Marianna Szygoń

Pogromcy strachów

Kaśka wróciła z urlopu, spędzanego w rodzinnych stronach, gdzieś na południu. Prawie w górach, ale nazwa miejscowości – Ślemieszyn – nic mi nie mówiła. Zamęczała całe biuro opowieściami o pechowym zakupie dalekiego krewnego: skuszony korzystną ceną frajer nadział się na dom, w którym coś straszy. Wyje, stuka i trzaska. Szklanki spadają, rozsypując się w drobny mak. Budzik dzwoni o trzeciej w nocy i na pewno pod podłogą leży trup.

– To gdzie ta chałupa? – spytałem, ukrywając lekkiego wkurwa, bo robiłem dla szefa raport na przedwczoraj.

Praktyka z tradycjami

– Poleciła mi was przyjaciółka. – Młoda latynoska swobodnie oparła przedramiona na kontuarze.

Pielęgniarka uśmiechnęła się uprzejmie, podając pacjentce dokument do wypełnienia.

– Trafny wybór – potwierdziła. – Rodzina doktora praktykuje medycynę estetyczną od prawie stu lat. Po tej stronie oceanu nie znajdzie pani ich metody w ofercie żadnej kliniki, to oryginalny patent z Europy. Potrzeba tylko pani zgody na piśmie, ale to czysta formalność. Przyjaciółka, jak mniemam, jest zadowolona?

Kościół na wzgórzu

– ajebis... Znaczy, super. – Dziewczyna, trzymając iPhone'a w wyciągniętej ręce, robiła zdjęcie za zdjęciem. – Poznajesz, Ted? Popatrz na to!

Podstawiła telefon prawie pod sam nos chłopaka, z dumą prezentując ostatnią z wykonanych fotografii. Delikatnie wyjął komórkę z jej dłoni i, oddalając od oczu, z uwagą przyglądał się wpółprzymkniętym powiekom i frasobliwej minie świątka na ekranie.

Subskrybuj RSS - Marianna Szygoń