna uroda.

Wszyscy w kraju podobno tak ją podziwiali, grała w najlepszych filmach, zaliczyła kilka wybiegów, a taka jest dla mnie stara i brzydka. Włos już zmierzwiony, kokardki jakieś takie sprane, pazury krzywo przycięte i do tego ten nieświeży oddech.

Posłuszna Marysia

Niemowlę leżało już piątą godzinę pod krzakiem w miejscowym parku. Każdy z mijających je do tej pory przechodniów albo miał na uszach słuchawki, albo był zbyt zajęty rozmową, albo, o zgrozo, udawał, że nie słyszy jego wrzasku. Wreszcie usłyszała go mała dziewczynka. Podeszła, podniosła i przytuliła dziecko niczym szmacianą kukiełkę.

– Mamo, mamo, jaka piękna lalka tu leży. Mogę ją zatrzymać?

– Wiesz, kochanie, że nie bierzemy do domu rzeczy z podwórka.

Bez niej nie wyjdę

– No Elka, rusz się wreszcie! – krzyczałam stojąc na progu jej mieszkania.

– Idę już, idę… – odpowiedziała chyba po raz pięćdziesiąty tego wieczoru i weszła ponownie do łazienki.

– Zostaw już ten dziób w spokoju – powiedziałam, delikatnie rzecz ujmując, lekko już zirytowana.

– Baśka, wiesz, że ja bez konturówki… – nagły, głośny huk uniemożliwił jej dokończenie zdania.

Rachunek sumienia

Nienawidziłam swojego męża. Tak po prostu.

Miałam niemal wszystko: najmodniejsze sukienki, najdroższe wczasy, idealnie wysprzątany dom. I sto centymetrów w pasie. Moja ostatnia zachcianka, dziecko, również została spełniona. To było modne w małżeństwach po trzydziestce.

Déjà vu

Beatka znów kichnęła.

No tak – pomyślałam – trzeba będzie pójść do lekarza. Ma przecież tylko kilka miesięcy.

Ubrałam ją zatem, co przy półrocznym niemowlęciu jest nie lada wyzwaniem. Wciąż tylko przekręca się na brzuszek i wyrywa mi z rąk każde ubranko, jakie tylko próbuję jej założyć. Starsza córka była dziś na szczęście u dziadków, więc nie musiałam się siłować z ubieraniem kolejnego dziecka.

Przynajmniej się nie zarazi – przeszło mi przez myśl.

Ogarnęłam naprędce swoje niesforne loki, na szybko musnęłam tuszem rzęsy. 

Subskrybuj RSS - Izabela Balińska-Lech