Bartłomiej Balcerzak

I nie wódź nas na pokuszenie…

Tomasz Niwirski leżał w bezruchu na łóżku w sali, która od kilku tygodni pełniła funkcję sypialni, zarówno dla niego, jak i pozostałych Wybranych. Wzrok mężczyzny skupiony był na uchylonych drzwiach prowadzących na korytarz. Sen nie przychodził. Pełne ekscytacji oczekiwanie nigdy nie sprzyja łatwemu zaśnięciu. A czy może być coś bardziej ekscytującego niż przekroczenie granic siebie? Tomasz był niecierpliwy. Ciało podświadomie szykowało się na nadchodzące bodźce, siłą rzeczy utrzymując umysł w stanie pobudzenia. Pamięć

Ta Jedyna II

Obserwowała go od dawna. Dyskretnie, z oddali. Starała się nie zwrócić na siebie zbytniej uwagi. Gdyby od razu rozpracował jej zamiary, wszystko poszłoby na marne. Mężczyźni nie lubią nachalnych kobiet.

W takich sprawach trzeba być subtelną, udawać niedostępną, stworzyć wokół siebie aurę tajemnicy.

W końcu to od mężczyzny wymaga się, by działał, robił ten pierwszy krok.

Zwyczaj zwyczajem, pomyślała, ale dzisiaj młoda dziewczyna też musi wykazywać się inicjatywą. Inaczej ją zjedzą.

Znowu została z nim sam na sam.

Ta jedyna

Wojciech nie spodziewał się, że ktoś taki jak Hania zmieni jego życie na zawsze. Nic nie zapowiadało takiego obrotu sprawy. Mały biust, wąski tyłek, odstające uszy, w innych okolicznościach pewnie nie zwróciłby na nią uwagi. Ot, kolejna kobieta, która nigdy nie przyciągnie pożądliwych spojrzeń.

Hania miała jednak asa w rękawie. W odróżnieniu od pozostałych była obrotna. Wiedziała, co należy zrobić, by Wojciech nigdy o niej nie zapomniał.

Odkąd tak nagle pojawiła się w życiu młodego mężczyzny, uśmiech, szerszy niż kiedykolwiek, nie znikał z jego twarzy.

To nie jest kolejny romans paranormalny

Bella była zawiedziona, ta noc miała stanowić triumf miłości silniejszej od śmierci. Niestety, świat chciał inaczej.

Opadły jej ręce, kiedy twarz ukochanego, niczym chustka rzucana przez damy dworu, wylądowała na podłodze. Powinna się tego spodziewać, czas już zrobił swoje z ciałem jej wybranka.

– Całe szczęście – westchnęła, badawczo spoglądając na resztę mężczyzny. – To, co trzeba, opór entropii stawia.

Faktycznie, stawiało. Tak solidnie, że ogół tej walki z rozkładem mierzyć można było w centymetrach.

Impact factor

Wiktor F. nie mógł powstrzymać drżenia rąk. Dla młodego naukowca nadeszła chwila prawdy. Dwie cielesne formy, pozszywane z ludzkich członków karykatury życia, leżały na stołach chirurgicznych. Podłączona do nich aparatura buczała groźnie.

Wiktor nacisnął guzik startu. Błysnęło, truchła nie ożyły. Mężczyzna przeklął i wrócił do swoich notatek.

Nerwowo przekreślił kilka słów na znaczonej plamami krwi kartce z notatnika.

„Zastosowanie paradoksu Banacha-Tarskiego w klonowaniu i potencjał nieśmiertelności.”

Niżej dopisał:

Podkarpacki Perseusz

– Nikt nie powinien panu przeszkadzać – zapewniał właściciel kwatery, kiedy wręczał mi klucze. –  W pokoju obok są dwie studentki z Krakowa, ale one cały dzień odnawiają nam kościół. Dopiero na noc wracają.

  – Panie – ostrzegał mnie kilka dni później. – Uważaj na nie, to wiedźmy.

Sam musiałem to sprawdzić. Wieczorem, gdy zostawiły uchylone drzwi, zajrzałem przez szczelinę.

W jednym miał facet rację. Te dwie dziewczyny śmiertelniczkami być nie mogły. Do wiedźm im jednak daleko. To raczej kuzynki gorgon. Jak one, posiadły moc zamiany w kamień.

Kroniki podboju kosmosu

Gwiezdny pionier siedział na ganku. Leniwym, niewymuszonym ruchem przelał bursztynową zawartość butelki do kieliszka.

O potędze gawędy

Adam miałby wiele do powiedzenia, gdyby go zagadać. 

– Mam konkretny gust jeśli chodzi o kobiety – mógłby wtedy powiedzieć – muszą być jak moje ulubione potrawy, pikantne i ostre.

Adam miał dzisiaj szczęście, ta wymarzona siedziała obok niego przy barze w jego ulubionej knajpie. Nie mógł oderwać wzroku od ślicznotki. Ostra jak żyletka w sosie jalapeno. Rudowłosa, z tatuażami...

Wszystko pójdzie gładko, powtarzał sobie, byle było pieprznie. Na płci pięknej znał się równie dobrze jak na papryczkach, ale do rudej zagadać nie umiał.

Pamięć nie wybacza

Stałem nad brzegiem morza, na wyspie bez imienia.

 – Kiedyś, syneczku – mawiała mi matka. – Nazwą ją imieniem generała.

Nie wiem, co to generał, ani czy po naszym odejściu imiona wciąż będą miały sens, ale słowa matki dodawały mi otuchy. To dzięki jej mądrości dotarliśmy do tej skalistej krainy, której przypadnie rola ostatniej ojczyzny naszej rasy.

– Nie płacz, syneczku – powtarzała, kiedy traciłem nadzieję. – Nasza sprawiedliwość wymierzy karę drapieżnikom. Kiedy odejdziemy, zaczną polować na samych siebie, bo muszą mordować.

Wolność słowa

Całe szczęście, że cudzoziemcy nie znają naszej mowy, myślał Padraig, szykując się do snu. Prycza była twarda i śmierdziała, ale doświadczony wagabunda nie widział powodów, by narzekać. Nawet cieszył się, że swoją ostatnią noc spędzi we względnie suchej celi. Próbował ułożyć się wygodnie.

Kto wie, może coś mu się przyśni?

Wojna na słowa

Herman, jak na żołnierza Wermachtu przystało, był monolitycznym posągiem męskości. Jednak w oddziale nikt mu nie ufał, bo syn pruskich chłopów miał w sobie coś z poety.

— Gdzie jest erkaem? — pytali go codziennie, gdy schodził ze stanowiska strzeleckiego.

— Zaczarowany flet? — Uśmiechał się wtedy, wskazując oparty o ścianę karabin. — Przez te lata nie strzelał piękniej jak teraz. — W oczach mężczyzny widać było błysk niepokojąco słowiańskiej melancholii.

Cud Aleksandry

Aleksandra odgarnęła mokre blond włosy. Niektóre dostały się do ust, zostawiając słonawy smak. Dziewczyna rozejrzała się dookoła. Jakże zmienił się świat przez te kilka minut, gdy pluskała się w mętnych wodach Bałtyku!

Nad złotą plażę zawitać musiał cyrk, gdyż zaroiło się od namiotów, we wszelkich rozmiarach. Zupełnie, jakby wynurzenie Aleksandry oznajmiło nadejście karnawału.

Aleksandra dumnie wkroczyław las namiotów, które na jej oczach stawiali zawstydzeni mężczyźni.

Funkcja Chandlera

Nie ufaj im, powtarzał dziadek, nie ufaj ich oczom wielkim i włosom miedzianym. Staruszek miał rację, ten zbiór kobiet dzieli łóżko z pierwszym lepszym wspólnym mianownikiem.

– Proszę tak na mnie nie patrzeć, inspektorze. – Ruda ślicznotka wytrąciła mnie z toku wspomnień.

– Lepiej niech pani nie utrudnia śledztwa. – Zmuszałem się, by odciągnąć wzrok od ust w kształcie przewróconej ósemki. – Dlaczego zabiła pani mecenasa?

Kobieta wyprężyła się na krześle. Krągłości kształtnych bioder i obfitych piersi stworzyły krzywe piękniejsze od sinusoidy.

Banshee

Wołałam z lasu do ojca i braci trzech. Poszli tam mnie szukać. Gdy dotarli do drzew, zamilkłam. Dobiegł mój krzyk z gór. Bracia z mężem ruszyli między gęste mgły. Na wzniosłych szczytach zastali ciszę. Nuciłam nad brzegiem strugi, szeleszczącej w naszej mowie. Pobiegł ojciec, spotkać chciał mnie nad wodą. Przywitał go tylko szum strumienia.

Pytał mąż ludzi z miasta, czy echo nie kryje w sobie głosu niewiasty o włosach czerwieńszych od krwi. Ojciec przysięgał, że poznaje śpiew córki wśród kościelnych chórów. Wiatr co dzień przynosił braciom trzem słowa mych pozdrowień.

Obiad w Madrycie

            Z palnika wydobył się płomień w kształcie chrystusowej korony. Wkrótce mięso zaskwierczy w oleju i nabierze barwy najlepszych madryckich ołtarzy.

            Nina marzyła o byciu patelnią. Sykiem smażonego drobiu zagłuszałaby krzyki z pokoju. Na szczęście mężczyźni nie mieli wstępu do kuchni.

            Obiad był gotowy. Kiedyś Nina tego momentu bała się najbardziej. Do wszystkiego jednak można przywyknąć. Odgłos przyrządzanego posiłku już nie chronił przed kakofonią niskich głosów. Pora wyjść z michą, jak co dzień zaspokoić ich głód.

Chwalebny świt - konkurs "W poszukiwaniu nieskończoności"

Ze wszystkich przedmiotów w szkole, Eschat najbardziej nienawidził historii. Z otępieniem przyjmował informacje o wydarzeniach, których było tak wiele, że zlewały się w jednolitą masę. Na całe szczęście, raz trafił na dobrego nauczyciela, z taką samą łatwością rozpoznającego uczniów szczególnie uzdolnionych i takich, którzy nigdy nie pojmą nawet podstaw materiału w danej dziedzinie.

Traktat o zachowaniu przy stole

Te leniwe niedzielne popołudnia nużyły Artura. Ile można pić herbatę, słuchać cmoknięć zachwytu ze strony cioć i babć? Kościste dłonie wiecznie szarpały go za ucho, jakby wciąż był dzieckiem. Znosił to w milczeniu, przez wzgląd na savoir-vivre.

Tylko kobieta mogła go uratować. Kobieta krągła, niczym wypełniona po brzegi waza. Marzył o rudowłosej rewolucji, która nie szczędziłaby mu pieszczot. Na taką nie miał jednak szans. Niski i gruby, wręcz pękaty, tacy nie wzbudzają pożądania. O wolność musiał walczyć sam.

Subskrybuj RSS - Bartłomiej Balcerzak