Kamila Modrzyńska

Typowy piątek

Chyba to cisza mnie obudziła. Słyszałem swój oddech – i nic więcej.

A miałem otwarte okno. I był piątek. Majowy poranek. Słońce. Parterowy domek prawie w centrum Warszawy. A ja słyszałem tylko swój oddech. Usiadłem i zaraz sprawdziłem telefon. Dochodziła dziesiąta. Żadnych nowych wiadomości. Brak zasięgu. Z ociąganiem wstałem i podszedłem do okna.

Cena spokoju

Tak, zabiłam ojca, proszę pana, ale on mnie do tego zmusił.

To przez te krzyki. Krzyki, które odbijały się echem w jej głowie dniem i nocą. Coś jak rytm, który ktoś wystukiwał w jej głowie. Nieważne dokąd szła i co robiła – krzykom nic nie przeszkadzało.

Pan nie rozumie, ja naprawdę musiałam.

Subskrybuj RSS - Kamila Modrzyńska