Jacek Jarecki

Minotaur

– Na pożegnanie wyświetlę film – mówi Minotaur.

Wygląda na szczęśliwego, ma w labiryncie wszelkie udogodnienia. Nie żeby zaraz grający melodie kibelek, ale bieżącą wodę, ekspres do kawy, biblioteczkę, kino domowe.

– Kino labiryntowe – śmieje się Minotaur.

Ma pudelka, świnki morskie, kilka garniturów i sukienek, bo on chyba różnie. I lampę, i skórzane fotele, wielkie jak łodzie rybackie. Ma i łódź, i barek, i kostkarkę do lodu.

– I przestrzeni, ile zapragnę w labiryncie – dodaje Minotaur.

Janosik

Pod wpływem komiksów i seriali telewizyjnych źle wybrał swoją przyszłość. Zaczął od zabierania kolegom bułek z szynką i uporczywych ćwiczeń fizycznych, skończył jako rozbójnik. Napadał na osoby prywatne oraz instytucje uspołecznione. Nie znał lęku. Chciał na haku pofrunąć do legendy. Schwytany, nie okazał skruchy. Wpadł, ponieważ żądał od obdarowywanych biedaków pisemnego potwierdzenia darowizny. Został skazany na osiem lat więzienia. Wyszedł po trzech, za dobre sprawowanie. Nie czyta komiksów, nie ogląda seriali. Zatrudnił się w rzeźni. To dobra praca.

Nieśmiertelni

Nieśmiertelni za nic mają nasze dzienne sprawy. Podczas gdy drżymy w szpitalnych łóżkach, czekając na nieuniknione, oni wylegują się byle gdzie, choćby na plaży. Bezkarnie piją wódkę i palą papierosy. Złośliwie wysiadują na krawężnikach przed aptekami, by szydzić z ludzi, którzy pragną skonsultować się z farmaceutą. Z nieśmiertelnych nie ma żadnego pożytku. Nie czytają gazet, nie wierzą telewizji, nie ufają rządowi, nie kibicują drużynie siatkarzy. Podobno mają nawet własnego Boga. Nasz Bóg im nie imponuje. Czas to

Ślachty oszmiańskiej czasownika wybicie

Karabele. Ławy. Lulki. Kielichy. Winny opar z głów podgolonych. Pijemy. Szlachta oszmiańska. Beczka trzecia – hultajska.

- Się rodzi Mazur ślepo – wywodzi pan Bałamut.

- Waszmość ścichapęk i przeto…krwi…uszu…wypuszczę – mówię.

Czcza mnie za nossis wodzi erudycyja, a gęba malinowa cokolwiek Ruska, w opozycji do mojej wymowy.

- Stawaj!

Zaraz gniew. Nim się zastawił, w łeb cionem onego złego szczybiotę. Łeb rozpęknięty. Krwie…za grosz.

Kielich wychyliwszy przecie przykląkłem.

Tell

Tak naprawdę przestrzelił głowę syna, trzydziestoletniego piwosza i rozpustnika. Legenda, która powstała w wyniku tego incydentu, dobrze obrazuje rolę budżetu w kreowaniu narodowych mitów. Cóż z tego, że szwajcarscy producenci jabłek zostali zepchnięci w niepamięć przez banki, fioletową krowę i watykańskich ochroniarzy. Wydane pieniądze zwróciły się stukrotnie, zmieniając naród zawziętych chłopów w pełen godności naród zawziętych chłopów. Co chwilę przekonujemy się, że to nie jest łatwa sztuka. Pomimo stokroć większego budżetu, kreowane przez nas mity rozłażą się w rękach,

Grill girl

Pięć kartek wyrwanych z zeszytu w kratkę. Przeczytałem. Oddałem i ze złości nie bardzo wiedziałem, co powiedzieć. Dzieci wracające przez park ze szkoły przebiegły obok nas, płosząc gołębie, które karmiła, krusząc czerstwą bułkę ze śladami pleśni.

Sto złotych. Płacił jej pieprzoną stówę za taki bełkot! Pierdolony pisarz! Nie żebym był tym jakoś specjalnie urażony. Nic z tych rzeczy. Tyle tylko, że w weekend będę musiał zrobić z tego cholerne piętnaście stron, a moją zapłatą będzie żarcie i możliwość przespania dwóch nocy w jego cholernej piwnicy.

By żyło się lepiej

Idę sobie z Różyczką zwiedzać łąkę i, zamiast kontemplować przyrodę w świetle dogasającego lata, ustawicznie drę mordę na moją psicę, która rozgrzebuje kretowiny, chcąc koniecznie obdarować mnie żywym kretem.

– A co to ja jestem, liderem jakiejś partii, bym się musiał otaczać kretami? Poza tym nie wiem, czy taki kret, przypadkiem, nie śmierdzi w domu.

Subskrybuj RSS - Jacek Jarecki