Agnieszka Kwiatkowska

Love sowę

– Zdrajca! Oszust! – Młoda pójdźka łkała żałośnie, a łzy spływały jej po dziobie. – Samiec!

Otaczające ją przyjaciółki solidarnie kiwały łebkami, patrząc z potępieniem na sprawcę złamanego sowiego serduszka.

– Myślałam, że to coś znaczy! – szlochała pójdźka. – A ten drań fruwał sobie od jednej do drugiej, szukając naiwnych!

Przyjaciółki zgodnie zakłapały dziobami.

– Łajdak! Jak się jeszcze raz do ciebie zbliży, daj mu ze skrzydła!

– No, niech tylko ze mną spróbuje, to mu oczy wydrapię…

Och, Karol!

Karol miał rwanie. I to jakie! W pracy stażystki szczerzyły doń zęby, recepcjonistka przekazywała wiadomości z uśmiechem od ucha do ucha, a kostyczna księgowa zapraszała go do biura na kawę z ekspresu.

I żeby to jeszcze Adonis… A to był przeciętny, niepozorny blondas.

W dodatku bardzo skryty. Nie dało się go o nic podpytać. Ani o metody, ani o jakiekolwiek szczegóły.

Któregoś dnia przypadkiem zobaczyłem go w klubie. Siedział w kącie, ale nie sam, a splecione pod stołem dłonie mówiły same za siebie.

Zamurowało mnie.

Patrzę na ciebie

Monika była atrakcyjna. Lubiła podkreślać urodę i cieszyło ją zainteresowanie, jakie otrzymywała ze strony mężczyzn. Patrzcie na mnie, zdawało się krzyczeć jej ciało, gdy szła chodnikiem, czekała na przystanku, robiła zakupy. Wystawiała się na ludzkie spojrzenia i pławiła w wyrazie pełnych uznania oczu. Ale gdy nadeszła jesień, z twarzy Moniki zniknął blask.

Świat według łyżeczki

Gdyby łyżeczki mogły mówić, z pewnością wrzasnęłyby niejeden raz na właściciela: „Ostrożniej, czy ja jestem lewarkiem? Delikatniej, mówię! Sam się stuknij o filiżankę! Nie, tylko nie do zmywarki, ratunkuuuu!” Ale ponieważ ta łyżeczka była francuskiej marki „Christofle”, mogłaby co najwyżej zabrzęczeć dystyngowanie: „Oh, parbleu…”

W końcu pochodzenie zobowiązuje - trzeba trzymać klasę!

Subskrybuj RSS - Agnieszka Kwiatkowska