Marcin Brzostowski

Mój przyjaciel pajacyk

            Pamiętam, że miałem sądny dzień. Od samego rana prześladował mnie pech i w końcu straciłem nadzieję na poprawę losu. Gdy wracałem z pracy, znalazłem nowiutką dwudziestogroszówkę, jednak po chwili wszystko wróciło do normy. Przed wejściem do domu obsikał mnie pies, a urocze niemowlę znajomych zwymiotowało na mój widok. Przy kolacji wysiadł telewizor i miałem już naprawdę dosyć. Nie chcąc przeżywać kolejnych katuszy, postanowiłem pójść wcześniej spać i jeszcze przed dziewiątą wylądowałem w łóżku. Nie mogłem jednak zasnąć, gdyż sąsiadka wyprawiała zaległe imieniny.

Motylek

Czasami przysiadam na ławce i kontempluję przyrodę. Spoglądam na drzewa, wyławiam wzrokiem krzewy i gdy zaczynam czuć się błogo, zawsze pojawia się on. Cały biały lub żółty, z wielkimi skrzydłami, przemierza przestrzeń od kwiatka do kwiatka. Wiem, że jest piękny, ale gdy tylko go widzę, zaraz uzmysławiam sobie, jak krótkie potrafi być życie. W jego przypadku najwyżej parę tygodni i po zwiewnym motylku pozostanie jedynie suchy paproch. Żeby nie myśleć o nieuchronnym, odwracam wzrok od owada i usiłuję skoncentrować się na rzeczach przyjemnych. Zazwyczaj udaje mi się wykonać taki unik,

Potęga nauki

Nikt nie wiedział, dlaczego Rysiek rzucił pracę, zostawił żonę i przestał wierzyć w Boga. Ku zdumieniu całej rodziny związał się z tancerką go-go i zamieszkał z nią w podbeskidzkiej wsi. Przez całe życie klepał biedę, ale podobno był szczęśliwy. Dopiero po latach wyszło na jaw, że Rysiek odkrył gen, któremu naukowcy nadali numer 6240839. Był to gen odpowiedzialny za ludzki strach.

Obieżyświat jakich mało

Słyszałem kiedyś o facecie, którego pasjonowały podróże. Gdy skończył szkoły, ożenił się, spłodził syna, po czym wyruszył w daleki świat. Chociaż nie było go prawie dwadzieścia lat, to jednak nie zapominał o rodzinie. Z każdego miejsca, które odwiedzał, wysyłał pocztówki. Zebrało się ich tak wiele, że zapełniły dziesiątki klaserów. Gdy zbliżały się osiemnaste urodziny syna, podróżnik postanowił odwiedzić rodzinne strony. Kupił prezent i wyruszył w podróż do domu. Schodząc ze statku, nie zauważył dziury w trapie, wpadł do wody i się utopił.

Muszę bardziej na siebie uważać

Wczoraj tak się walnąłem w głowę, że włożyłem garnitur, oświadczyłem się Marzenie i zacząłem szukać stałej pracy.

Oda do ukochanej

Lubię twoje koleżanki, makijaż i zamiłowanie do podróży, ale ile mam jeszcze wypić piw, żebyś mnie zrozumiała?

Bankiet w Towarzystwie Przyjaciół Zwierząt

Nie wiem jak to się stało, ale w zeszły piątek wylądowałem na przyjęciu w Towarzystwie Przyjaciół Zwierząt. Na suto zastawionych stołach stały półmiski z sałatkami, siekane kartofle oraz moc innych warzywnych wiktuałów. Po sali kręciło się wielu dostojników, którzy z wymalowanym na twarzy zatroskaniem rozprawiali o pieskim żywocie zwierząt. Gdy oburzenie sięgnęło zenitu, na mównicę wstąpił Pan Prezes i powiedział:

Elita polityczna II

Remigiusz podszedł chwiejnym krokiem do mównicy, otarł usta w rękaw marynarki i po chwili przemówił:

– Wysoki Sejmie! Przyznaję, że w moim resorcie nie dzieje się najlepiej. I to prawda, że zachachmęciłem. Ale to nic! – przejechał wzrokiem po pustej sali. – W innych resortach jest jeszcze gorzej! Dlatego z całą odpowiedzialnością stwierdzam: zawiniłem – fakt, zrozumiałem – fakt, i udzieliłem już sobie rozgrzeszenia. Dlatego proszę Wysoki Sejm – zacisnął dłonie w piąstki – o najwyższy wymiar władzy!

Humanista nowej ery

Eugeniusza nie widziałem ładnych parę lat. Gdy zobaczyłem go w „Wiadomościach Kulturalnych”, poczułem, że musimy się spotkać. Podszedłem do telefonu, wykręciłem numer i po chwili usłyszałem kumpla. Eugeniusz ucieszył się z naszej rozmowy i zaprosił mnie do siebie na następny dzień.

Pasja według Tadeusza

Konikiem Tadeusza była mikrobiologia. Nic go tak nie cieszyło jak widok dobrze upasionego pasożyta. Pełnię szczęścia osiągnął jednak Tadek dopiero w chwili, gdy dostał grzyba. Dla niego porzucił wirusy i z każdym tygodniem ulepszał hodowlę. Stracił do niej zapał dopiero w dniu, w którym lekarze odjęli mu nogi.

Public relations

Jak się mieszka w bloku, to o sąsiadach wie się wszystko. Kto kogo zdradza, kto awansował, a kto wykupił wycieczkę do Chorwacji. Nie jestem wścibski, dlatego czasami mam tego dosyć. Ale cóż… Ściany z półfabrykatów nie mają tajemnic. Są jednak dni, gdy przykładam ucho do jednej z nich i zatapiam się w życiu sąsiadów. Tak było wczoraj, gdy po obejrzeniu serialu nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Zacząłem chodzić po mieszkaniu i próbowałem wyłowić co smaczniejsze kąski. Niestety, nic się nie działo. Zrezygnowany, chciałem już podgłośnić

Elita polityczna

Eugeniusz karierę zrobił jak ta lala! Najpierw został posłem, potem szefem klubu, a tuż przed trzydziestką zasiadł w fotelu marszałka. Gdy zwolnił się etat, mianowano go ministrem wojny i dopiero wtedy sypnął pomysłami. Po aneksji Szwecji media okrzyknęły go strategiem tysiąclecia, a pan prezydent powierzył mu misję utworzenia nowego rządu. A tak zupełnie prywatnie, to Eugeniusz ma żonę i psa oraz w przyszłym roku będzie zdawał maturę.

Bez polotu, bez kłopotu

Roman był człowiekiem ambitnym. Cechowały go determinacja i odpowiedzialność. Bez problemu skończył szkoły, ożenił się i spłodził małego Romanka. W pracy był wzorem i szybko awansował. Znał kogo trzeba i potrafił wszystko załatwić. Z nałogami nie przesadzał, dbał o żonę, a w czasie wolnym hodował rośliny. Sumienie go nie gryzło, bo nie było po czym. Gdy zmarł, gazety zapełniły się dziesiątkami nekrologów. Wszyscy opłakiwali Romana, bo był taki do nich podobny.

Z legend i podań polskich

Gość w dom… portfel znikł, ja jebię!

Krzysiek i Rysiek

Tuż przed północą sala pękała w szwach. Tłum domagał się walki wieczoru, którą mieli stoczyć mistrz z pretendentem. Gdy usunięto z ringu zęby i krew poprzedników, rozbłysły światła i do sali wkroczyli giganci boksu. Krzysiek i Rysiek, w otoczeniu prześlicznych hostess, pozdrowili kibiców, po czym wskoczyli na ring i rozpoczęli rutynową rozgrzewkę.

Do gwiazd

Albin z kulturą związany był od dziecka. Rysował, malował, wycinał śmieszne wzory. Raz nawet dotknął klawisza fortepianu, lecz szybko znudzony uciekł do ogrodu. Kiedy się zakochał, zaczął pisać wiersze. Kiedy się odkochał, ułożył piosenkę. Nic go tak nie łechtało, jak artystyczna sława. Nie wiedział tylko biedak, co też miałby stworzyć. Kiedy Albin dorósł, smutek wziął go wielki, bo od nadmiaru emocji łeb mu spuchł jak bania. Lecz kiedy się dowiedział o losie van Gogha, zapragnął zdobyć sławę jako astronauta.

Autorytet

            Na przekór wieczornej blazie, włączyłem telewizor i zacząłem śledzić pasjonującą dyskusję. Gadające głowy rozprawiały o rzeczach ważkich, takich jak bóg, honor czy ojczyzna. Początkowo nie byłem przekonany, aby przelewanie krwi za idee było zasadne, jednak po jakimś czasie zrozumiałem swoją ułomność. Oczami wyobraźni dostrzegłem nawet siebie na barykadzie, dzierżącego w dłoniach proporzec wolności i strzelającego na oślep do niezliczonych wrogów. I gdy myślałem, że to już wszystko, na co mnie stać, głos w studiu zabrał pan ekspert

Aniela

Aniela miała za męża profesora. Gotowała mu obiady, wyrzucała śmieci i cały czas dbała o domowe ognisko. Profesor doceniał zaangażowanie kobiety i gdy tylko mógł, zapraszał ją na swoje odczyty. Największym szczęściem dla obojga były jednak chwile, gdy małżonek w otoczeniu przesławnych kolegów odbierał odznaczenia, a telewizje wszystkich krajów donosiły o jego sukcesach. I pewnie idylla państwa profesorstwa trwałaby jeszcze długo, gdyby nie nagły zgon Anieli. Z dnia na dzień porzuciła ona męża, na barki którego spadły wszystkie obowiązki. Dobre

Konfabulacje mojej szklanej kulki

Mam w domu pudełko, w którym przechowuję kulki. Niektóre kupiłem na wyprzedaży, inne zaś same zatoczyły się w moją stronę. Te ostatnie lubię najbardziej, gdyż bez względu na okoliczności zawsze są skore do zabawy. Jednak najbliższa memu sercu jest szklana kulka, którą znalazłem na odpustowym straganie. I chociaż kosztowała mnie tyle co nic, to jednak szybko wyszło na jaw, że ma niebanalny charakter oraz często ponosi ją fantazja. Czasami też uderza w dramatyczne tony, o czym przekonałem się ubiegłego wieczoru. Gdy kończyliśmy grę, kulka zrobiła kwaśną minę i

Szafa wychodzi, ja zostaję

Gdy nie mam z kim pogadać, to rozmawiam z rzeczami. Tematy mamy różne, a i dyskusja potrafi być ciekawa. Najbardziej lubię kredens, który przeszedł niejedno i wie o życiu tyle, że nigdy nie wiem, co powie. Czasami wtrąci coś lampa i bywa zabawnie. Są jednak sprzęty, z którymi ciężko złapać kontakt. Na przykład z krzesłem gadka zawsze wychodziła mi krzywo. Tak samo jest z obrazem, do którego można mówić godzinami i nie usłyszy człowiek w zamian złamanego słowa. Natomiast szafa… Ta to ma gadane! Skrzypi na wszystkie strony, ale jest zupełnie do rzeczy. Zdarzają się

Subskrybuj RSS - Marcin Brzostowski