Dominik Marcinkowski

Realizm

Głos. Czy należał do niej? Pamiętał. Tamta dziewczyna była piękna. Roland każdego wieczora tonął w jej czarnych oczach. Wsłuchiwał się w każde słowo. Całował zielone wargi i ciemne, gorące ciało. Tego, co robili w nocy, nie pokazałaby żadna telewizja.

Volupté.

Słabo oświetlony pokój pełen poduszek, a w nim tylko oni. Bez ustanku ze sobą spleceni. Wtedy, tam… To był ich Eden. Ile czasu upłynęło? Może miesiąc, a może rok. Nie wiedział. Chciał trwać. I kochać się ze swoją driadą…

- Wstawaj, kurde! Robota czeka!

Roland otworzył oczy.

Zajście pod Tannenbergiem

Rustejko nie mógł otworzyć oczu. Powieki blokowała jakaś lepka skorupa. Palce pomogły i po krótkiej walce z dziwną substancją odniosły zwycięstwo. Wokół panowała noc. Mężczyzna przetarł całą twarz, pozbywając się resztek mazi i przeklął w duchu żmudziński los. Głowa pulsowała mu tępym bólem a wysuszone gardło rzęziło dokuczając okrutnie. Usiadł na trawie zmieszanej z błotem, opierając twarz na obolałych ramionach. W żołądku coś pęczniało i obracało się jak młyńskie żarna. Próbował przypomnieć sobie gdzie jest, jak się tu znalazł i dlaczego nic nie pamięta.
Subskrybuj RSS - Dominik Marcinkowski