Witold Wysmułek

Trzy minuty

Patrzę na napływające meldunki. Obiekt nadlatuje z wielką prędkością, minął właśnie Księżyc. Za pół godziny znajdzie się na ziemskiej orbicie.

Zaplątany w chmury

Zaplątałem się w chmury. Znikła gdzieś ziemia, znikły pola i lasy. Czasem tylko migały pstrokatymi plamkami. Ja szybowałem, przebijając obłoki. Patrzyłem ze zdumieniem. Nigdy tu przecież nie byłem. Postanowiłem wznieść się jeszcze wyżej. Wyskoczyłem ponad szarobiałe kłębowisko. Tam zaś zeszkliły się ciemny błękit i słoneczna poświata. Choć powietrze było rzadsze, oddychałem zachłannie. Poczułem aromat. Nie był to las, nie była łąka. Otoczyły mnie jednak drzewa oraz kwiaty, choć niewidoczne. Usłyszałem ich szum, dobiegł zapach, całymi strugami niezliczonych odcieni. Tafla błękitu,

Próba obrony

J. F. Sebastian był obrzydliwie bogaty. Znany jako ekscentryczny samotnik, nie ufał nikomu i niczemu. Rok po roku, J. F. rozbudowywał swoją rezydencję, zaludniając ją wynajętymi komandosami mającymi strzec jego osoby przed potencjalnymi mordercami i sadystami. Pewnego dnia jednak stwierdził, że nawet wytrenowanym komandosom nie można ufać. W końcu w ich szeregi może się zakraść jakieś podstępne indywiduum, chytrze wkupiając się w łaski tylko po to, by wykonać z zaskoczenia cios. J. F. więc zastąpił wszelkich ludzi automatami. Sam je też

Subskrybuj RSS - Witold Wysmułek