Andrzej Kozakowski

Droga przez las

Marek jechał bez przerwy już osiemnaście godzin. To może zmęczyć każdego, nawet zawodowego kierowcę TIR-a, ale jeszcze nie mógł sobie pozwolić na odpoczynek. Zwolnił na chwilę poniżej setki, by przyjrzeć się tablicy z nazwą miasta. Przeczytał ją, zerknął na rozłożoną na siedzeniu pasażera mapę samochodową i syknął przez zęby.

– Do diabła, jeszcze ze cztery godziny do granicy.

Jeśli wyrobi się w te cztery godziny i na granicy wszystko pójdzie tak, jak było ustalone, to powinien zdać towar na godzinę przed świtem. To by oznaczało dla niego premię.

Z

Odsunąłem się dalej od biurka i rozsiadłem wygodnie w fotelu. Jeszcze tylko pół godziny pracy i będę mógł stąd wyjść, zapomnieć o nie swoich problemach, którymi byłem zmuszony się tu otaczać. Zerknąłem na ostatnią sprawę, którą postanowiłem się dziś zająć. Tak, banalna jak prawie wszystkie inne, trzeba w kimś przywrócić wiarę i podrzucić mu jakiś cel życia. Kim on jest? Informatyk, do tego w swoim mniemaniu poeta, lubi niebieski kolor, szybkie samochody i blondynki. Z tym ostatnim jak zwykle będzie największy problem. Nie lubiłem za bardzo zmieniać

Biblioteka

– No szybciej, szybciej, dzieciaki, ruszajcie się – nauczyciel pokrzykiwał nerwowo. – Za dziesięć minut odjeżdżamy!

  Nie lubiłem nauczyciela. Zawsze nas poganiał. Krzyczał też całkiem często.

– Która ci się podoba? zapytała mnie nagle Ewka. W ręku trzymała jakiś mocno sczytany romans.

– Nie wiem jeszcze – odburknąłem. Może i Ewa była najładniejsza z naszej grupy, ale nie miałem dziś nastroju na rozmowy o książkach.

Subskrybuj RSS - Andrzej Kozakowski