Natasza Hebart

Nie miał na bilet

Pan Eugeniusz kończył okrążanie stołu, kolejny raz zatrzymując się, by zajrzeć w pożółkłą ulotkę lekarstwa, którą potem starannie składał wpół. Zakolebał się na fałdzie dywanu, zgubił rym i zapomniał o kartce.

Wypchnięty z pola grawitacji mebli, śpiesznie potruchtał na korytarz i szarpnął drzwi wyjściowe. Klamka nie ustępowała. Zafrasował się, manipulował chaotycznie przy zamku.

– Gdzie pan znowu idzie? – Wyjrzała z drugiego pokoju kobieta.

– Do domu.

Arpeggio

– Jestem…

To wtedy odwrócił jej uwagę od lustra.

– Cii – szepnęła, wyciągając rękę poza ramy własnego odbicia.

Powiodła paznokciem po granicy czerwieni warg mężczyzny, w skupieniu wyrysowała ich kształt. Niecierpliwym ruchem języka podążył za pieszczotą.

– Cii… – Zabroniła ruchem głowy.

Subskrybuj RSS - Natasza Hebart