Mateusz Antczak

Kwestia przyzwyczajenia

Włożyła biały laboratoryjny kitel, grube rękawice i okulary ochronne. Standardowa procedura w zawodzie zoologa-toksykologa. Po trzech latach pracy w Instytucie Biologii Środowiskowej, Beata rutynowo wykonywała wszystkie czynności zgodnie z przepisami. Przyzwyczaiła się do niebezpieczeństw związanych z tą specjalnością tak samo jak do cichego szumu dygestorium.

Que Sera Sera

Pogoda nie zachęcała do spacerów. Przechodnie przemykali między stuletnimi kamienicami, stukając obcasami o zabytkowy bruk.
Atrakcyjna brunetka, kryjąca się pod kapturem przeciwdeszczowej kurtki, lawirowała między mieszkańcami Łazarza, proponując degustację.
– Reprezentuję restaurację „Que Sera Sera”. Jesteśmy w trakcie rewolucji prowadzonych przez Panią Em. Może skusi się pan na naszą przystaweczkę?
– Faszerowana papryka? – zainteresował się mężczyzna z szyfrowaną aktówką.
– To papryczka piquillo z dorszem. Łagodna papryka opieczona i obrana ze skórki.

Egzamin

Niewielkie pomieszczenie bardziej przypominało szkolną klasę niż wykładową aulę. Od lat służyło jako sala ćwiczeniowa dla studentów pierwszego roku i słuchaczy kursów podyplomowych. Młodzi ludzie zapamiętale machali kredkami. Szuranie kolorowych rysików po papierze niemal zagłuszało instrukcje prowadzącego:
─ Pamiętajcie, że najważniejsze jest prawidłowe wrysowanie granic poszczególnych jednostek litologicznych oraz biegu i upadu warstw. Uwierzcie mi, oceniam poprawność wykonania mapy intersekcyjnej, a nie dokładność kolorowania. Chociaż to mogłoby być ciekawe... – zamyślił się.

Fizyka czarów

Zatrzymany wydawał się rozluźniony. Nie przejmował się krępującymi go kajdankami ani obstawą dwóch rosłych funkcjonariuszy.

Co się stało z Magellanem?

Wyspa Mactan, 1562

Szaman przymocował do pokrytych zakrzepłym błotem włosów pióra Świętego Ptaka. Do rozpalonego ogniska wrzucił garść skorup mięczaków, po czym rytmicznie, przestępując z nogi na nogę, zaczął krążyć wokół paleniska. Naszyjnik z kości tygrysa podskakiwał przy każdym rytualnym kroku. Zebrani dokoła członkowie plemienia zawtórowali, klaszcząc w dłonie.

Magnus

− Oto nakaz eksmisji, panie Barczak! Przykro mi – powiedział komornik wymachując od progu opieczętowanym pismem.

− Nie musi pan krzyczeć. Nie mam problemów ze słuchem. Mam gdzieś podpisać? – Barczak zdawał się nie przejmować koniecznością wyprowadzki. Pogodził się z nią?

Do przedpokoju dumnym krokiem wmaszerował Magnus. Kot z miną wyraźnie inteligentniejszą niż stojący w progu gość pilnie obserwował rozwój wydarzeń.

Bartłomiej bez słowa pogłaskał Magnusa, który spojrzeniem dawał mu do zrozumienia, że inaczej by to rozegrał.

Subskrybuj RSS - Mateusz Antczak