Tomasz Zawada

Asymilacja po ludzku

Pewnego dnia bomby bez żadnego ostrzeżenia zaczęły spadać z nieba.

Pozbawione twarzy pociski z upiorną systematycznością kruszyły mury miast i chęć do życia. Udało się ustalić, że przylatują z bardzo daleka. Niewidzialny wróg znajdował się poza naszym zasięgiem.

W końcu atak ustał równie niespodziewanie, jak się rozpoczął.

Przyłączyłem się do grupy niedobitków. Wspólnie przeczesywaliśmy cmentarzysko cywilizacji, starając się jedynie przetrwać.

Granice wyobraźni

- Piwa! - ryknął bełkotliwie krasnolud.

- Byle szybko! - dodał siedzący obok złodziejaszek, waląc przy okazji pięścią w stół. Szklanice jęknęły żałośnie.

- ...yyyypko! - próbowała poprzeć swego towarzysza elfia czarodziejka, ale potężne beknięcie pokrzyżowało jej plany.

Trójka przyjaciół świętowała niezwykle udaną wyprawę. Trzosy były pełne radośnie brzęczących monet, a smok i jego potworni pomagierzy rozgromieni. Pełen sukces, który należało oblać.

Zemsta

Odeszła.

Zostawiła go na spękanej ziemi wśród nieznośnego bzyczenia much. Słońce i żar letniego dnia przyspieszyły proces rozkładu. Potem zjawili się padlinożercy. Pożółkłe kły rozszarpały gnijące ciało i zalęgłe w nim robactwo.

Kiedy uwolnił się od ciężaru żałosnych szczątków, poszybował do jej sypialni. Była tam. W ramionach tego drugiego. Z zapałem wypacali z siebie poczucie winy.

Próbował rozerwać ich na strzępy, ale widmowe dłonie nie mogły uczynić im krzywdy. Zszedł więc niżej, poprzez wszystkie warstwy świata, do krainy wiecznej czerwieni.

Strony

Subskrybuj RSS - Tomasz Zawada