Anna Łucja Nowak

Rzecz to niesłychana... (trzy razy po sto)

Pechowiec

 

Piąte piwo smakowało  wyjątkowo dobrze. Siedziałem w kącie między ścianą a wielkim kominkiem. Dobrze mi było. Ludzie w karczmie gadali, pili, wychodzili się odlać, znowu pili i gadali. Czułem się swojsko i bezpiecznie.

Pewnie bym przysnął, ale coś mnie rozpraszało i skutecznie pobudzało ospałe myśli.

Późny wieczór

Zaglądnęłyśmy do pokoju dzieci. Tomek znowu skopał kołdrę na podłogę, Asia tuliła misia. Spali spokojnie. Uśmiechnęłyśmy się i zamknęłyśmy drzwi.

Usiadłyśmy na kanapie w salonie. W domu było tak cicho, że słyszałyśmy tykanie starego zegara, który dostałam od babci w prezencie ślubnym. „Niech Ci odmierzy każdą chwilę szczęścia, i smutku, i samotności” – dołączona do niego dedykacja oburzyła mnie te dziesięć lat temu. Jakiś czas później jednak wiele rozumiałam.

Z głębi serca

Usiadła na łóżku. Rozejrzała się zdezorientowana. Nieznany pokój, meble, atłasowa narzuta.

Zauważyła, że ktoś ubrał ją w giezło z delikatnego materiału. Włosy wciąż jeszcze miała wilgotne, dłonie zimne. Nie minęło zbyt wiele czasu od jej „wypadku”.

Uśmiechnęła się. Dobrze, na razie wszystko zgodnie z planem.

Zagadka rubinowych oczu

Jurek stał nad ciałami, oświetlał latanią każdą twarz i przyglądał im się uważnie. Wzrok mu się mącił, lekko chwiał się na nogach, ale uparcie starał się odczytać tajemnicę z martwych oczu. Oczu? Przecież własnoręcznie zamykał im powieki, dlaczego były otwarte? W zmąconym alkoholem umyśle zaczęło iskrzyć. Otrzeźwiał nieco. Ze zdziwienia. I strachu.

Białka trupich oczu zalane były krwią. W świetle lampy lśniły rubinowo, intensywnie, miał wrażenie, że coś się w nich porusza.

Subskrybuj RSS - Anna Łucja Nowak