Agnieszka Grzywacz

Dum spiro spero

Helena weszła do klubu i rozejrzała się po wnętrzu. Uderzył ją natychmiast ostry zapach mieszanki przetrawionego alkoholu i potu, typowy dla miejsc tego pokroju. Nie skrzywiła się nawet, znała go aż zbyt dobrze. Sięgnęła do torebki, by odnaleźć zapalniczkę i przez chwilę szukała jej po omacku.

Ryzyko zawodowe

Podał jej rękę, aby mogła przejść przez kałużę oleistej cieczy o bliżej nieokreślonym kolorze.

– Długo już chodzisz? – zagaił, dla zabicia ciszy.

Skinęła głową, skupiając się na obserwowaniu drogi pod stopami. Grube podeszwy czarnych butów prowadziły ją pewnie, ale Kola wiedział, że nieustającego zagrożenia nie mogli ani przez chwilę lekceważyć. Sam pokonywał tę ścieżkę już tysiące razy, ale Sara była tu chyba po raz pierwszy.

Pod palcami

- Możesz mnie mieć, wystarczy jedno słowo.

Wydawało jej się, że to mówi, ale nie usłyszała swojego głosu.

Przy oknie stał człowiek ubrany w wojskowy mundur. Za firanką, za szybą, gdzieś bardzo daleko, padał drobny śnieg, odbijał się iskrą w jego wąskich zielonych oczach i znikał na zawsze.

Mężczyzna przesunął dłonią po ogolonej czaszce, jakby chciał przeczesać nieistniejące włosy.

- Powinnaś była ze mną wyjechać już dawno.

Zatrzymaj

- Zatrzymaj ją.

Jej kroki dudniły po klatce schodowej, tak szybkie, że nie ogarniał ich zaspanym słuchem. Oparł się o poręcz, spojrzał za nią, wiedział, że nie zdąży, wiedział to na pewno.

Nawet nie próbował, z premedytacją sięgnął po papierosa. Zapalniczka zgrzytnęła donośnie, krótki blaszany dźwięk wbił się w echo starej kamienicy, dźgnął je kilkakrotnie.

Kroki tak szybkie jak nigdy, pomyślał, gwałtowne, jej ciepłe, rozgrzane biegiem ciało.

Poczuł, że robi mu się zimno, zimno bez niej.

Przecież dbał o tę dziewczynę. Kochał ją.

Subskrybuj RSS - Agnieszka Grzywacz