Julia Bernard

Felicity wtrąca się nieproszona

Pociąg poprawnie mknął przed siebie, grzecznie mijając odpowiednie krajobrazy, wioski i stacyjki.  Jednak Margaret była zła, zawiedziona, można nawet powiedzieć – zdruzgotana. Jej wierna towarzyszka Mary, czując i rozumiejąc nastrój przyjaciółki, mogła ograniczyć swoją chęć pocieszenia do pełnych współczucia  westchnień i dwukrotnego poklepania przyodzianych w koronkowe rękawiczki pulchnych dłoni Margaret. Fatalny finał wyczekiwanego, tak przyjemnie zapowiadającego się wyjazdu do Eastbourne wyprowadziłby z równowagi najspokojniejszą duszę.  A miało być tak cudownie!

Kate Hamill...

- Margaret, nie dręcz się tak. Jeśli uważasz, że magnolia pastorostwa zasłania słońce twojej lawendzie, myślę, że śmiało możesz o tym wspomnieć Kate, jesteście przecież teraz w tak dobrych stosunkach. Myślę, że ona z przyjemnością zrobi coś dla  ciebie – przytnie gałęzie, albo i każe Jamesowi wykopać krzew i przenieść w inne miejsce…

- Mary, czy naprawdę uważasz, że jestem starą, złośliwą babą, która wtrąca się ludziom do ich ogródków i mówi im jak mają sadzić swoje rośliny…? Czy doprawdy  jestem taką osobą?!

A imię jego...

Ciemne sylwetki bezpańskich psów przemykały między ruinami blokowiska, zanikały pod kępami zmutowanych traw i żelbetonowych resztek płyt, będących niegdyś podstawowym budulcem ludzkich domostw. Na razie blask  małego ogniska trzymał je z daleka od dwójki skulonych ludzi, ale kto wie, jak silne poczują się niegdysiejsze pieszczoszki , kiedy ich wataha się powiększy?

Mężczyźni owinięci w łachmany nie bali się właściwie ataku na siebie, większy strach ogarniał ich na myśl, że coraz mocniej skwierczący na ruszcie szczur mógłby nie znaleźć się w ich wyposzczonych brzuchach.

Imogen Right nie zachowała się taktownie

Szczotka ryżowa w ręku Mary systematycznie przesuwała się po mokrych deskach podłogi. Mała poduszka (uszyta specjalnie na takie okazje z kolorowego lnu w różane wzory), spełniała swoją rolę, chroniąc kościste kolana Mary, gdy ta klęczała na podłodze. Szur, szur – regularne ruchy potrafią doprawdy sprawić przyjemność, przyjemność rosnącą z każdym kawałeczkiem porządnie wyszorowanego drewna. Klęcząca obok Margaret sprawiała wrażenie równie zadowolonej z pożytecznej działalności swojej szczotki. Pracowały obok siebie, wzdychając co jakiś czas.

Mr Robin nigdy nie miał wyczucia czasu

- Ależ, nie wywołuj zgorszenia moja droga - powiedziała spokojnie Margaret, odstawiając filiżankę w blade róże na spodeczek. - Doprawdy nie ma nic bardziej niesmacznego, niż nieumiejętność panowania nad emocjami. Popatrz jak wyglądasz, włosy w nieładzie, krzywo zapięty sweter…O mój Boże! - Tu chwyciła się za serce i z trudem łapiąc oddech wyszeptała - ależ ty masz na sobie tę samą bluzkę, co wczoraj!

Subskrybuj RSS - Julia Bernard