Marcin Mleczak

Witając gwiazdy

Gdy Bóg upadł na ziemię i skonał, cisza ogarnęła nasz lud. Zgromadziliśmy się wokół jego olbrzymiego ciała, niepewni, niedowierzający. Każdy z nas liczył, że to tylko chwilowa słabość, że Pan podniesie się za moment i jego sylwetka ponownie wzniesie się do chmur. Jednak pierś naszego przewodnika i opiekuna pozostawała nieruchoma.

Baśń

Psy mojego ojca fascynowały mnie, odkąd tylko pamiętam. Chętnie głaskałem ich olbrzymie, wijące się myśliwskie cielska, chociaż nie mogłem się wówczas opędzić od delikatnego uczucia niepokoju. Zainteresowanie moje z pewnością brało się, po części przynajmniej, z zazdrości młodszego dziecka wobec pierworodnego faworyta. Wydaje mi się, że nie umiałem jeszcze mówić, a już czułem, że dla tego żylastego posiadacza ziemskiego psy są ważniejsze i bardziej szlachetne niż ja.

Subskrybuj RSS - Marcin Mleczak