Grzegorz Woźniak

Upadek bastionu

Stali zwartą grupą, co nieco chroniło przed mroźnym wiatrem i zacinającym śniegiem. Niestety, płaski jak stół teren nie gwarantował żadnej osłony. Niewiele pomagały również naciągnięte kaptury i grube rękawice. Szalała burza, a przenikliwe zimno przemrażało do szpiku kości.

Mimo to, nikt nie rezygnował. Nie teraz, gdy zwycięstwo było tak blisko.

Maruderzy odpadli już wcześniej, podczas morderczego marszu w zamieci, zaś ci, którzy stali przed wrotami twierdzy, stanowili prawdziwą elitę i byli gotowi nawet narazić się na zamarznięcie, byle tylko zdobyć bastion.

Nu, Zając

Delikatny, chłodnawy wiaterek gonił mikre fale, dopływające do brzegu jeziora i kończące swój żywot na piasku. Jednocześnie zabawiał się ze złotymi liśćmi, porywał je, przez chwilę unosił ku górze, a potem porzucał, niczym żigolak zbałamuconą dziewczynę. Słońce świeciło leniwie, pozbawione tego zacięcia i pasji, z którym ogrzewało brzuchy wczasowiczów jakiś miesiąc wcześniej.

Przyszła jesień, najbardziej melancholijna pora roku i nikt nie był w stanie nic na to poradzić. Nawet Wilk.

Zemsta wzgardzonych

Pierwszym, co dopadało po wejściu do knajpy, był przytłaczający półmrok i gęsta atmosfera. Pomimo sporego wnętrza lokal miał charakterystyczny, klaustrofobiczny nastrój, dany tylko nielicznym barom, noszącym dumne miano „mordowni”. Siedzące przy stolikach postacie wyglądały na przykurzone, zrezygnowane, jakby ich najlepsze dni bezpowrotnie już minęły. W powietrzu unosiły się piksele dymu, a właściciele speluny – Blinky, Pinky, Inky i Clyde – snuli się po sali, zbierając puste butelki, opróżniając popielniczki i donosząc piwo.

Po drugiej stronie płotu

– Popatrz, mięsko z grilla wpieprzają! – Jason splunął gęstą flegmą.

– No, a ten tam sałatę zbiera! To niesprawiedliwe! – Tobey walnął w metalowy słupek. – Welma od dwóch dni nic nie jadła. – Dodał ciszej.

– Mają broń więc co, myślą, że są lepsi?! – Jason kipiał z wściekłości. – I jeszcze to ogrodzenie. Traktują nas jak zwierzęta. Powinniśmy... – przerwał, bo mężczyzna po drugiej stronie ruszył w ich kierunku.

– Myślisz, że podzielą się jedzeniem? – zapytał Tobey z nadzieją.

Siewca Śmierci

I starły się armie w ostatecznej bitwie. Czerń przeciw bieli. Mrok przeciw światłu. Zło przeciw dobru. Szczęk stali i krzyki poległych niosły się wysoko, lecz pomimo krwi obficie wsiąkającej w ziemię nikt nie potrafił zdobyć przewagi.

Wtedy nadszedł człek mikry, spowity bladą poświatą i wyszeptał rozkaz:

– Zwyciężajcie.

I bestie zwyciężyły, rozdzierając obrońców na strzępy.

Gdy opadł kurz, a armie chaosu zalały krainę, niosąc ogień, miecz i łańcuchy, poniosły również historię swego władcy.

Mutant

Grześ od zawsze chciał być mutantem. A konkretniej, od momentu, gdy przeczytał pierwszy numer X-men. Wyobrażał sobie, że reakcje ciała, takie jak mrowienie w palcach czy drętwienie kończyn, są zapowiedzią przyszłej mocy. Pierwszy ból głowy utwierdził go w tym przekonaniu. Przecież komiksowa Shadowcat miała migreny, a potem odkryła, że może przechodzić przez ściany. Przez lata, gdy zwinięty w kłębek jęczał na podłodze z bólu, wierzył, że tym razem wstanie silniejszy, odmieniony.

End of all

Docierało to do niego etapami. Najpierw był szok, wymioty i nieprzespane noce. Szukanie własnej winy, próby zrozumienia i dramatyczna walka o to, o co walczyć już nie mógł.

            Potem przyszedł Strach. Paniczny, chwytający za gardło i krzyczący:

            – Będzie źle! Bój się przyszłości!

            Po strachu zjawiła się Rozpacz, szepcząc:

            – Straciłeś wszystko... Odpuść sobie... Skończ to, weź sznur...

Przejażdżka

Promienie słońca przyjemnie grzeją skórę. Jest już listopad, jednak temperatura znacznie przekracza piętnaście stopni. Stoję na przystanku, obserwując grupkę osób. Ożywiają się, gdy widzą nadjeżdżający autobus. Sięgają po bilety, poprawiają plecaki, przestępują z nogi na nogę. Pojazd staje na przystanku. Kierowca otwiera drzwi, rozpoczynając przedziwny taniec. Starsza pani wysuwa do przodu dużą siatkę, zastawiając fragment przejścia. Chudy chłopak wsuwa się szczeliną, pomiędzy burtą pojazdu a wysiadającymi. Potężny

Niewybaczalne

            – Proszę wstać, sąd idzie.

            Postawny mężczyzna w czarnej todze wszedł na salę i skierował się ku podwyższeniu. Usiadł, po czym zdecydowanym głosem zarządził:

            – Wprowadzić oskarżoną.

Błąd taktyczny

Bitwa trwała od dłuższego czasu. Deszcz zmienił ziemię w mokre błoto, rozdeptane tysiącami końskich kopyt i żołnierskich butów. Przelana krew nie wsiąkała już w podłoże, tworząc zamiast tego płytkie, czerwone kałuże. Armie trwały w impasie. Początek starcia szedł po myśli Francuzów, głównie za sprawą zmysłu taktycznego ich wodza, który w połączeniu z dobrym wyszkoleniem żołnierzy dawał rezultaty. Niestety, w pewnym momencie nastąpiło załamanie. Ręce dzierżące broń osłabły, morale podupadło a misterna machina bitewna, do tej pory przetaczająca się po ciałach pokonanych

Ciężki poranek

Droga do pracy była katorgą. Gardło drapało, żołądek szarpał przy każdej dziurze a głowa... szkoda gadać. Wysiadłem z taksówki i chwiejnym krokiem wszedłem do budynku. Dezodorant i guma nie stłumiły odoru przetrawionej whisky. Do tego pociłem się jak świnia. Wywalą mnie jak nic, a przecież dopiero zaczynam.

Jak na złość za drzwiami trafiłem na szefa. Spojrzał, klepnął mnie w ramię, uśmiechnął się i powiedział:

- Idź do bufetu, walnij setkę dla kurażu a potem na salę.

Widząc moją niepewną minę dodał jeszcze:

Subskrybuj RSS - Grzegorz Woźniak