Anna Wołosiak-Tomaszewska

Biała kartka

Wokół grzyba na ścianie rozkwitała pajęczyna pęknięć. Allan zasępił się, wbijając ponure spojrzenie we własną dłoń, spoczywającą bez ruchu na blacie biurka. Pod bladą skórą wyraźnie rysowały się błękitne nitki żył, dając niemal chorobliwy efekt. Mężczyzna jednak wiedział, że to nie w rękach problem. One były całkiem w porządku, gdyby tylko zechciał, chwyciłby ołówek i przystąpił do pracy. Kłopot tkwił w głowie. W cholernej głowie, w której od wielu tygodni panowała jedynie pustka. To ona sprawiała, że dłoń była bezużyteczna.

Słońce

Niebo płonęło. I nie była to tylko banalna metafora. Ogień wśród gwałtownie topniejących chmur huczał nieprzerwanie od kilku dni. Deszcze iskier sypały się na wypaloną ziemię, od dawna już opustoszałą i zapomnianą.

– Mam nadzieję, że będzie pogoda – zafrasował się Dmitrij, wpatrując się w napuchnięte Słońce, rozświetlające niebo nad Enceladusem.

Wigilia

„Wrócę na święta, trzymajcie się” – ha! Dobre sobie!

Utz wymruczał przekleństwo, zamachnąwszy się na kolejny pęd wanilii. Cholerne pnącza. Gdyby był tu o odpowiedniej porze roku, mógłby nazbierać tego cały plecak, a potem sprzedać za jakąś bajońską sumę.

No, gdyby oczywiście miał miejsce w plecaku. I gdyby liczył na to, że w miarę prędko wydostanie się do cywilizacji. Co mu w ogóle strzeliło do głowy, żeby tamtego wieczoru wychodzić z domu? Najgłupszy pomysł ze wszystkich, choć przecież konkurencja była silna. Björn zawsze umiał go namówić do jakichś absurdów.

Strażnik

Przez eony samotności nauczył się rozmawiać sam ze sobą. A że praktyka czyni mistrza, z czasem robił to na wiele głosów i z podziałem na role: witał się uprzejmie, pytał, jak minął dzień, składał sobie kurtuazyjne zaproszenia na spacer i chwalił za szczególnie czujne trzymanie warty. Prowadził ożywione rozmowy na tematy filozoficzne i eschatologiczne, choć niestety był dla siebie jedynym oponentem w debacie nad własnym traktatem komparatystycznym poświęconym Tartarowi i Szeolowi.

Żaba

Jestem naprawdę porządnym człowiekiem. Dbam o planetę – segreguję śmieci, kupuję wyłącznie zeszyty wyprodukowane z makulatury, po mieście jeżdżę rowerem. Wspieram też każdą inicjatywę mającą na celu ochronę zwierząt, jaka tylko mi się nawinie. Zawsze lubiłem zwierzęta. Nauczycielka biologii była przekonana, że zostanę weterynarzem. Okropnie się zdziwiła, kiedy dowiedziała się, że zamiast tego wybrałem karierę nauczyciela, a w dodatku nauczyciela matematyki!

Cmentarz

Tego dnia nawet niebo się rozpłakało. Wcale nie chciałam tam iść, ale mi kazali. Ubrali w schludną, ciemnogranatową suknię i pchnęli na ulicę. Kondukt wlókł się po bruku przez całą długość wsi. Ostatni dopiero wychodzili z domów, kiedy czoło pochodu przekraczało bramę cmentarza.

Tutaj uliczka przechodziła w zwykłą, bitą drogę, nieco zresztą zarośniętą, bo rzadko uczęszczaną. Ludzie w naszej wsi od dawna nie umierali. Nikt też nie odwiedzał grobów, toteż zapadały się coraz głębiej w rozmięknięty grunt, a nad nimi rozrastały się stare wierzby.

Subskrybuj RSS - Anna Wołosiak-Tomaszewska