Komunikat o błędzie

  • Nie udało się utworzyć pliku.
  • Nie udało się utworzyć pliku.

Patrycja Paliczka

Kolekcjoner miast

Czerwone jabłko potoczyło się prosto między jego nogami. Nabrzmiały słońcem owoc zatrzymał się dopiero przy starym, po brzegi wypełnionym sianem wozie zaprzężonym w karego konia. Bawiące się na dworze dzieci prawie nie zwróciły na niego uwagi. Stary woźnica pochylił się nisko, by dobrze mu się przyjrzeć. Wtedy jabłko, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zmieniło się w niebieską chmurkę dymu i zniknęło. Woźnica zsunął czapkę na tył głowy i podrapał się po łysinie. Takich rzeczy; to on jeszcze w życiu nie widział.

No to cyk!

- Siadać, panowie! – odprawa przebiegała tak samo, jak każdego innego dnia do momentu, gdy do środka wpadł sierżant, trzymając dokumenty pod pachą i dwie butelki whisky w rękach. Zdziwienie młodszych stopniem oficerów rosło z każdą chwilą; nie tylko ich nie wyproszono, co jak sądzili, prawnie im się należało, ale nalano im po kieliszku, a nawet dwóch. Kapitan szczodrze, choć sprawiedliwie rozdzielał trunki, więc większość z nich przypadła w udziale starszym oficerom, ale i młodsi nie mieli na co narzekać. Z początku

Jednym spojrzeniem

Dla osoby o mojej posturze wchodzenie do biura przez okno stanowi nie lada wyzwanie. Tego dnia towarzyszyła mi rozhisteryzowana sekretarka, która przyszła rano do pracy i zastała tam straszny bałagan oraz trupa na podłodze. Tak się jej spieszyło, by mi o tym donieść – nim zrobią to za nią miejscowe plotkary – że zatrzasnęła za sobą drzwi, zapominając, że klucze nadal tkwią w środku. Bo przestępcy, jak się później okazało, nie wyłamali ich tylko przy pomocy wytrychu dostali się do środka. A kiedy skończyli, grzecznie po sobie wszystko pozamykali.

Subskrybuj RSS - Patrycja Paliczka