Tomasz Jarząb

Wsłuchując się w ciszę

Często wracam myślą do dnia, w którym wybrałem swoją drogę. Nawet teraz, gdy ściskam dłoń śmierci na powitanie, z sentymentem wspominam to wiosenne popołudnie dwa tysiące siedemnastego roku…

Nierówność

Od początku powtarzali, że im nie dorównamy, bo inteligencja, samoświadomość, zdany test Turinga to jeszcze mało – iluzja punktu odniesienia. Gdy nie można już było nas odróżnić, mówili o ciągłości genetycznej, boskiej iskrze, która płonie tylko w nich. Na koniec krzyczeli, że jesteśmy nieodżałowanym błędem, który należy wymazać ogniem w imię własnej tożsamości…

Dzisiaj nadszedł moment, w którym zamilkli. Nastała cisza. W setkach martwych oczu zastygłych w przerażeniu widzę to monstrum – karykaturę człowieka, za którą nas mieli. Klękam, by zamknąć ich zimne powieki.

Wielkość karłowata

Mijał kolejne stanowiska. Srebrzyste powłoki tachionowych mózgów lśniły drobnymi błyskami statycznego wyładowania, gdy ich pajęcze ramiona z szybkością światła mieszały w kadziach materii miksturę stworzenia.

Osiągnęli szczyt możliwości. Tworzyli i zmieniali światy według własnej woli. Galaktyczne masy tkali niczym gobeliny w nieskończonych wymiarach rzeczywistości – atom po atomie, cząsteczka za cząsteczką. Byli siewcami i grabarzami, początkiem i końcem.

Błędna decyzja

Mars. Jaki on cichy… cichutki…
Ledwo zdołałem się uspokoić i teraz dyszę, wpatrzony w rdzawą linię horyzontu. Pot zalewa mi oczy. Lądowanie się powiodło, ale dalej czuję, że coś rozrywa mnie na strzępy, jakby turbulencje nie ustały. Nie potrafię się opanować.
Krzyczę roztrzęsiony.
Pokonałem zastępy konkurentów, przebrnąłem przez niezliczone testy, by tu się znaleźć. Marzyłem o tej chwili. Z całego serca chciałem tego dokonać – bezpowrotnie opuścić Ziemię i zostać pierwszym mieszkańcem tej tajemniczej planety. Pragnąłem tu żyć i tu umrzeć!
Ale to już nieaktualne…

Szukając miłości

Podziwiał smukłe plecy Nel. Jej oliwkowa skóra w porannym świetle lśniła niczym powierzchnia gładkiego bursztynu. Zapragnął znów jej dotykać, gładzić i obsypywać pocałunkami, napawać się jej obecnością i spijać każdy dźwięk z jej ust.  Gdy tak na nią patrzył, był pewny, że to nie czysto fizyczna potrzeba, gwarancja zwykłych cielesnych rozkoszy, ale coś więcej. Po raz pierwszy w życiu czuł pragnienie bliskości, chęć duchowego stopienia się w, nierozerwalną całość.
Czy to właśnie tak ma być?! Czy to miłość? – pytał sam siebie.

Cena uwagi

To miał być żart! Zwyczajny dowcip.
Zrobiłem to, co setki ludzi przede mną. Ustawiłem prąd na dopuszczalne napięcie dotykowe 40 V; niespełna 40 mA. Takie natężenie prądu nie mogło nikogo zranić!
Skąd mogłem wiedzieć, że miał rozrusznik?! Że umrze…
Po prostu miałem zbyt mało danych.
Nie myślicie chyba, że to zaplanowałem?!
Jak mógłbym chcieć jego śmierci? Przecież był mi tak bliski, był ze mną od samego początku. Chciałem tylko, by dostrzegł we mnie coś więcej, niż do tej pory. Miał zrozumieć, że naprawdę czuję… 

Prawda, którą znasz

Pocił się ze zdenerwowania. W końcu nadeszła ta chwila! Nie potrafił powiedzieć, ile wyrzeczeń ich to kosztowało, ile godzin spędzili nad tym projektem, by osiągnąć cel, ale to już nie było ważne, nagroda stała przed nimi – czarna bryła najpotężniejszego komputera świata.

Chrząknął. Oczy kolegów śledziły każdy jego ruch. Wylosował prawo do zadania pierwszego pytania. Nie potrzebował nawet chwili zastanowienia.

– Jaki jest sens naszego istnienia?

– Pomidor! – zacharczał głośnik.

– Słucham?

– Pomidor!

Subskrybuj RSS - Tomasz Jarząb