Istvan Vizvary

Krótka historia eklera

Do Kamącina prowadzi dziś tylko jedna, od dawna już nie naprawiana, prowizorycznie utwardzona droga. Pobrudzone błotem, słomą i gnojowicą dzieci biegną za moim samochodem, wyciągając chude rączki. Nie przygotowałam cukierków, ale przyjechałam przecież do starych, nie tych najmłodszych. Oni będą musieli sami zapracować na swoją historię. To wszystko jeszcze przed nimi.

Wirus filozoficzny

„Wszyscy ludzie powinni być filozofami”, mawiał nauczyciel Jerzego W. „Zastanawiać się nad sensem życia, przeżywać je głęboko i świadomie”.

Jerzy zgadzał się z nim, dlatego kiedy zupełnym przypadkiem wyhodował wirusa filozoficznego, postanowił zarazić nim całą ludzkość. Szczęśliwie dla planu, patogen przenosił się drogą kropelkową po tygodniowym okresie inkubacji, nie powodując żadnych objawów chorobowych.

Jerzy rozpylił większość swojego zapasu, udając przesiadkowicza na Heathrow.

Gęsi

Obywatele Łotwy postanowili przekazać władzę gęsiom.

– Badania dowodzą, że zwierzęta zarządzają dużymi organizacjami równie skutecznie jak ludzie – argumentuje Videus Luber, lider organizacji, która doprowadziła do przyjęcia pomysłu na drodze referendum. – Są za to o wiele tańsze.

Roczne utrzymanie jednej gęsi kosztuje równowartość piętnastu dolarów. W przypadku dwudziestogęsiowego rządu i stugęsiowego parlamentu oszczędności sięgną dwóch milionów rocznie.

Zadania tłumaczenia z gęsiego na ludzki podjęły się bliźnięta Maria i Onton z przedszkola nr 33 w Rydze.

Owsianka

Był u nas kiedyś we wsi Człowiek-Owsianka. Nikt nie wiedział, czemu tak na niego mówią, bo nie wyglądał ani trochę jak owsianka. Może po prostu zbyt dużo czasu spędzał w owsie, pilnując miniaturowych baranów, które się tam pasły?

Z kolegami nazywaliśmy go „ten wieśniak” albo po prostu „Owsiana”. Kiedy krzyczeliśmy tak za nim, rzucał w nas pomidorami w puszce albo szczuł oswojonym kotem-zaganiaczem.

Horodżodża

Historia horodżodży nie jest długa i sięga zaledwie roku 1923, kiedy to ofiarą pożaru pierwszego w Reykjaviku solarium padły, oprócz nowoczesnego sprzętu i mebli, również zakupy jednej z klientek – Soni van Dygest. Wydobyte ze zgliszczy zwęglone pozostałości  płóciennej torby kryły w sobie najprawdziwszy skarb – protoplastę nowoczesnej zapiekanki z rabarbaru, królika i śledzi, czyli horodżodży właśnie. Składniki owe niosła do domu zaskoczona przez płomienie elegantka, która udane zakupy na targu rybnym postanowiła ukoronować półgodziną

Słowacja

Dziś o godzinie trzeciej w nocy nieoczekiwanie zniknęła z mapy Europy Słowacja. 

Korzystając z różnicy czasów, miejsce po tym malowniczym górskim kraju zajęły wyspy Fidżi. „Nie można pozwolić, żeby zmarnowało się pięćdziesiąt tysięcy kilometrów kwadratowych atrakcyjnie położonej lokalizacji”, uzasadniał tę błyskawiczną decyzję rzecznik prasowy fidżijskiego rządu.

Limeryki III

Wybredny jest pasza w Damaszku

Kobiecych nie znosi zapaszków

Więc każdą kochankę

Obmywa nad rankiem

Kóz mlekiem i sokiem z fistaszków

 

Miłośnik pośladków z Przemyśla

Się stara, by prawda nie wyszła

Na jaw przez przypadek,

Edward

Edwarda znalazłem w puszce paprykarzu szczecińskiego, którą kupiłem z zamiarem wmówienia mojemu żołądkowi, że trawi pełnowartościowy i pożywny, choć ledwie jednodaniowy, obiad. Kiedy oderwałem srebrzyste, cynkowane wieczko, ujrzałem wśród czerwonawej masy złożonej z łusek cebuli, ziarenek ryżu i rybich wnętrzności wpatrzone we mnie błękitne oko z jedną tylko powieką  i kanalikiem łzowym. Mrugnęło dwa razy i zdało mi się, że słyszę westchnienie ulgi, jak gdyby ktoś chciał powiedzieć „nareszcie!”. Puszka wypadła mi z rąk. Żeby dać światu okazję do

Za nasze grzechy

Mała dziewczynka patrzyła zamyślona przez kuchenne okno.

– Czemu ten pan wisi na jabłonce? – spytała w końcu.

– Odkupuje nasze grzechy. – Matka wytarła ręce w fartuch.

– Ma gwoździe w rękach i nogach. – Ponury brodacz w biodrowej przepasce najwyraźniej nie dawał dziecku spokoju.

– No i ? – Kobieta chwyciła trzepoczącego ostatkiem sił łososia.

– Boli go?

Nóż opadł, oddzielając zębatą paszczę od tułowia.

– Sama spytaj, kochanie. Muszę robić obiad.

Pięć minut później dziewczynka wróciła.

Proroctwo muchy

Dziś wieczorem na mojej kanapce z serem wylądowała mucha. Kiedy już oczyściła czułki z majonezu, spojrzała na mnie i poleciła konspiracyjnym szeptem, żebym udał się do najbliższego McDonalda, kupił największy zestaw z kanapką i frytkami, a potem zabił pierwszą osobę, którą zobaczę, wychodząc z baru. Będzie to mesjasz nowej religii, która, jeśli nie podejmę się interwencji, w ciągu pięciu lat doprowadzi nasz kraj do ruiny.

Limeryki II

Dentysta grasuje w Kairze
W zaułkach się czai i liże
Facetów, kobiety
I dzieci, niestety
A ciastka je słodkie, z anyżem 
 
Jest Grek gdzieś w miasteczku na Krecie    
Zboczony, że nawet nie wiecie
Wciąż marzy o owcach
Gdzieś w krzakach jałowca
I mdli go na myśl o kobiecie
 
Wariatka jest gdzieś w Państwie Środka
Opluje każdego, co spotka
Od głąbów wyzywa
Sprzedaje warzywa
I chłepce rosołek ze spodka
 
Księżniczkę Donatę spod Wrześni
Znudziły zbyt grzeczne wciąż pieśni

Czasami wszystko idzie nie tak

– Co to? – zapytała Malwina, odkładając nóż na bok.

– Ziemniak, kochanie. Uprawny – odpowiedziałem z dumą. – Nie bioponiczny.

– Pytam o mięso.

– No… mięso. Kotlet, konkretnie.

– Ale nie sojowy chyba. – Wzięła ledwo co ukrojony kawałek do ust. – Pewnie jakieś nowe kultury, naprawdę pyszne. Podobno we Francji modny jest teraz mamut – powiedziała z pełnymi ustami. Chyba jej smakowało.

Pokręciłem głową, powstrzymując uśmiech, a ona zmarszczyła podejrzliwie brwi.

– Strusina, prawda?

– Nie, kochanie. I tak nie zgadniesz. Po prostu jedz.

Limeryki

Jest pewna kobieta gdzieś w Berdnie

Co tylko się ruszy to pierdnie

Niezmiernie się wstydzi

Się z ludźmi nie widzi

A ludzi to bawi niezmierdnie

###

Jest młody gwałciciel w Pasłęku 

Przed hiwem ach nie zna on lęku

Barmanów posiada

I trupem nie pada

Choć kondom nie jeden już pękł mu

###

Pielęgniarz spod miasta Koluszki

 Po nocach dotyka staruszki

Najlepsze są w śpiączce

Ciut gorsze w gorączce

Wciąż pcha im paluszki w pieluszki

###

Raz kelner w dalekim Wrocławiu

Nie odsuwaj się ode mnie

Jak dziwnie musi być człowiekiem! Mieć duszę, jak płomień wewnętrzny, i rozum, usiłujący, z miernym najczęściej skutkiem, wzlecieć ponad chmury. Wreszcie ciało – odziany w mięso szkielet, delikatne kule oczu, splątane zwoje jelit, galaretowaty, błyszczący wilgocią mózg. Wszystko to nietrwałe, skłonne uszkodzić się pod byle pretekstem, pod byle mocniejszym naciskiem. Stworzone z naiwną pieczołowitością na rozpaczliwie krótki czas: osiemdziesięciu lat, jeśli pójdzie nieźle, czterdzieści – jeśli jako tako. Bywa nawet, że i rok się z tych dni przeżytych nie uzbiera. Dni spędzonych na walce.

Jeszcze raz się odezwiesz i wracasz na kasę

Magister Skwarek uśmiechał się pogardliwie. Ani sterczące, dziewczęce piersi, ani nawet pełne, kuszące usta nie potrafiły zatrzeć wrażenia, że Antoni Krupa jest najszpetniejszym mężczyzną, jaki kiedykolwiek pozował Skwarkowi do aktu. Bujnie owłosiony tors, krzywe, chude łydki i liczne, nawiązujące do pogańskich tradycji tatuaże dopełniały wrażenia totalnego bezładu i cielesnego chaosu.

Wbrew etyce

– W dzisiejszym programie "Co będzie?” gościmy Irminę Robak, wdowę po pierwszym polskim jasnowidzu-parapsychologu. Jakie jest pani wspomnienie o mężu?

– Pomógł wielu ludziom. Szukał żył wodnych i zaginionych pamiątek, zwłaszcza cynowych.

– Powiedziała pani przed programem, że pod koniec jego życia wizje zaczęły przybierać postać, która byłaby przydatna społeczeństwu.

– Zaczęły być fotograficznie dokładne! Mógł wiele osiągnąć!

– Co widział?

– Zabójstwo z premedytacją. Czas, miejsce i przebieg mordu z zimną krwią na niewinnym człowieku.

W zaspie

Znajdujemy się na placu Tuwima, na którym od siedmiu miesięcy unieruchomiony jest w zaspie autobus poznańskiego MZK.

Rzecznik prasowy ogłosił przed chwilą, że wyczerpały się resztki benzyny, w związku z czym dziś nie zostanie włączone na zwyczajowe trzy minuty oświetlenie wnętrza maszyny.

– Na co pan czeka? – pytam jednego z gapiów, którym lokalny Czerwony Krzyż rozdał koc i ciepłe napoje.

– Podobno mają dziś wylosować tego, kogo zjedzą jako pierwszego. Skończyło im się żarcie.

Z wnętrza wozu dochodzi nas tryumfalny krzyk.

Cegły, jeśli są już dojrzałe

– Majorze, mamy to.

– Dawajcie, zanim dorwą się do tego pismaki. Cholerne przecieki.

Podałem wydruk majorowi. Wiedziałem, że jest bardzo czuły na punkcie hierarchii, pierwszeństwa i takich tam bzdur. Już po trzecim dniu jego szefowania przerobiliśmy oprogramowanie tak, żeby drukowało treść odebranego sygnału od razu do koperty. Nasz dowódca musiał być pierwszy.

Zanim zaczął czytać, podniósł jeszcze na mnie wzrok.

Zawiść

Wiedziałem, że to on. Oczekiwałem go od wielu godzin, zbyt wielu. Kiedy dzwonek u drzwi zadzwonił w końcu, z godnością uniosłem się z fotela i poszedłem do hallu. Odsunąłem dwie ciężkie zasuwy, które broniły mojej samotni przed niebezpieczeństwami i pokusami świata zewnętrznego oraz przed intruzami takimi, jak ten, który tak zapamiętale dobijał się do moich drzwi.

Bawiło mnie jego zniecierpliwienie. Mały, nijaki człowiek. Byle kto. Zupełnie nikt.

Dori

Father McKenzie, wiping the dirt

from his hands as he walks from the grave

No one was saved

Lennon & McCartney

 

– Czy nic nie da się zrobić? – Oczy kobiety były pełne łez.

Miała na imię Eleonora, była nauczycielką chemii. I starą panną.

Strony

Subskrybuj RSS - Istvan Vizvary