Andrzej Kozakowski

Negocjator

– Jeszcze chwileczkę – powiedział Adam, odkładając słuchawkę i dokończył wprowadzanie kodów startowych ostatniej rakiety. – Tak, teraz już jestem gotowy do prowadzenia negocjacji.

Złe zabawki

Sytuacja zdążyła się już wyklarować i obraz stał się przejrzysty. Rick pierwszy dopadł pistoletu. Małego poręcznego SN „Flea” kaliber 3.15. Teraz trzymał go wycelowanego prosto w głowę Teda i przeżuwał tister usiłując opanować oddech.

Księżniczka jednej nocy

Jest taki świat, gdzieś, hen daleko. W czasie lub przestrzeni. Świat, w którym ludzie utracili dusze. Rozpłynęły się w technologii, z początku mającej tylko przedłużać ich życie. Na początku wszystko było dobre. Nanotechnologia, pikotechnologia, technologia rezonansu bio-strun, wszystko to pozwalało łamać kolejne granice. 100, 150, 200, 500, 2000 lat życia jednego człowieka z dnia na dzień, z pokolenia na pokolenie, stawało się czymś naturalnym. Aż ludzie przestali umierać.

Mżawka

Mżyło bez przerwy już trzeci tydzień. Mój stan zdrowia poprawił się już na tyle, bym mógł wyjść ze szpitala. Nie pamiętam prawie nic sprzed wypadku. Lekarze mówią, że pamięć wróci mi za jakiś czas, ale nie za bardzo im wierzę. Dostałem tymczasowy dowód osobisty na nazwisko Jan Piątek i skierowanie do noclegowni. Sam nie wiem czemu, poszedłem jednak na łąkę. Usiadłem na błotnistej ziemi, założyłem ręce z tyłu głowy i uśmiechnąłem się. Po chwili przestał padać deszcz. I nic dziwnego, byłem przecież jego władcą. Muszę sobie tylko przypomnieć jak się nazywam.

Karton

Z niechęcią oglądałem zakurzony karton w piwnicy. Leżał tam od czasu przeprowadzki. Powinienem go wyrzucić, nawet bez zaglądania do środka. Skoro nic stamtąd nie było mi potrzebne do teraz, to nie będzie potrzebne już nigdy.

Ciekawość. Jednak rozerwałem wyschniętą taśmę klejącą i zajrzałem.

W środku siedziałem ja sam. Tylko mniejszy. Musiałem mieć głupią minę, bo tamten patrzył na mnie z mieszaniną strachu i ciekawości.

– Kim jesteś? – zapytałem.

– Tobą oczywiście – odpowiedział. – Tobą… z kiedyś tam.

– Długo tu siedzisz?

Albert poszedł spać

Jarek zawsze był bardzo żywym dzieckiem. Było go wszędzie pełno. Już gdy miał kilka zaledwie lat, uwielbiał wspinać się w domu na wszystkie meble, a w ogrodzie na niższe drzewa i płoty. Biegał po całym domu i wokół niego, raz trzymając w ręku model samolotu i udając pilota, lecz częściej tylko po to, by po prostu biegać.

Potwór

W nozdrza kłuł jeszcze zapach spalenizny. Kenardo zsiadł z konia, by dokładniej przyjrzeć się śladom pozostawionym przez potwora. Ślady były równe i świeże, zupełnie jakby paskuda nie przejmowała się, że ktoś znajdzie jej trop. Nigdy wcześniej takich nie widział.

Bez przebaczenia

– Ostatniej niedzieli fałszywie oskarżyłem sąsiada mojego, Wieczoraka Jerzego, a mianowicie, że niby on, że w polu robił – mówiący to chłop przełknął ślinę.

Proboszcz skinął głową na wikarego. Ten podszedł do klęczącego, zabrał trzymany przez niego mieszek i przyniósł go do złoconego tronu. Proboszcz jednym ruchem wysypał na dłoń monety. Od razu widać było, że same miedziaki, do tego oberżnięte.

Droga przez las

Marek jechał bez przerwy już osiemnaście godzin. To może zmęczyć każdego, nawet zawodowego kierowcę TIR-a, ale jeszcze nie mógł sobie pozwolić na odpoczynek. Zwolnił na chwilę poniżej setki, by przyjrzeć się tablicy z nazwą miasta. Przeczytał ją, zerknął na rozłożoną na siedzeniu pasażera mapę samochodową i syknął przez zęby.

– Do diabła, jeszcze ze cztery godziny do granicy.

Jeśli wyrobi się w te cztery godziny i na granicy wszystko pójdzie tak, jak było ustalone, to powinien zdać towar na godzinę przed świtem. To by oznaczało dla niego premię.

Z

Odsunąłem się dalej od biurka i rozsiadłem wygodnie w fotelu. Jeszcze tylko pół godziny pracy i będę mógł stąd wyjść, zapomnieć o nie swoich problemach, którymi byłem zmuszony się tu otaczać. Zerknąłem na ostatnią sprawę, którą postanowiłem się dziś zająć. Tak, banalna jak prawie wszystkie inne, trzeba w kimś przywrócić wiarę i podrzucić mu jakiś cel życia. Kim on jest? Informatyk, do tego w swoim mniemaniu poeta, lubi niebieski kolor, szybkie samochody i blondynki. Z tym ostatnim jak zwykle będzie największy problem. Nie lubiłem za bardzo zmieniać

Biblioteka

– No szybciej, szybciej, dzieciaki, ruszajcie się – nauczyciel pokrzykiwał nerwowo. – Za dziesięć minut odjeżdżamy!

  Nie lubiłem nauczyciela. Zawsze nas poganiał. Krzyczał też całkiem często.

– Która ci się podoba? zapytała mnie nagle Ewka. W ręku trzymała jakiś mocno sczytany romans.

– Nie wiem jeszcze – odburknąłem. Może i Ewa była najładniejsza z naszej grupy, ale nie miałem dziś nastroju na rozmowy o książkach.

Subskrybuj RSS - Andrzej Kozakowski