Darek Wędrychowski

Susza

Susza trwała już stanowczo zbyt długo. Starsi plemienia pokornie odprawiali jednak swoje modły. Wierzyli, że ich cierpliwość zostanie wkrótce nagrodzona. Zebranych wokół świętego ognia mędrców łączyła jedna myśl, to samo pragnienie. Ciążyła na nich ogromna odpowiedzialność. To od siły ich wiary zależało przetrwanie całej wioski.

Wpadka

Nie był pewien, co właściwie go obudziło. To przeraźliwie jaskrawe światło, czy miliony głosów w głowie, dokuczających jeszcze intensywniej, niż na co dzień. Rozejrzał się za butelką, po czym sięgnął po nią i pociągnął parę łyków. Nie ugasi pragnienia, ale też nie zaszkodzi, a na pewno pomoże przypomnieć sobie, co i jak.

Prometeusz

Poranek zapowiadał się jak zwykle. Od samego świtu robota, ciężka i w zasadzie nikomu niepotrzebna, ale po tylu latach, kto by tam narzekał. Póki co jednak, korzystałem z życia, czekając na pierwsze promienie słońca. Wódeczka na dobry początek dnia, coś do przegryzienia i ciekawe towarzystwo.

Zabawny gość. Poprosiłem go o ogień, a on od razu wyskoczył ze wspominkami. Ten typ faceta, co ma zawsze duszę na ramieniu. No to zamieniłem się w słuch, lubię takie opowieści. A tym razem trafił się prawdziwy rarytas. Zwali go Prometeusz. Tak, wiem, mi też się coś nie zgadzało.

Rzeka traw

Od małego lubiłem dokarmiać zwierzęta. Teraz młodzieńcza pasja pomaga mi w pracy, takie połączenie przyjemnego z pożytecznym. Tu, w narodowym parku Everglades na Florydzie, znają mnie i szanują. Z wzajemnością. Dzika przyroda wymaga najwyższego szacunku.

- Wiesz, to w rzeczywistości nie bagna, a rzeka. Po prostu tak wolno płynie. Nic dziwnego, ma pięćdziesiąt mil szerokości. Indianie nazywają ją rzeką traw.

- Spierdalaj. - Mój towarzysz nie wykazywał entuzjazmu. A przecież człowiek uczy się przez całe życie.

Subskrybuj RSS - Darek Wędrychowski