Romuald Pawlak

Z cyklu: „Zdarzyło się” - Powrót wiosny po niezwykle długiej zimie

Nosił zieloną kurtkę. Niemal obojętne spojrzenie Majki, siedzącej nago na balkonie, pozwoliło jej zarejestrować ledwie tyle: barwę.

Drasnęła palcem porcelanę filiżanki. Była twarda jak ścianka mentalnego słoika, w którym schowała swoją traumę.

– Zabija się pani – mruknął z rezygnacją. – Zaprosiłbym na kawę, ale…

Milczała. Opuścił wzrok, powoli odszedł. Zieleń w jej oku zaczęła rozmywać się, gasnąć jak las przesłaniany przez wirujące płatki śniegu.

Nagle wstrząsnęła się: od dawna nikt tak bezpośrednio, bez obojętności, do niej nie mówił.

Z cyklu: „Zdarzyło się” – Mydelniczka

„Muszelka, rozgwiazda, muszelka, kamyk”, szepce swoją wyliczankę Basia, wręczając mi prezent, pamiątkę z wakacji. Kocha babcię szczerą miłością sześcioletniej wnuczki.

– Gdzie postawić? – pyta rzeczowo Jacek. Mój największy życiowy sukces, zdrowy syn. Nie było łatwo go urodzić, po wojnie długo chorowałam. Wychuchany, ale nie mięczak.

Z cyklu: "Zdarzyło się" - Szczury

– Szczury! Szczury! – dobiega zza okna. To dzieci po swojemu ustalają, kto sprytniejszy, szybszy, kto będzie stadu przewodził, a nie krążył na jego obrzeżach jak omega, oferma wybierany do drużyny jako ostatni.

Dawno temu fletmistrz przyszedł do Hameln po szczury, a wyszedł z dziećmi, wywiódł w nieznane. A teraz szczury stały się obiektem niegroźnej wyliczanki.

Zabawne, jedno z dzieci gra na klarnecie. Stara historia wróciła w nowych szatach.

Z cyklu: "Zdarzyło się" - Kociaki

Pies prowadzi, zaspany ja na holu, za plecami blok, balkony. Przed nami cel psa, niekoniecznie mój, ja bym wolał kawę. Ślepy jestem, nie widzę, ten kot to kotka, kocica czy kocur? Psu rzecz nieobojętna, kotka może być miła, kocica wredna, kocur groźny.

Skoro ciągnie, pewno wie, co robi. Pobawić się, zagadać, jak się żyje po kociemu. Kotów nie jada, wiem, doświadczenie dowiodło.

Cel psa odwrócony ogonem do nas, zajęty obwąchiwaniem śladów po kotce, kocicy albo kocurze.

– Tooomek! – dobiega nagle z balkonu.

Nie dotykaj!

Kamil już prawie zasypiał. Mama przymknęła drzwi do jego pokoju, zostawiła tylko niewielką szparę, żeby słyszeć, czy chłopiec grzecznie śpi. Bo Kamil był dosyć niesforny, a mama musiała wieczorem chwilę popracować, zamiast ciągle się nim zajmować.

Grzecznie próbował zasnąć, leżąc na boku, przykryty kołdrą w pingwiny. Jego senne spojrzenie błądziło po segmencie z blatem biurka opadającym jak most zwodzony prawdziwego zamku.

Subskrybuj RSS - Romuald Pawlak