Francis Violento

Szmata

Chwycił mnie za gardło i cisnął z całej siły o podłogę. Upadła i bezwolna, tarzałam się po włoskach dywanów, ślizgałam na lodowatej tafli paneli podłogowych i uderzałam główką o drzwiczki komody. Byłam jak z waty. Moje struchlałe ciało kompletnie odmówiło posłuszeństwa. Uległam całkowicie, wpatrzona tępym wzrokiem w nalaną, czerwoną od zgnilizny twarz Opiekuna. Taka malutka... Właściwie ledwie narodzona. Jeszcze wielu rzeczy nie rozumiałam, choć podświadomie czułam, że tak się nie godzi. Gdy wpychał we mnie coś długiego, twardego i

Subskrybuj RSS - Francis Violento