Antoni Kaja

Dom Strachu

Pewnego dnia kiedy Janek znów wejrzał w głąb siebie, doszedł do wniosku, że to, co tam widzi, jest stanowczo zbyt potworne. I przeżywając po raz kolejny wszystkie te głęboko zakorzenione koszmary postanowił otworzyć w swoim umyśle Dom Strachu z prawdziwego zdarzenia. Zaczął więc rozdawać bilety miłośnikom mocnych wrażeń, licząc na to, iż zyska sobie przez to wielu przyjaciół.

Amatorzy mleka

Żadne słowo nie było w stanie oddać uczuć, w danej chwili zalewających serce Kateriny niczym wartki potok. Nie był to po prostu żal ani nawet rozgoryczenie okrucieństwem losu, czy choćby kolejne z bolesnych ukłuć porażki, w które to obfita jest ludzka egzystencja. Nie, to była emocja o wiele głębsza, złożona, wieloelementowa, fasetowana niczym owadzie oko.

Powód natomiast był prozaiczny: w sklepie zabrakło mleka.

W źrenicy oka

Kiedy Michael oznajmił, że w jego oku mieści się cały wszechświat, przyjęliśmy jego słowa za kolejną zgrywę, no bo kto przy zdrowym umyśle i bez kilku promili we krwi potraktowałby poważnie tego rodzaju wyznanie?

Fearoica: Log in/log out

Uciekał ile sił w nogach po ścianie szklanego wieżowca. Serce waliło mu w piersi jak oszalałe, mięśnie darły się w niebogłosy, a wytrzeszczone gałki oczne groziły wypadnięciem z oczodołów. Sam także krzyczał, tak głośno i długo, że pary w płucach pozazdrościłaby mu każda diwa. Kierowała nim jedna jedyna myśl: One są tuż za mną!

Łańcuch pokarmowy

Wszędzie dookoła długie, lepkie łodygi pokryte drobniutkimi sferami rzepów, uginające się od ciężaru gruszkowatych kielichów, z których sączył się słony nektar. Przyprawiająca o mdłości, ciężka woń wabiąca ku zgubie nieszczęsne futrzaste stworzonka. Jeden nieostrożny krok dzielił je od wczepienia się sierścią w zmyślną pułapkę. Kiedy ofiara była już uwięziona, rośliny pochylały kwiaty i strzykały w pysk żrącym płynem, który przeżerał jej głowę aż do gołej kości.

Dead to me

Śmierć śmierci! 

Być kobietą

- Czy choćby przez chwilę podejrzewał pan, jak naprawdę może przedstawiać się sytuacja?

- Nie – stwierdził, nadal roztrzęsiony. – Brzmiało to naprawdę niewinnie. Skąd miałem wiedzieć... – Spuścił głowę. Pod wypełnionymi bólem oczami wyraźnie rysowały się głębokie wory. Inkwizytor wiedział, że mężczyzna od pięciu dni nie zmrużył oka. I dobrze. Trzeba się było upewnić.

- Hmmm. Zacznijmy od początku, panie Fletcher.

Tamten kiwnął niemrawo głową, spoglądając tępo na własne paznokcie.

Uroczystość

W domu bezimiennego gospodarza trwa wystawne przyjęcie. Gości jest w bród, muzyka gra bez ustanku, na parkiecie tańczą pary, zewsząd dochodzi śmiech. Nie ma osoby, która by się dobrze nie bawiła. Nikt nie jest sam. Nie ma miejsca na smutek i łzy.

 Ludzie ciągle wznoszą toasty, przepijają do siebie, stukają szklankami. Nie wiedzą już, co świętują, ale alkohol leje się strumieniami.

 W kątach pomieszczenia trwają ożywione dysputy. Każdy może się wypowiedzieć. Inni wysłuchają go zawsze z szacunkiem.

Umowa

            Widziałam, jak mój pan na znak fałszywego porozumienia uścisnął dłoń swego sąsiada, w skrytości serca pożądając jego ziemi. Już wcześniej uknuł przeciw niemu bezwzględny plan.

Rue de l’Existence

Szedł ulicą. Nie wiedział, od jak dawna. Obok wyrastały coraz to kolejne domy – wpierw nowe, zadbane, pełne życia, potem coraz bardziej nadgryzione zębem czasu. Ku jego zdziwieniu w im gorszym stanie się znajdowały, tym gorzej czuł się on sam. Minął budynek z wybitymi oknami – jego ciało ogarnęła słabość. Na kolejnym zapadł się dach – umysł uległ dziwnemu zamroczeniu. Po następnym zostały jedynie ściany i fundament – coraz ciężej było iść. Dalej były już tylko zgliszcza – w piersi zaparło mu dech. Dotarł do końca ulicy, tu nie było

Zawody

Pierwszy zawodnik pociągnął łyk wody, otarł zroszone potem czoło, wziął porządny zamach i opuścił z potężną siłą błyszczące ostrze topora.

– Jakież to było czyste cięcie! – zachwycał się komentator. – Pełny profesjonalizm! A ileż pary w tych umięśnionych ramionach!

Jego przeciwnik prychnął jedynie pogardliwie, klasnął w dłonie, po czym ujął sznur i zaczął go ciągnąć z takim zapałem, że twarz aż mu poczerwieniała z wysiłku.

Sztuka konwersacji

            – Do jasnej cholery! Uważaj, jak leziesz, kretynie! Nadepnąłeś na moje jelito!

            – Najmocniej pana przepraszam! Wie pan, jak to jest. Muszę ciągle trzymać głowę sztywno, żeby mi oczy nie wypadły.

            – Phi! Ta dzisiejsza młodzież! Banda ciamajd i mazgajów! Jakby ci chociaż gniła dolna szczęka, to wiedziałbyś, co to prawdziwa niedola!

            – Jeszcze raz bardzo pana przepraszam!

            – Niech ci tam będzie, smarkaczu! A teraz zmykaj!

Limbo

Rzuciłem pytanie w pustkę, lecz odpowiedź nie padła. Uśmiechnąłem się do niej, lecz nie dała po sobie poznać, że zauważyła.

Czy oczekiwałem jakiejś reakcji?

Siedzę tutaj już długo, choć trudno to w sumie określić, ale nigdzie mi nie śpieszno. Nauczyłem się niczego nie oczekiwać, nie żywić nadziei ani nie marzyć.

Czasem mam wrażenie, że do mnie szepce. Nie wiem, czemu nie reaguje na zaczepki, ale chyba zdaje sobie sprawę z mojego istnienia. W sumie niewiele to zmienia. Może poza tym, że tym mocniej odczuwam swoją samotność .

Rozbitek

Usłysz mój głos

Pośród bladych chmur

Usłysz mój głos

Pośród cichych wzgórz

Usłysz mój głos

Pośród mglistych gór

Usłysz mój głos

Pośród gniewnych mórz

Usłysz mój głos

– Bracie, czyżby i tobie złamała serce kobieta? – spytał go krzepki mężczyzna o czerwonych oczach.

– To tylko pieśń, Bracie – odparł, sięgając po stojący przed nim kufel. – Tylko pieśń.

Sztuka origami

Budzik zadzwonił dokładnie o szóstej zero pięć. Mężczyzna mruknął coś pod nosem, niechętnie zwlekając się z łóżka. Następnie wziął szybki siedmiominutowy prysznic, ubrał się, po czym zasiadł do śniadania. Posiłkowi towarzyszyła lektura prasy codziennej, którą chłopak na rowerze dostarczał wczesnym rankiem pod same drzwi. Kiedy na talerzu zostały jedynie okruszki, mężczyzna odłożył gazetę. Po wyszorowaniu i nitkowaniu zębów, założył przed lustrem krawat i narzucił na siebie marynarkę. Punktualnie o szóstej czterdzieści pięć wyszedł z domu,

Subskrybuj RSS - Antoni Kaja