Alicja Pawłowska

Grobobranie

Janek biegł co tchu, czy raczej co bezdechu. Potykał się o własne nogi nie tylko, dlatego że spieszył się jakby diabli go gonili, ale też dlatego że prawą stopę miał niemal oderwaną od kostki i w pędzie przegniłe ścięgna żonglowały nią jak piłeczką na sznurku, a Janek zwyczajnie tracił równowagę. Ślizgiem wyszedł zza zakrętu na alei dwudziestego dziewiątego, przeskoczył przez barierkę i zanurkował pod most. Stoczył się profesjonalnie z górki klnąc przy tym na czym świat stoi i pomknął w stronę bunkra przy torowisku.

- Chłopaki! – Udarł się wpadając do baraku.

Drugie dno

- Wysoki Sądzie, nie przyznaję się do winy – podniosłem pokrywę, żeby lepiej było mnie słychać. - Zaraz wszystko wytłumaczę. Dawno, dawno temu w odległej galaktyce… A, przepraszam, to nie ta historia.

- Proszę się opanować – przytłumiony, ale stanowczy ton.

Subskrybuj RSS - Alicja Pawłowska