Justyna Szczepańska

Święty spokój

– Kobieto nie tup tak. Głowa od tego boli. – Bożydar chwycił się za włosy.

– Ej, ciszej trochę! Jak boli... – jęknął Sławek.

– Niedobrze mi... – Trzeci z towarzyszy, Kazik podbiegł szybko pod mur i zwymiotował.

– O, nie! Samochód! – zawył zrozpaczony Sławek, zakrywając uszy.

– Nie wytrzymam! Umieram! – Bożydar osunął się na ziemię ledwo przytomny.

– Ty już zaliczyłeś zgon. Wczoraj. – Zza drzewa wysunął się zielony na twarzy Hans. – Ach, ci nowi...

  Bożydar uniósł głowę, spojrzał na kolegę zeźlony i rzekł:

Rzeźnia miejska

Koniec sierpnia przyniósł do Breslau wiadomość o rychłej napaści Niemiec na Polskę. Dla Franciszka życie toczyło się dalej. Kryzys ekonomiczny uszczuplił zasoby Drugiego Kręgu, a podymne płacone przez inne kolonie ledwo wystarczało, żeby wykarmić dwa tysiące gąb.

  Tego dnia transport przysłano z Lipska. Poszczególne wagony rozładowano w różnych punktach miasta. Jemu przypadł, jak na ironię, akurat ten…

Żal

– Jechaliśmy na wczasy. Pierwsze, od kiedy Emilka wyzdrowiała. Tak się cieszyła nasza iskierka. Było już ciemno. Za nami długa droga, ale byliśmy już prawie u celu. Nagle zza zakrętu wyjechała rozpędzona ciężarówka. Światła oślepiły Tomka. Próbował nas ratować… Później wszystko umilkło. Nie słyszeliśmy sygnałów pogotowia, policji… Gdy się obudziłam, Emilki nie było. Zabrali nam ją. Naszą śliczną córeczkę.

 

Pierwszy

Ucałowałem chłodnymi ustami. Rozświetliłem oczy milionami iskier. Jako pierwszy dotknąłem ciała stęsknionego pieszczot. Czule jak kochanek ująłem rękę i poprowadziłem w cichą, bezpieczną biel zimy. Tysiącem drobnych pocałunków wywołałem słodki uśmiech, nie widziany od dawna. Z jej myśli przegoniłem mrok i martwotę jesieni, zsyłając bezpieczne zimno. Przy mnie mogła zapomnieć o troskach. Była tylko moja.

 

Subskrybuj RSS - Justyna Szczepańska