Małgorzata Gwara

Prawie cała świta

Miotał się, gorączkowo uderzał o przezroczyste ściany więzienia z nadzieją, że rozbije grube tworzywo. Nic z tego, obijał się o szkło i osuwał na podłoże.
Musiał się uwolnić. Dał się zwabić i wpadł w pułapkę jak naiwniak, pozwolił się zamknąć w tym ciasnym pomieszczeniu. Postanowił przyjrzeć się widokom za ścianami.
Nagle zamarł. Ujrzał rusałkę. Wisiała przed nim jak bezwładna lalka: prawdziwa piękność odziana w dostojną czerń i pomarańcz, przytwierdzona do drewna grubym, długim kołkiem. Oprawca precyzyjnie przebił środek korpusu.

A ten wywiad to mi załatw na wczoraj!

Że mój szef jest oderwany od rzeczywistości wiedzieliśmy wszyscy, którzy zmuszeni byliśmy siedzieć w biurze i słuchać genialnych teorii, że czytelnicy to debile, ale żeby się nie wydało i przypadkiem nie napisał w mailu wiązanki któremuś z niezadowolonych klientów, za korespondencję odpowiadają stażyści, nieopłacani studenci jeszcze nie znudzeni życiem. Ostatnio pan wielce mianowany ojciec dyrektor, władca i imperator Janusz wydumał, by okładkę naszego, jedynego i jakże oryginalnego magazynu popkulturowego (w sumie niewiele się różniącego od

Pocztówka z San Escobar

Ciężko było nam cię pożegnać. Nic dziwnego, w końcu jak z kimś pracujesz, szybko się przywiązujesz i przestajesz wyobrażać sobie, że pewnego dnia przyjdziesz, a ten ktoś pozostawi po sobie puste miejsce w zespole.

Ty jednak postanowiłaś odejść. Jesteś rolling stone, nigdzie nie zagrzewasz miejsca, tak mawiałaś. Rozumiałem. Tutaj nic cię nie trzymało. Zdałaś strój służbowy, rozwiązałaś umowę, zaprosiłaś na ostatnie piwo. Wspominałaś, że wyruszasz w daleką podróż, lecz nie chciałaś nam zdradzić dokąd. Jednak z miejsc, gdzie zawędrujesz obiecałaś przysyłać nam pocztówki.

Ona umiera ostatnia

Jedna chwila i mój świat przestał istnieć. Jeszcze do niedawna łudziłam się, że jeśli przejdę trzy, trzydzieści, nawet i trzysta kilometrów, odnajdę kogoś, z kim będę mogła porozmawiać. Na nic to, tylko zdarłam do reszty podeszwy. Ludzkość wyginęła, ja zostałam. Nie rozumiem czemu, przecież jestem zwykłą, pryszczatą licealistką.

Imałam się różnych zajęć, tworzyłam lalki z gałęzi i rozmawiałam z nimi. Z czasem zrozumiałam, że samotność mnie wykończy.

36 i 6

W życiu każdego przychodzi ten moment, kiedy ma ochotę pokazać samotności środkowy palec i wreszcie odnaleźć swoją drugą połówkę. Zawsze śmiałam się z tego stwierdzenia, aż do momentu, gdy zauważyłam, że w życiu brak mi czegoś, dzięki czemu mogłabym wreszcie nazwać się spełnioną i kompletną. Druga osoba, 36 i 6 stopnia Celsjusza zasypiająca obok mnie. Niewiele, a tak wiele. Ciepło. Po prostu ciepło.

Urok starszego brata

– Zaczyna się od tego, że świecą ci w oczy światłem jaśniejszym od słonecznego – obwieścił starszy brat z charakterystycznym dla siebie dostojeństwem. Młodszy, z opuchniętym policzkiem i pulsującą wargą, słuchał przez łzy.

– A potem wbijają ci wiertło i borują. Gdyby było mało, przebijają kołkiem i pieczętują zaprawą. Ale zanim to zrobią... – zrobił dramatyczną pauzę, by popatrzeć na zapłakanego młodego. – Dezynfekują wodą mocniejszą od święconej!

– Chłopcy! Spokój tam!

– Ale mamo! Jak Vladyen dał łowcy połamać sobie kły, to niech...

Moc obietnicy

Pamiętasz, że kiedyś obiecywałam ci, że nieważne co, zawsze będę blisko ciebie? Dotrzymywałam przysięgi przez lata, strzegłam twojego snu, odganiałam mary, stałam zawsze obok. Obserwowałam, jak stawałeś się mężczyzną i doskonale zdawałam sobie sprawę, że pewnego dnia już nie będziesz mnie potrzebował, już się nie rozejrzysz tęsknie po obejściu.

Pamiętałam o obietnicy, gdy wracałam po ciemku z przystanku, na który cię odprowadziłam. Dreptałam powoli poboczem.

Historia pewnej znajomości

Mówiono nieraz w zatłoczonych oberżach, że nikt nie pisał im wielkiej miłości. A jednak dostali szansę od losu.

On – niski i krzepki krasnolud z przesadnym umiłowaniem do trunków wszelakich, na domiar złego jeszcze rudy. Nie bez powodu omijały go wszystkie baby.

Ona – wysoka elfka o blond włosach i sarnich oczach, co strzygły tak bystro, że każde męskie serce ulatywało ku niej.

Ich pierwsze i ostatnie spotkanie odbyło się w podłej tawernie, gdzie on pił, a ona miała spotkać się ze zleceniodawcą.

Dziennik pokładowy czołgu Swaróg

Dziennik pokładowy czołgu Swaróg, na którym pani porucznik namalowała kiedyś wyliniałego kocura, od czego maszyna wzięła swe miano.

Wolny dzień w trasie, gdzieś na dawnej polskiej granicy. Mimo że zatrzymaliśmy się na leśnej drodze, panuje okropny skwar. Orki nie atakują, zapewne jeszcze nie wyczuły naszego zapachu. Muszą być gdzieś dalej.

Moja nowa załoga jest... dziwna.

Sierżant „Flaszka” kręci się po krzakach i gdy tylko wyjrzy, głaszcze się pieszczotliwie po kieszeni na piersi, gdzie ukrył butelkę.

Jak młodo wyglądać

– Podobno przy niskiej temperaturze skóra mniej się starzeje – rzuciłaś niezobowiązująco znad kawy. Przeglądałaś kolorowe czasopismo. Kolejny bezwartościowy szmatławiec dla plotkar i kur domowych.

– Tak mówią – podjąłem. Zgasiłem papierosa w popielniczce.

– Jesteś lekarzem, powinieneś wiedzieć, w jakiej temperaturze powinnam przebywać.

– Jesteś pewna, że mam ci taką dobrać? Teraz?

– Tak. – Uśmiechnęłaś się i dopiłaś kawę.

Przyznaj, że akurat TEGO się nie spodziewałaś.

Dziadkowy świniak

Dziadkowie wielokrotnie wspominali, że w czasie wojny zakopali gdzieś świniaka w beczce, ale nie potrafili tego miejsca później zlokalizować. Podejrzewali, że w polu, w końcu kopali ziemniaki, to i pewnie jakoś tam, tylko znajdź to na dziesięciu hektarach. Po zapachu się nie da. Zamknęli szczelnie. Podobno przyciśnięci głodem kiedyś szukali, niestety bezskutecznie.

Dobre dziecko

Moja mama jest duża, ciepła i często mnie chwali, że jestem dobrą dziewczynką. Szczególnie wtedy, gdy do niej przychodzę, bo widzę, kiedy ta jest smutna i najchętniej zagrzebałaby się pod kocykiem. Od razu się wtulam, momentalnie nawet najgorszy wieczór nabiera kolorów. Bo milej we dwie oglądać seriale.

Mama eksperymentuje. Jest weganką, uprawia jakieś feng szuje. W domu roi się od kadzidełek, łapaczy snów i innych magicznych akcesoriów.

Wszystkiego holograficznego!

Kiedy byłem mały, spoglądałem w niebo. Marzyłem, że może wreszcie wyrwę się z habitatu, przekroczę granicę życia i śmierci. Zupełnie jak Bucky, hologram psa jednego z naukowców, który bawił całą dzieciarnię. Zwierzak radośnie skakał, a jak tylko ktokolwiek się do niego zbliżył, rozpływał się w powietrzu. Oczywiście pojawiał się kilka metrów dalej, poszczekując jakby przez syntezator.

Lepiej mi mieszkać z kotami

Zatwardziały pacyfista, mój współlokator, podniósł wieczorem raban. Nic nowego, widocznie Domowik i Domowicha, ukrywające się pod postacią kotów duszki opiekuńcze zza Buga, nie posprzątały mieszkania tak, jak książę sobie tego życzył.

– Mówiłam, daj im świeżego mleka, a nie skwaśniałego UHT sprzed tygodnia...

Wsuwam się do kuchni. Wiązanki płyną skądś indziej. Zaglądam do łazienki, a on gapi się na bęben pralki, łeb się kręci jak kociątku na filmach.

– Ci niby sprzątacze, stara panno, planują zamach!

Z miną znawcy wskazuje na zalaną łuskę po naboju.

Subskrybuj RSS - Małgorzata Gwara