Irmina Iwanow

Krew klasyka

Wyciągam z kieszeni garść niedopałków. Nie wiem, skąd we mnie nawyk chowania niedokopconych skrętów po kieszeniach, czasem jednak przydają się, tak jak teraz. Jazz przelewa się nad moją głową, a dym smakuje smoliście, smakuje jak zachęta, by zaliczyć szybkiego raka i kopnąć w kalendarz jeszcze w tym roku. Jak ja nienawidzę tej roboty.

Kolacja sentymentalna

            Zatarła spocone ręce. Denerwowała się. Dworzec kolejowy przywodził na myśl wspomnienia, od których Nina rada byłaby uciec. Na darmo jednak. Tutaj, w rzeczywistości złożonej z betonu i żelaza nie było miejsca na poczucie bezpieczeństwa, na pewność siebie, na jej doktorat z fizyki ani dwa perskie koty, które traktowała jak najbliższą rodzinę. Pod kopułą dworca nie mieściło się nic prócz oczekiwania. Ile takich miejsc zmuszona była już odwiedzić, ile godzin wystanych i wypatrzonych w ciemność peronu. Wzdrygnęła się, z daleka słysząc śpiewny ślizg pociągu.

Subskrybuj RSS - Irmina Iwanow