Andrzej Kozakowski

Potwór

W nozdrza kłuł jeszcze zapach spalenizny. Kenardo zsiadł z konia, by dokładniej przyjrzeć się śladom pozostawionym przez potwora. Ślady były równe i świeże, zupełnie jakby paskuda nie przejmowała się, że ktoś znajdzie jej trop. Nigdy wcześniej takich nie widział.

Bez przebaczenia

– Ostatniej niedzieli fałszywie oskarżyłem sąsiada mojego, Wieczoraka Jerzego, a mianowicie, że niby on, że w polu robił – mówiący to chłop przełknął ślinę.

Proboszcz skinął głową na wikarego. Ten podszedł do klęczącego, zabrał trzymany przez niego mieszek i przyniósł go do złoconego tronu. Proboszcz jednym ruchem wysypał na dłoń monety. Od razu widać było, że same miedziaki, do tego oberżnięte.

Droga przez las

Marek jechał bez przerwy już osiemnaście godzin. To może zmęczyć każdego, nawet zawodowego kierowcę TIR-a, ale jeszcze nie mógł sobie pozwolić na odpoczynek. Zwolnił na chwilę poniżej setki, by przyjrzeć się tablicy z nazwą miasta. Przeczytał ją, zerknął na rozłożoną na siedzeniu pasażera mapę samochodową i syknął przez zęby.

– Do diabła, jeszcze ze cztery godziny do granicy.

Jeśli wyrobi się w te cztery godziny i na granicy wszystko pójdzie tak, jak było ustalone, to powinien zdać towar na godzinę przed świtem. To by oznaczało dla niego premię.

Z

Odsunąłem się dalej od biurka i rozsiadłem wygodnie w fotelu. Jeszcze tylko pół godziny pracy i będę mógł stąd wyjść, zapomnieć o nie swoich problemach, którymi byłem zmuszony się tu otaczać. Zerknąłem na ostatnią sprawę, którą postanowiłem się dziś zająć. Tak, banalna jak prawie wszystkie inne, trzeba w kimś przywrócić wiarę i podrzucić mu jakiś cel życia. Kim on jest? Informatyk, do tego w swoim mniemaniu poeta, lubi niebieski kolor, szybkie samochody i blondynki. Z tym ostatnim jak zwykle będzie największy problem. Nie lubiłem za bardzo zmieniać

Biblioteka

– No szybciej, szybciej, dzieciaki, ruszajcie się – nauczyciel pokrzykiwał nerwowo. – Za dziesięć minut odjeżdżamy!

  Nie lubiłem nauczyciela. Zawsze nas poganiał. Krzyczał też całkiem często.

– Która ci się podoba? zapytała mnie nagle Ewka. W ręku trzymała jakiś mocno sczytany romans.

– Nie wiem jeszcze – odburknąłem. Może i Ewa była najładniejsza z naszej grupy, ale nie miałem dziś nastroju na rozmowy o książkach.

Subskrybuj RSS - Andrzej Kozakowski